6 kolejek, 6 punktów i pierwsze ostrzeżenia. Hetman wystartował.
Po pięciu latach nieobecności Hetman Zamość wrócił do Betclic 3 ligi i szybko pokazał, że nie zamierza być w niej jedynie statystą. Sześć punktów po sześciu kolejkach nie daje jednak prawa do pełnego zadowolenia. Biało-Zielono-Czerwoni mają argumenty pozwalające myśleć o stabilnym utrzymaniu, ale ostatnia porażka w Lubaczowie odsłoniła problemy, które na tym poziomie mogą regularnie…

Po pięciu latach nieobecności Hetman Zamość wrócił do Betclic 3 ligi i szybko pokazał, że nie zamierza być w niej jedynie statystą. Sześć punktów po sześciu kolejkach nie daje jednak prawa do pełnego zadowolenia. Biało-Zielono-Czerwoni mają argumenty pozwalające myśleć o stabilnym utrzymaniu, ale ostatnia porażka w Lubaczowie odsłoniła problemy, które na tym poziomie mogą regularnie odbierać punkty.
Powrót Hetmana do 3 ligi od początku miał być czymś więcej niż tylko nagrodą za udany poprzedni sezon. Awans był ważny, ale w klubie nikt nie ukrywał, że prawdziwym sprawdzianem będzie dopiero utrzymanie się na wyższym szczeblu i stopniowe odbudowywanie pozycji zespołu. Prezes Bartnicki przed startem rozgrywek mówił o nadrzędnym celu, jakim jest zachowanie trzecioligowego statusu, jednocześnie wskazując środek tabeli jako wynik, który zostałby przyjęty z satysfakcją. Było to podejście ambitne, ale pozbawione przesadnej pewności siebie.
(…) „Z jednej strony III liga będzie dla nas pewną niewiadomą, ale z drugiej w klubie jest wiele osób, które znają ten poziom. Sam pracowałem w 3 lidze w Motorze Lublin. Trener Łukasz Gieresz awansował ze Świdniczanką, a następnie utrzymał ją na tym szczeblu. Mamy również zawodników z doświadczeniem w 4 grupie 3 ligi. Nie wchodzimy więc na ten poziom jako zupełny nowicjusz.
Podchodzimy jednak do czekających nas wyzwań z dużym szacunkiem. Wiemy, że część rywali ma zdecydowanie wyższe budżety, a wiele zespołów od lat występuje w 3 lidze i posiada znacznie większe doświadczenie.” (…)fragment wywiadu przedsezonowego z Prezesem Hetmana Zamość, Leszkiem Bartnickim.
Po sześciu kolejkach widać, dlaczego ostrożność była uzasadniona. Hetman nie odstaje od ligi pod względem jakości piłkarskiej, potrafi narzucić rywalowi swoje warunki, ma zawodników zdolnych rozstrzygać spotkania i nie pęka po stracie bramki. Jednocześnie nadal uczy się intensywności, konsekwencji i bezwzględności charakterystycznej dla tego poziomu. Najkrócej mówiąc, zamościanie wyglądają jak zespół trzecioligowy w wielu fragmentach meczów, ale jeszcze nie przez pełne dziewięćdziesiąt minut.
Bilans, który można interpretować na dwa sposoby
Po sześciu spotkaniach Hetman ma na koncie jedno zwycięstwo, trzy remisy i dwie porażki. Zdobył dziewięć bramek i dokładnie tyle samo stracił. Daje to średnio jeden punkt oraz półtorej zdobytej bramki na mecz. Po szóstej kolejce taki dorobek oznacza 12 miejsce w osiemnastozespołowej lidze.
Te liczby nie są złe jak na beniaminka, ale nie dają też bezpiecznego marginesu. Po sześciu kolejkach Hetman ma zaledwie punkt przewagi nad 15. zespołem. W tak spłaszczonej części stawki jedno zwycięstwo może znacząco poprawić pozycję, ale dwie kolejne porażki równie szybko mogą przesunąć drużynę w okolice strefy spadkowej. Trzeba mieć również na pamięci, iż liczba spadkowiczów może zwiększać się wraz z potencjalnymi spadkami zespołów z Betclic 2 ligi.
