Zamojski Charakter – specjalność zakładu
Dla wszystkich kibiców Motoru śledzących losy naszego zgodowicza – oto podsumowanie tego, co dzieje się przy Królowej Jadwigi 8. Jeszcze miesiąc temu Hetman Zamość miał na koncie sześć punktów po sześciu kolejkach. Było widać potencjał i dobre fragmenty, ale pojawiały się również pierwsze ostrzeżenia. Beniaminek potrafił odrabiać straty i reagować na problemy, lecz zbyt często sam stawiał się w sytuacji, w której taka reakcja była konieczna. Od tamtego czasu rozegrano cztery kolejne mecze ligowe. Problemy całkowicie nie zniknęły, ale jedna cecha zespołu stała się jeszcze bardziej widoczna: zamojski charakter to nie pusty slogan, a Hetman po prostu nie odpuszcza.

Jeszcze miesiąc temu Hetman Zamość miał na koncie sześć punktów po sześciu kolejkach. Było widać potencjał, były dobre fragmenty, ale pojawiały się również pierwsze ostrzeżenia. Beniaminek potrafił odrabiać straty i reagować na problemy, lecz zbyt często sam stawiał się w sytuacji, w której taka reakcja była konieczna. Od tamtego czasu rozegrano cztery kolejne mecze ligowe. Problemy całkowicie nie zniknęły, ale jedna cecha zespołu stała się jeszcze bardziej widoczna.
Hetman po prostu nie odpuszcza.
Moravia Morawica przekonała się o tym w doliczonym czasie gry. Wisła II Kraków prowadziła przy Królowej Jadwigi 8 już 3:0, a po dziesięciu minutach było 3:3. W Ostrowcu Świętokrzyskim niepokonane wcześniej KSZO jeszcze w drugiej połowie prowadziło 1:0, żeby ostatecznie zostać bez choćby jednego punktu.
Nie wszystko w ostatnich tygodniach wyglądało dobrze. Porażka 2:4 z Naprzodem Jędrzejów przypomniała o problemach, które towarzyszą Hetmanowi od początku sezonu. Ale jeśli po pierwszych sześciu kolejkach można było mówić o umiejętności reagowania na niekorzystny przebieg spotkania, dziś ta cecha coraz mocniej wyróżnia zespół Łukasza Gieresza. Zamojski charakter? Powoli robi się z tego specjalność zakładu.
Z sześciu punktów zrobiło się trzynaście
Po dziesięciu kolejkach Hetman Zamość zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli Betclic 3. Ligi. Ma trzynaście punktów i bilans bramkowy 18:18. Trzy zwycięstwa, cztery remisy i trzy porażki. Pierwsze sześć kolejek przyniosło zamościanom sześć punktów. W kolejnych czterech zdobyli siedem. Wyniki są więc lepsze, choć do pełnego spokoju nadal sporo brakuje.
Hetman punktuje przy tym w bardzo różnych okolicznościach. Potrafił wygrać po szybko zdobytej bramce, uratował mecz, który przy stanie 0:3 wydawał się już przegrany, a następnie odwrócił wynik na wyjeździe z jednym z najmocniejszych zespołów ligi.
Ostrzeżenia z pierwszego miesiąca sezonu nadal jednak pozostają aktualne. Hetmanowi zdarzają się problemy z utrzymaniem korzystnego wyniku, słabsze fragmenty i błędy, po których dobrze układający się mecz nagle staje się nerwowy. Zmieniło się przede wszystkim to, że zespół coraz częściej potrafi później te straty odrobić.
Damian Lepiarz: Od oczekiwania na gola do rozstrzygania meczów
Po sześciu kolejkach Damian Lepiarz wciąż czekał na pierwszego ligowego gola dla Hetmana. Doświadczony napastnik miał być jednym z ważniejszych letnich transferów, ale początek sezonu pod względem strzeleckim nie układał się po jego myśli.
Miesiąc później sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Z Moravią zdobył bramkę na 2:1 w doliczonym czasie. Przeciwko Wiśle II Kraków trafił dwukrotnie i rozpoczął pogoń z 0:3. W Ostrowcu Świętokrzyskim w 96. minucie zapewnił Hetmanowi zwycięstwo. Do tego dołożył gola otwierającego pucharowy mecz z Victorią Łukowa. Cztery ligowe trafienia w czterech ostatnich kolejkach. Co ważniejsze, każde miało znaczenie dla końcowego wyniku.
Dużą rolę nadal odgrywa również Dominik Skiba. Kapitan trafił z Moravią, Naprzodem i KSZO, a po dziesięciu kolejkach ma pięć ligowych bramek. W Ostrowcu to właśnie on wyrównał siedem minut po golu gospodarzy i dał Hetmanowi możliwość walki o coś więcej niż remis. Na początku sezonu bramki rozkładały się na kilku zawodników. Ostatnie tygodnie przyniosły dodatkowo regularność Lepiarza, na którą w Zamościu liczono już od momentu jego transferu.
Moravia, czyli pierwszy sygnał
Mecz z Moravią rozpoczął się dla Hetmana znakomicie. Dominik Skiba trafił już w drugiej minucie, a kiedy po przerwie rywale zostali osłabieni czerwoną kartką, wydawało się, że gospodarze powinni spokojnie doprowadzić spotkanie do końca.

