Motor Lublin dzieli się punktami z Koroną Kielce

Motor Lublin po zwycięstwie 1:0 z GKSem Katowice miał apetyt na kolejne 3 punkty. Po kolejną wygraną lublinianie udali się do Kielc, gdzie podejmowali Koronę. Plan ten udało się zrealizować tylko częściowo. Skończyło się na 1 oczku i remisie 1:1. W składzie doszło do kilku roszad względem pojedynku z GKSem. Po kontuzji powrócił Ivo Rodrigues,…

Motor Lublin po zwycięstwie 1:0 z GKSem Katowice miał apetyt na kolejne 3 punkty. Po kolejną wygraną lublinianie udali się do Kielc, gdzie podejmowali Koronę. Plan ten udało się zrealizować tylko częściowo. Skończyło się na 1 oczku i remisie 1:1.

W składzie doszło do kilku roszad względem pojedynku z GKSem. Po kontuzji powrócił Ivo Rodrigues, który w wyjściowej jedenastce zastąpił Mateusza Łęgowskiego. Obok niego w środku pola zameldował się Paskal Meyer. 21-latek wskoczył w miejsce Yacina Bourhana, którego zabrakło w meczowej kadrze. Trener Mariusz Misiura dał szansę również Makanowi Aiko. Francuz zameldował się w pierwszym składzie kosztem Fabio Ronaldo.

Do przerwy po jednym golu

Przez kilkanaście pierwszych minut zarówno Korona Kielce jak i Motor Lublin próbowały zepchnąć rywali do defensywy i wyprowadzać ataki. Wyraźnej inicjatywy nie zyskał jednak nikt i widzowie nie uświadczyli żadnych ciekawszych akcji.

Zmieniło się to w minucie 19. Gospodarze wywalczyli piłkę w prawym sektorze boiska. Piłkę przyjął piłkę Martin Remacle, który zeszedł do środka i lewą nogą wrzucił w pole karne. Tam Mariusz Stępiński wygrał walkę o pozycję z Bartoszem Bereszyński i uderzył piłkę głową. Strzelił w środek bramki, ale futbolówka skozłowała przed próbującym interweniować Mihaiem Popą i przeleciała mu pod pachą. Pierwszy groźniejszy atak Korony od razu zakończył się golem.

Złocisto-Krwiści chcieli pójść za ciosem. Morgan Fassbender został uruchomiony długą piłką i był szybszy od Bereszyńskiego. Reprezentant Polski jednak zdołał skutecznie utrudnić mu oddanie czystego strzału.

Potem swoich szans zaczęli szukać Żółto-Biało-Niebiescy i oni również szybko skorzystali z tego, co dał im los. 30 minuta, rzut wolny dla Motoru spod lini bocznej. Piłkę w szesnastkę kielczan wrzucił Rodrigues. Piłka znalazła się na idealnej wysokości dla Karola Czubaka, który wybiegł zza pleców obrońcy Korony i wyskoczył najwyżej. Idealnym strzałem głową pod poprzeczkę nie dał najmniejszych szans Xavierowi Dziekońskiemu i wyrównał stan rywalizacji.

Ponownie groźnie się zrobiło 3 minuty później po wrzutce Christophera Simona z rzutu rożnego. Piłka leciała w światło bramki, ale Dziekoński zdołał ją wypiąstkować i przy tym był faulowany przez Czubaka. Potem do głosu doszła Korona. Po kolejnym dośrodkowaniu doszło do zamieszania w polu karnym Motoru, lecz sytuację uspokoił Popa, który swoimi interwencjami dwukrotnie ubiegł przeciwników.

Pierwsza połowa nie obfitowała w wiele emocjonujących momentów, a intensywność spotkania nie należała do najwyższych. Trzeba jednak przyznać, że obie drużyny były całkiem skuteczne, ponieważ udało im się strzelić po golu mimo braku stuprocentowych sytuacji.