Jeszcze po pięciu kolejkach dorobek sześciu punktów można było przedstawiać jako bardzo dobre wejście beniaminka z województwa lubelskiego na tle kilku poprzednich sezonów. Hetman miał tyle samo punktów, ile po pięciu meczach zdobywały Stal Kraśnik w sezonie 2025/2026 i Lublinianka w sezonie 2022/2023, ale legitymował się korzystniejszym bilansem bramkowym. Więcej nie zgromadzili także Lewart Lubartów, Świdniczanka Świdnik ani Tomasovia Tomaszów Lubelski w swoich pierwszych pięciu spotkaniach po awansie. Porażka w Lubaczowie nie unieważnia tego porównania, ale wyraźnie studzi jego optymistyczną wymowę. Dobry początek trzeba bowiem potwierdzić w kolejnych tygodniach, a nie tylko w wybranym momencie sezonu.
Od obiecującego wejścia do pierwszego poważnego ostrzeżenia

Inauguracyjny remis z Siarką Tarnobrzeg był symbolicznym powrotem Hetmana na trzecioligową mapę po pięciu latach przerwy. Spotkanie zaczęło się źle, ponieważ błąd w defensywie pozwolił rywalom objąć prowadzenie. Po przerwie Hetman zagrał jednak odważniej, podniósł pressing i doprowadził do wyrównania po trafieniu Dominika Skiby. Zamościanie byli nawet blisko pełnej puli, ale gol Jairo Rodrigueza nie został uznany z powodu spalonego.
Jeżeli oceniać mecz liczbą klarownych sytuacji, bliżej zwycięstwa była jednak Siarka. Tym bardziej punkt zdobyty na otwarcie sezonu w wyższej lidze należy przyjąć z szacunkiem. Beniaminek nie zawiódł, walczył do końca, choć w ostatnich minutach ubytek sił rodził obawy o utrzymanie remisu. Pierwszy mecz pokazał przy tym cechę, która miała wracać w kolejnych tygodniach: drużyna potrafi poprawić swoją grę już w trakcie spotkania i odpowiedzieć na niekorzystny rozwój wydarzeń.
Wśród indywidualnych ocen na wyróżnienie zasłużyli Rodion Serdiuk, który dwukrotnie ratował zespół blokami ciałem i skutecznie interweniował w polu karnym, oraz Jakub Górski. Ten drugi, sylwetką i sposobem poruszania się momentami przywodzący na myśl Lukasa Podolskiego, najpewniej kontrolował grę Hetmana w środku pola i starał się unikać niepotrzebnych strat. Więcej można było natomiast oczekiwać od Kamila Sikory. Brakowało mu decyzji o strzale, z trudem znajdował sobie miejsce na boisku i nie wyglądał na w pełni świeżego fizycznie. Nie funkcjonowała również współpraca na skrzydłach.
Leon Ziętek początkowo żwawo wyprowadzał piłkę, lecz później często zatrzymywał akcję i odwracał kierunek zamiast szukać dośrodkowania w wolną strefę; nie znajdował też porozumienia z Danielem Eze. Po drugiej stronie sytuacja wyglądała podobnie, a Waliś zbyt długo przytrzymywał piłkę i w pojedynkach jeden na jednego potrzebował lepszej asekuracji. Już inauguracyjne spotkanie pokazało więc, że sztab nadal szuka optymalnego zestawienia, a tworzenie sytuacji bramkowych na tym poziomie będzie znacznie trudniejsze niż w 4 lidze.
W Białej Podlaskiej, być może dzięki późniejszej porze i brakowi upału, spotkanie od początku miało szybkie, agresywne tempo. Hetman wyglądał jak pełnoprawny zespół 3 ligi, który od lat występuje na tym poziomie, i zwłaszcza w pierwszej połowie potrafił zaskoczyć gospodarzy. Pozostał jednak niedosyt po niewykorzystanych sytuacjach w polu karnym oraz akcjach niewykończonych na początku drugiej części. W 74. minucie zamościanie objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Rodiona Serdiuka, ale później nastąpił pierwszy przykład problemu z zarządzaniem korzystnym wynikiem. Druga żółta kartka Kamila Sikory zmusiła gości do gry w osłabieniu, Podlasie zwiększyło nacisk i szybko wyrównało.