Tak się jednak nie stało. Maciej Żądło doprowadził do wyrównania w 77. minucie i nagle Hetman, mimo gry w przewadze, znalazł się blisko straty dwóch punktów z beniaminkiem. Wtedy pojawił się Lepiarz. Druga minuta doliczonego czasu, bramka na 2:1 i ogromna ulga przy KJ8!
Można było po tym spotkaniu pytać, dlaczego Hetman Zamość w ogóle dopuścił do tak nerwowej końcówki. Słusznie. Ale właśnie tego dnia po raz pierwszy tej jesieni wyraźnie pokazał też, że nawet w ostatnich minutach potrafi znaleźć jeszcze jedną okazję i zamienić ją na trzy punkty.
Naprzód przypomniał, że sam charakter nie wystarczy
Tydzień później przyszło bolesne sprowadzenie na ziemię. W Jędrzejowie Hetman zaczął dobrze. Stworzył pierwsze sytuacje, a w 19. minucie Dominik Skiba wykorzystał błąd bramkarza i dał gościom prowadzenie. Naprzód odpowiedział jednak bardzo szybko. Cztery minuty później było 1:1, a jeszcze przed upływem pół godziny gospodarze prowadzili. Początek drugiej połowy przyniósł trzecią bramkę.

Hetman Zamość jeszcze raz spróbował wrócić do meczu. Po samobójczym trafieniu gospodarzy zrobiło się 3:2 i przez kilkanaście minut wynik ponownie był sprawą otwartą. W 76. minucie Naprzód zdobył jednak czwartą bramkę i zakończył emocje.
Porażka 2:4 pokazała, że nie każdy mecz uda się uratować kolejnym zrywem. Walka do końca jest ogromnym atutem. Nie może jednak zastępować koncentracji i kontroli nad spotkaniem. Jeżeli Hetman chce na stałe zadomowić się w środku trzecioligowej tabeli, takich fragmentów jak w Jędrzejowie musi być po prostu mniej.
Dziesięć minut z Wisłą, których trudno zapomnieć!
Najbardziej szalony mecz ostatnich tygodni Hetman rozegrał z Wisłą II Kraków. Goście przyjechali do Zamościa mocno wzmocnieni zawodnikami pierwszej drużyny. Mariusz Kutwa, Wiktor Biedrzycki, Patryk Letkiewicz i Rafał Mikulec mieli za sobą setki występów na poziomie I ligi. W składzie znaleźli się także piłkarze z doświadczeniem z zagranicznych akademii czy młodzieżowych reprezentacji.
Do 59. minuty wszystko układało się po myśli Wisły. Oumar Conte otworzył wynik przed przerwą. Po rozpoczęciu drugiej połowy krakowianie zdobyli drugą bramkę. Hetman mógł odpowiedzieć z rzutu karnego, ale Dominik Skiba nie wykorzystał jedenastki. Chwilę później Conte trafił ponownie.