 Druga połowa też na remis

Po przerwie jako pierwsi atak próbowali wyprowadzić gospodarze, ale nie przynosiło im to pożądanych skutków. Do dopięcia swego bardzo niewiele im zabrakło w 54 minucie. Z dystansu potężnie huknął Remacle i uderzył w poprzeczkę.  Powodzenia szukali również Motorowcy.

W 61 minucie wprowadzony z ławki Fabio Ronaldo miał mnóstwo przestrzeni na lewej flance. Portugalczyk zszedł do środka, znalazł się w polu karnym Korony i tam szukał kontaktu z jednym z defensorów przeciwnika, ale pomimo upadku nie znalazł go. Piłkę zgarnął jeszcze Mbaye Jacques Ndiaye, lecz i z jego działań nic nie wynikło. Kilka minut potem Simon wrzucił piłkę wprost na głowę Marka Bartoša. Strzał słowackiego obrońcy przeleciał minimalnie koło słupka.

Później nie działo się zbyt wiele. Częściej przy piłce byli Koroniarze, jednak brakowało im konkretów. W 81 bliski szczęścia był Wiktor Długosz. Jego centrostrzał nieznacznie poszybował nad bramką strzeżoną przez Popę. Już w doliczonym czasie gry jeszcze raz zawrzało w szesnastce Motoru. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Słobodan Rubezić strącił piłkę na głowę Daniela Bąka, ale ten mocno się pomylił z bliskiej odległości.

Ostatnie słowo mogło należeć do Dumy Koziego Grodu. Kamil Lukoszek ograł obrońców Korony i podał po ziemi w pole karne do Czubaka. Strzał najlepszy strzeleca RKSu został zablokowany, ale minął Dziekońskiego i leciał w stronę bramki. Przed linią stał jednak Wiktor Długosz i przy tym uprzedził Ronaldo, który miał zamiar dostawić nogę. Stan po pierwszej połowie pozostał bez zmian- Korona Kielce i Motor Lublin podzieliły się punktami przy wyniku 1:1.

Motor Lublin z cennym punktem na trudnym terenie

Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że żadna z drużyn nie przeważała znacząco ani nie dostarczyła argumentów, że to ona zasługiwała na wygraną. Większe posiadanie piłki miała Korona, ale kielczanie nie potrafili złamali lubelską defensywę tylko raz. Udało im się to w dość niepozornej sytuacji. W niej nieco lepiej mógł się zachować Popa, który również w innych akcjach nie wyglądał zbyt pewnie. Ogólnie cała obrona Motoru miała swoje wzloty i upadki w tym meczu, ale w ostateczności zagrała całkiem przyzwoite zawody.

Niewątpliwie wiele względem poprzednich spotkań zyskał środek pola. To dzięki powrotowi Ivo Rodriguesa. Portugalczyk pokazał, dlaczego to akurat jego uznaje się za lidera pomocy RKSu. Nadawał on tempo zdecydowanej większości akcji Motoru i ponadto popisał się ładną asystą. Dużą ochotą do gry wykazywał się Kikis Simon i on także był był blisko zaliczenia asysty. Jak zwykle dużo dobrej pracy z przodu wykonywał Karol Czubak, który znowu trafił do bramki.

Środek pomocy i napad spisały się nieźle, jednak nie można powiedzieć tego samego o skrzydłowych. Ewidentnie w bocznych sektorach boiska brakowało polotu, finezji i szybkości. Dyskretne występy zaliczyli Aiko i Ronaldo, nawet Ndiaye był mniej widoczny niż zazwyczaj. Małego plusa można zapisać przy Kamilu Lukoszku. Najnowszy nabytek Dumy Koziego Grodu dostał od Mariusza Misiury kilkanaście minut i w tym czasie zdołał zaznaczyć swoją obecność na boisku. Popisał się ciekawą akcją w doliczonym gry i dzięki niej lublinianie byli o krok od strzelenia zwycięskiego gola.

W kolejnym meczu Motor zagra z Piastem Gliwice. Odbędzie się on na Motor Lublin Arenie w sobotę 29 sierpnia o 14:45.

Polecamy także