Remis był sprawiedliwym rozstrzygnięciem, choć okoliczności pozostawiały niedosyt. Podlasie stawało się szczególnie groźne po wejściu w pole karne, gdzie Hetman momentami reagował chaotycznymi wybiciami. Kot kilkoma interwencjami potwierdził jednak klasę, a Serdiuk nie tylko trzymał defensywę, lecz także wytrzymał presję przy wykonywanym rzucie karnym. Widoczny był Jairo Rodriguez, choć nadal brakowało mu klarownego wykończenia. Cały zespół zasłużył mimo wszystko na pochwałę za walkę i występ godny trzecioligowca. Hetman nadal jednak czekał na pierwsze zwycięstwo w lidze. Kibice w Zamościu zaczynali zadawać sobie pytania, kiedy Biało-Zielono-Czerwoni zabiorą z boiska 3 punkty.
Najlepszą odpowiedź drużyna dała w starciu ze Starem Starachowice. Zwycięstwo 3:0 pozostaje najbardziej kompletnym występem Hetmana w tym sezonie. Prowadzenie do przerwy było w pełni zasłużone. Zamościanie założeniowo schodzili niekiedy nisko w defensywie, ale to oni tworzyli więcej klarownych sytuacji. Pierwsza bramka była wzorcowym przykładem bezpośredniej akcji: przechwyt, ciąg na bramkę, szybka decyzja i natychmiastowe wykonanie. Jairo Rodriguez uderzył dokładnie tam, gdzie zamierzał. Przy drugim golu Kamil Bartoś efektownie zwiódł obrońców, a Fabian Iwanek zdecydowanym wejściem tuż po przerwie praktycznie zamknął spotkanie. Jairo i Iwanek wykonali w tym meczu świetną pracę, przy czym u tego drugiego szczególnie widoczna była swoboda w dryblingu.

Wielki mecz rozegrał również Kot. Jego interwencja w końcówce pierwszej połowy była paradą najwyższej klasy i należała do tych momentów, w których oglądanie pracy bramkarza może dawać kibicowi co najmniej tyle samo satysfakcji co efektowny gol. To właśnie dzięki niemu oraz skuteczności w kluczowych momentach Hetman po raz pierwszy i jak dotąd jedyny zachował czyste konto.
Jedyna poważniejsza wątpliwość dotyczyła sposobu gry po trzeciej bramce. Można zastanawiać się, czy bardziej opłacało się tak głęboko cofnąć, czy też utrzymać linię obrony bliżej środka boiska, jak przez większą część pierwszej połowy. Po zejściu do własnego pola karnego Hetman przestał skutecznie wypychać przeciwnika i nie zbierał drugich piłek, czym prowokował kolejne dośrodkowania. Kot miał wówczas zdecydowanie więcej pracy, a Star był bliski gola honorowego. Taktyka wycofania obroniła się wynikiem, ale nie zrealizowała w pełni celu, jakim powinna być neutralizacja zagrożenia. Mimo tego spotkanie pokazało najwyższy dotychczasowy pułap zespołu Łukasza Gieresza i potwierdziło, że z meczu na mecz gra Hetmana wyglądała coraz lepiej.
Remis 2:2 z rezerwami Korony Kielce był z kolei demonstracją charakteru, ale również kolejnym sygnałem ostrzegawczym. Hetman przegrywał 0:2 już po kwadransie. Po przerwie, grając przez długi fragment w przewadze liczebnej, zepchnął gospodarzy do obrony i doprowadził do wyrównania dzięki bramkom Jakuba Szymali oraz Rodiona Serdiuka. Odrobienie dwubramkowej straty zasługuje na uznanie, lecz nie powinno przesłaniać faktu, że zespół bardzo szybko postawił się w skrajnie trudnej sytuacji. Dodatkowo w doliczonym czasie czerwoną kartkę zobaczył Serdiuk. Nawet jeśli decyzja arbitra mogła budzić kontrowersje, była to już druga czerwona kartka Hetmana w ciągu czterech spotkań.