Wydawało się, że jest po meczu. W 67. minucie trafił Lepiarz. Pięć minut później zrobił to ponownie. KJ8 odżyło, a Wisła zaczęła mieć poważny problem z utrzymaniem przewagi. W 77. minucie Rodion Serdiuk doprowadził do remisu. W zaledwie dziesięć minut z 0:3 zrobiło się 3:3.
Ten fragment najlepiej pokazał, co obecnie siedzi w tej drużynie. Hetman miał trzy bramki straty, chwilę wcześniej zmarnował rzut karny i grał przeciwko bardzo mocnemu rywalowi. Mimo tego nie przestał wierzyć, że wynik można jeszcze uratować. Po tym spotkaniu określenie „zamojski charakter” przestało być jedynie dobrze brzmiącym hasłem!
Puchar bez horroru
Kilka dni później w Łukowej nie było już potrzeby odrabiania strat. Hetman miał wykonać swoje zadanie i zrobił to bez większych problemów. Victoria została pokonana 4:0. Lepiarz szybko otworzył wynik, Jairo podwyższył jeszcze przed przerwą, a po zmianie stron trafili Kamil Posielski i Konrad Kraska. Awans do półfinału Pucharu Polski Oddział Zamość został wywalczony spokojnie i bez nerwowej końcówki.

Takich spotkań Hetman również potrzebuje. O walce do końca wiemy już sporo. Teraz równie ważne będzie coraz częstsze zamykanie meczów wcześniej, bez konieczności uruchamiania trybu ratunkowego w ostatnim kwadransie.
Ostrowiec zdobyty!
Remis z Wisłą dał dużo emocji, ale zwycięstwo w Ostrowcu miało jeszcze większą wartość sportową.KSZO pozostawało niepokonane i należało do ligowej czołówki. Hetman Zamość jechał więc na trudny teren, na którym o punkty miało być wyjątkowo ciężko.
Do przerwy było 0:0. Po zmianie stron mocniej nacisnęli gospodarze i w 63. minucie Maciej Górski dał im prowadzenie. Hetman odpowiedział siedem minut później. Dominik Skiba wyrównał i mecz zaczął się od nowa.
KSZO miało swoje okazje, piłka trafiła nawet w słupek zamojskiej bramki. Hetman Zamość także szukał zwycięskiego gola. W 85. minucie szansę miał Kamil Bartoś, ale uderzył niecelnie. Na rozstrzygnięcie trzeba było poczekać do szóstej minuty doliczonego czasu.
Damian Lepiarz trafił na 2:1! Po raz kolejny!

Dla Hetmana było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo po powrocie do 3. ligi. I od razu odniesione na stadionie zespołu, który przez dziewięć wcześniejszych kolejek nie zaznał porażki. Moravia, Wisła II, KSZO. Trzy różne mecze i trzy przykłady sytuacji, w których Hetman do samego końca nie pogodził się z wynikiem. To już zaczyna wyglądać jak stała cecha tej drużyny.
18:18, czyli Hetman Zamość w pigułce
Po dziesięciu kolejkach bilans bramkowy Hetmana wynosi 18:18. Z jednej strony osiemnaście zdobytych bramek pokazuje, że zespół po awansie nie ma problemu ze stwarzaniem sytuacji i zdobywaniem goli. Trzy bramki strzelał Starowi i Wiśle II, po dwa zdobywał przeciwko Koronie II, Pogoni-Sokołowi Lubaczów, Moravii, Naprzodowi i KSZO.
Z drugiej strony tyle samo goli straconych mówi sporo o tym, nad czym trzeba jeszcze pracować. Hetman tylko raz zachował w lidze czyste konto – w wygranym 3:0 meczu ze Starem Starachowice. Rywale zbyt często dostają swoje okazje, a słabsze fragmenty potrafią mocno komplikować sytuację.
I tutaj dochodzimy do największej zagadki obecnego Hetmana:
Zespół świetnie reaguje na kłopoty, ale zdecydowanie za często sam się w nie wpędza. Jeżeli uda się zachować tę samą odporność i determinację, a jednocześnie ograniczyć liczbę błędów i przestojów, wyniki mogą być jeszcze lepsze.
Teraz przyjeżdża lider
W niedzielę do Zamościa przyjeżdża Chełmianka Chełm. Rywal, który po dziesięciu kolejkach ma 26 punktów. Osiem razy wygrał, dwa razy zremisował i nadal pozostaje niepokonany. Chełmianka straciła do tej pory tylko trzy bramki, a na wyjazdach nie dała sobie strzelić ani jednej.
Dla Hetmana będzie to więc najmocniejszy ligowy test tej jesieni. Do tego dochodzi wszystko, co wiąże się z derbami. Oba zespoły nie spotkały się w lidze od ponad pięciu lat. W składzie Chełmianki jest wychowanek Hetmana i rodowity zamościanin Krystian Okoniewski.
Goście przyjadą jako lider, z najlepszą defensywą ligi i bez porażki. Hetman Zamość przystąpi do meczu po pierwszym wyjazdowym zwycięstwie sezonu, odniesionym w ostatniej akcji spotkania z KSZO. W niedzielę spotkają się więc zespoły, których droga do punktów wygląda w tym sezonie zupełnie inaczej.
Chełmianka przede wszystkim nie pozwala rywalom strzelać. Hetman sam zdobywa sporo bramek, ale niemal równie dużo traci. Chełmianka buduje wyniki na regularności. Biało-Zielono-Czerwoni w ostatnich tygodniach kilka razy pokazali, że potrafią wyrwać punkty nawet wtedy, gdy mecz układa się źle.
Zamojski charakter ma już swoje przykłady
Po sześciu kolejkach Hetman miał sześć punktów i wiele znaków zapytania. Było widać, że beniaminek ma piłkarską jakość, ale brakowało stabilności. Po dziesięciu kolejkach znaków zapytania nadal nie brakuje, ale kilka odpowiedzi już poznaliśmy. Hetman nadal miewa słabsze fragmenty. Nadal zdarzają się błędy, po których przeciwnik przejmuje inicjatywę. Porażka w Jędrzejowie pokazała, że nie zawsze uda się później wszystko naprawić.
Jednocześnie w czterech ostatnich kolejkach zamościanie zdobyli siedem punktów. Moravię pokonali golem w doliczonym czasie. Z Wisłą II wrócili z 0:3. W Pucharze Polski bez problemów awansowali do półfinału. W Ostrowcu odwrócili 0:1 i jako pierwsi w tym sezonie pokonali KSZO. Przypadek można zaliczyć raz. Przy kolejnych takich spotkaniach zaczyna się już mówić o charakterze drużyny.

Hetman Łukasza Gieresza nie jest zespołem idealnym. Czasami sam komplikuje sobie życie. Ale jeżeli rywal uzna, że mecz jest już skończony, może się bardzo mocno pomylić. W niedzielę poprzeczka pójdzie najwyżej w tym sezonie. Na KJ8 przyjedzie niepokonany lider z Chełma. A ostatnie tygodnie nauczyły jednego. Z Hetmanem trzeba grać do ostatniej sekundy. Bo w Zamościu wiara wiecznie trwa. A zamojski charakter? To już specjalność zakładu.