Pierwsza porażka przyszła w domowym meczu z Wiślanami Skawina. Do przerwy Hetman miał argumenty, by objąć prowadzenie. Groźnie uderzał Daniel Eze, a po strzale Jakuba Górskiego piłka trafiła w poprzeczkę. Po zmianie stron inicjatywę przejęli jednak goście i w 66. minucie zdobyli jedyną bramkę meczu. Przebieg spotkania obfitował w kilka wybitnie kontrowersyjnych sytuacji takich jak m.in dotycząca potencjalnej czerwonej kartki za przewinienie popełnione na wychodzącym na czystą pozycję strzelecką Dominiku Skibie czy też samej sytuacji strzeleckiej po której padła bramka dla gości, gdzie napastnik Wiślan mógł znajdować się na pozycji spalonej. Była to jednak porażka minimalna, poniesiona z mocnym przeciwnikiem, więc sama w sobie nie stanowiła powodu do alarmu. Niepokojący był raczej ponowny brak równej gry w obu połowach. Tym razem Hetman nie poprawił się po przerwie, lecz stracił kontrolę nad spotkaniem.

Prawdziwy ciężar gatunkowy miała dopiero przegrana 2:4 w Lubaczowie. Pogoń-Sokół przystępowała do meczu z jednym punktem, na ostatnim miejscu i po zmianie trenera. Hetman miał więc realną szansę na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo, lecz szczególnie w pierwszej połowie niepokoiła organizacja gry w głębokiej obronie. Zespół pozornie zawężał pole krycia, a w praktyce zawodnicy biegali spóźnieni za przeciwnikami w rejonie własnego pola karnego. Pierwszy gol rozpoczął się od błędnego podania do środka, ale po tej stracie nadal było wystarczająco dużo czasu, by wrócić i przykryć strzelca. Brakowało też współpracy pomiędzy pomocnikami, a średni pressing funkcjonował nie tak jak powinien.

Najlepszy okres Hetmana rozpoczął się wraz z drugą połową i trwał do momentu objęcia prowadzenia. Zamościanie odeszli wówczas od nadmiernie defensywnego nastawienia, zaczęli budować akcje na połowie przeciwnika i właśnie wtedy najmocniej obnażyli słabości Pogoni-Sokoła. Dominik Skiba wyrównał głową, a Kamil Bartoś dał gościom prowadzenie. Hetman sprawiał wrażenie zespołu przejmującego kontrolę nad meczem, a chwilę później piłka trafiła w słupek. Zamiast wyniku 3:1 szybko niestety zrobiło się jednak 2:2.
Ten korzystny obraz trwał bardzo krótko. Pogoń-Sokół po stracie drugiej bramki pokazała charakter, natomiast Hetman pogubił się we wszystkich formacjach. Można oczywiście wskazywać na centymetry dzielące zamościan od trzeciego gola, lecz słupek nie powinien stać się wygodnym alibi. Był pechem, ale utrata trzech bramek w ciągu dwudziestu minut nie była już dziełem przypadku. Trener Łukasz Gieresz po meczu trafnie wskazywał na zbyt dużą liczbę błędów własnych i niedostateczną ochronę pola karnego.
Spotkanie pokazało, że na 3-ligowym poziomie sam dobry fragment nie wystarcza, bo nawet rywal będący w dużym kryzysie potrafi natychmiast wykorzystać moment utraty koncentracji. Nie oznacza to jednak, że Hetmana nie stać na lepszą grę i regularne zwycięstwa. Właśnie ofensywny początek drugiej połowy udowodnił, że drużyna ma ku temu piłkarskie argumenty; musi tylko potrafić utrzymać ten poziom znacznie dłużej.

Największy atut: reakcja i wiara w odwrócenie meczu
Najbardziej pozytywną cechą Hetmana jest odporność na niekorzystny wynik. Zamościanie odrabiali straty z Siarką i rezerwami Korony, a w Lubaczowie potrafili przejść od 0:1 do 2:1. Drużyna nie rozpada się automatycznie po straconej bramce, nie rezygnuje z własnej gry i ma wystarczająco dużo jakości, by zmienić przebieg spotkania.
Potwierdza to podział bramek na obie połowy. Do przerwy łączny bilans Hetmana wynosi 2:4, natomiast po zmianie stron 7:5. Tak wyraźna różnica może świadczyć o dobrym przygotowaniu fizycznym, właściwych korektach wprowadzanych przez sztab i szerokiej ławce pozwalającej zmienić sposób gry. Jest w tym jednak także druga, mniej wygodna prawda: zespół zbyt często potrzebuje problemu, aby wejść na najwyższy poziom intensywności.
Charakter jest wartością, ale nie może zastępować kontroli. Drużyna, która stale musi gonić wynik, zużywa więcej energii, otwiera przestrzenie i uzależnia się od pojedynczych momentów. Hetman powinien zachować zdolność do odrabiania strat, lecz kolejnym etapem jego rozwoju musi być rzadsze dopuszczanie do sytuacji, w których taka pogoń staje się konieczna.
Ofensywa nie opiera się na jednym nazwisku
Dziewięć bramek zdobytych przez sześciu różnych zawodników to jeden z ważniejszych pozytywów. Po dwa trafienia mają Dominik Skiba, Kamil Bartoś i Rodion Serdiuk, a po jednym dołożyli Jairo Rodriguez, Fabian Iwanek oraz Jakub Szymala. Oznacza to, że przeciwnik nie może ograniczyć zagrożenia Hetmana przez wyłączenie jednego piłkarza.
Szczególnie ważna pozostaje postawa Skiby. Król strzelców IV ligi nie zniknął po wejściu na wyższy poziom. Zdobywa bramki, pracuje w polu karnym i uczestniczy w budowaniu sytuacji dla partnerów, co było widać choćby przy trafieniu Bartosia w Lubaczowie. Jednocześnie letnie wzmocnienie ataku, Damian Lepiarz nadal czeka na pierwszego ligowego gola. Doświadczenie nowego napastnika może być bardzo cenne, lecz na razie skuteczność zespołu opiera się głównie na zawodnikach, którzy byli już ważnymi postaciami wcześniejszej drużyny, oraz na bramkach dokładanych przez obrońców i wahadłowych.
Widać także wartość stałych fragmentów gry. Serdiuk wykorzystał rzut karny w Białej Podlaskiej, Szymala zdobył bramkę po rzucie rożnym w Kielcach, a trafienie Bartosia w Lubaczowie również było następstwem kornera. Dla beniaminka jest to szczególnie ważna broń, ponieważ pozwala zdobywać bramki również wtedy, gdy przeciwnik ma przewagę w grze otwartej.
Problemem nie jest więc brak potencjału ofensywnego. Hetman strzelił gola w pięciu z sześciu meczów i tworzył sytuacje także w przegranym spotkaniu z Wiślanami. Do poprawy pozostaje regularność finalizacji i umiejętność wykorzystania momentu przewagi do zamknięcia meczu. W Lubaczowie trzecia bramka mogła rozstrzygnąć spotkanie. Nie padła, a drużyna nie potrafiła później odzyskać kontroli.
Największy problem: błędy, dyscyplina i zarządzanie wynikiem
Jeśli szukać wspólnego mianownika dla utraconych punktów, nie jest nim brak jakości. Znacznie częściej Hetman przegrywał sam ze sobą. Błąd indywidualny pomógł Siarce objąć prowadzenie w Zamościu. Czerwona kartka ułatwiła Podlasiu wyrównanie. Fatalny początek meczu w Kielcach dał Koronie dwubramkową przewagę. Nieskuteczność została ukarana przez Wiślan, a pomyłka przy rozegraniu otworzyła wynik w Lubaczowie. Później, już przy prowadzeniu 2:1, zespół nie zdołał uspokoić spotkania i w krótkim czasie całkowicie stracił kontrolę.
Nie wszystkie niedoskonałości mają przy tym charakter pojedynczych pomyłek. Zarówno wygrany mecz ze Starem, jak i porażka w Lubaczowie pokazały, że głębokie cofnięcie nie zawsze daje Hetmanowi pozytywne efekty. Zawężeniu pola gry zbyt rzadko towarzyszą skoordynowane przesunięcia, wypychanie przeciwnika i zbieranie drugich piłek. Przeciwko Starowi konsekwencje ograniczył bramkarz, ale Pogoń-Sokół bezlitośnie wykorzystała brak współpracy w środku pola i słabość średniego pressingu. Na tym poziomie takie błędy nie są drobnymi niedoskonałościami, lecz zdarzeniami bezpośrednio zmieniającymi tabelę. Hetman nie potrzebuje rewolucji w sposobie gry, ale większej dojrzałości w kluczowych momentach oraz lepszej organizacji całych formacji.
Osobnym tematem jest dyscyplina. Dwie czerwone kartki w sześciu meczach to zbyt dużo. Można dyskutować z oceną konkretnej sytuacji, zwłaszcza tej z końcówki spotkania w Kielcach, ale nie można budować całej analizy na decyzjach sędziów. Zespół musi ograniczyć liczbę zdarzeń, w których arbiter w ogóle otrzymuje możliwość pokazania drugiej żółtej lub czerwonej kartki. Wyrównana liga nie wybacza długiej gry w osłabieniu, a Hetman już przekonał się o tym w Białej Podlaskiej.
Transfery podniosły poziom, ale zespół nadal się dociera
Letnie ruchy kadrowe wskazywały, że klub nie zamierza wchodzić do 3 ligi wyłącznie składem zbudowanym jeszcze w realiach 4-ligowych. Jakub Górski wniósł doświadczenie wyższych lig. Paweł Szatała zna trzecioligowe realia z blisko stu występów na tym poziomie. Damian Lepiarz miał zwiększyć rywalizację w ataku, a w defensywie pojawili się zawodnicy mający poprawić warunki fizyczne, jakość wyprowadzenia piłki i głębię składu.
Pierwsze kolejki potwierdzają, że Hetman dysponuje kadrą zdolną rywalizować na tym szczeblu. Nie oznacza to jednak, że wszystkie elementy już funkcjonują automatycznie. Nowi zawodnicy muszą wejść w mechanizmy zespołu, a sztab nadal szuka optymalnych zestawień. W dostępnych składach widać rotacje w środku pola, ataku i defensywie. Jest to naturalne na początku sezonu, ale kolejne tygodnie powinny przynieść odpowiedzi na to, czy zespół w odpowiedni sposób przechodzi proces zgrywania się.
Warto również zachować proporcje w ocenie poszczególnych nazwisk. Doświadczenie z wyższych lig jest atutem, lecz nie daje punktów samo z siebie. 3 liga wymaga regularnej pracy bez piłki, szybkiej reakcji po stracie i gotowości do walki w meczach, w których o wyniku rozstrzyga jeden błąd albo jeden stały fragment. Kadra Hetmana ma potencjał większy niż sugerowałby obraz typowego beniaminka. Teraz trzeba ten potencjał zamienić w powtarzalność.
KJ8 jest przewagą, której nie wolno zmarnować
Poza boiskiem Hetman rozwija się szybciej, niż wskazywałaby sama klasa rozgrywkowa. Klub buduje szeroką bazę prywatnych partnerów, nie opiera finansowania na jednym sponsorze, rozwija Klub 100 i potrafi generować przychody podczas spotkań domowych. Frekwencja pokazuje natomiast, że w Zamościu istnieje realne zapotrzebowanie na piłkę na dobrym poziomie. W zestawieniu sporządzonym po dwóch pierwszych meczach domowych Hetman znalazł się wśród 40 klubów z najlepszą frekwencją w Polsce. Był przy tym jednym z zaledwie trzech trzecioligowców w tym gronie, obok Zagłębia Sosnowiec i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, czyli uznanych marek dysponujących znacznie większymi obiektami.

Osiągnięcie to nabiera szczególnego znaczenia w kontekście infrastrukturalnych ograniczeń klubu. Nadal niedokończony stadion przy Królowej Jadwigi 8 może pomieścić zaledwie 1749 kibiców gospodarzy. Po dwóch pierwszych spotkaniach domowych jego średni stopień zapełnienia wynosił aż 96,9 procent, co stanowiło najwyższy wynik w Polsce. Mecz ze Starem obejrzało ponad 1700 osób, a niewielka pojemność obiektu sprawia, że trybuny szybko się wypełniają. Z jednej strony tworzy to atmosferę pełnego stadionu, z drugiej pokazuje, że obecna infrastruktura nie odpowiada już rzeczywistemu zainteresowaniu zamojskich kibiców.
Takie otoczenie daje drużynie przewagę, której wiele klubów Betclic 3 ligi nie posiada. Jednocześnie tworzy zobowiązanie. Dobre wyniki są najskuteczniejszym sposobem utrzymania zainteresowania, o czym przed sezonem mówił również prezes klubu. Cztery punkty zdobyte w trzech meczach domowych to przyzwoity bilans, ale Hetman powinien dążyć do tego, by KJ8 stało się miejscem regularnego punktowania. Zwycięstwo 3:0 nad Starem pokazało, jak duży potencjał sportowy, frekwencyjny i komercyjny ma udane domowe widowisko.
Początek niezły lecz pełen niewiadomych
Początek sezonu Hetmana należy ocenić jako umiarkowanie pozytywny pod względem jakości gry, ale przeciętny pod względem zdobytych punktów. To nie jest start nieudany. Beniaminek nie wygląda na drużynę przypadkową, potrafił rywalizować z każdym dotychczasowym przeciwnikiem, wysoko pokonał Star i uratował punkty w dwóch meczach, w których przegrywał. Ma też wyrównany bilans bramkowy i znajduje się ponad strefą spadkową.
Nie jest to jednak również początek, który pozwala mówić o spokojnej drodze do utrzymania. Tylko jedno zwycięstwo w sześciu spotkaniach, brak wygranej na wyjeździe, dwa kolejne mecze bez punktu oraz zaledwie punkt przewagi nad 15. miejscem tworzą pierwszą sytuację wymagającą zdecydowanej reakcji. Najbardziej niepokoi nie sama porażka w Lubaczowie, lecz sposób, w jaki Hetman oddał prowadzenie i w krótkim czasie stracił trzy bramki.
Na dziś najuczciwszy wniosek brzmi: potencjał jest większy niż dorobek punktowy, ale odpowiedzialność za tę różnicę spoczywa przede wszystkim na samym zespole. Hetman nie został w pierwszych kolejkach zdeklasowany przez poziom ligi. Punkty uciekały głównie przez błędy, kartki, nieskuteczność i brak kontroli w kluczowych fragmentach. To dobra i zła wiadomość jednocześnie. Dobra, ponieważ problemy można poprawić bez kadrowej rewolucji. Zła, ponieważ jeśli będą się powtarzać, szybko przestaną być chorobą wieku dziecięcego beniaminka, a staną się trwałą cechą drużyny.
Nadchodzące domowe spotkanie z Moravią Morawica nie rozstrzygnie losów całego sezonu, ale będzie ważnym testem reakcji. Rywal jest innym beniaminkiem i bezpośrednim konkurentem w dolnej połowie tabeli. Hetman musi pokazać, że mecze z Wiślanami i Pogonią-Sokołem były bolesnymi lekcjami, a nie początkiem dłuższego kryzysu. Jeżeli Hetman ograniczy liczbę prostych błędów, zachowa agresywność w ofensywie i nauczy się lepiej zarządzać przewagą, ma wszelkie argumenty, by utrzymać się w Betclic 3 lidze bez dramatycznej walki do ostatniej kolejki. Jeżeli nie, sam środek tabeli szybko stanie się celem znacznie odleglejszym, niż wydawało się po pierwszym zwycięstwie nad Starem.
#CałyHetmanZawszeRazem

