Veljko Nikitovic zwolniony! Kiedy nadejdzie spokój w gabinetach?

Z końcem września Motor Lublin pożegnał Veljko Nikitovica z funkcji dyrektora sportowego, mimo że ten przepracował jedynie trzy miesiące. Kibice zadają sobie pytania kiedy ta posada nie będzie „gorącym stołkiem”, ale dużo wydaje się zależeć od Zbigniewa Jakubasa.

Veljko Nikitovic to był trzeci dyrektor sportowy w Motorze Lublin po awansie do Ekstraklasy, choć od niego minęły nieco ponad dwa lata, a dokładniej to 27 miesięcy. W roli beniaminka drużynę przygotowywał Michał Wlaźlik, lecz już na początku października 2024 został zwolniony z Motoru. Na jego miejsce przyszedł Paweł Golański, który wytrwał do końca ubiegłego roku. Potem mieliśmy w klubie okres półrocznego „wakatu”. Cudzysłów nie jest przypadkowy, gdyż mówiło się o roli Nikitovica w przygotowaniu transferów, mimo że Serb cały czas pełnił funkcję dyrektora sportowego w innym klubie ekstraklasowym, Arce Gdynia. Dodatkowo tę funkcję po części miał pełnić Sadowski ze Stolarskim, których także nie ma już w klubie.

Przez pierwsze pół tego roku Zbigniew Jakubas zabiegał, by jak najszybciej Veljko Nikitovic mógł formalnie rozwiązać umowę z Arką i podpisać umowę z Motorem. Już na początku stycznia w wywiadzie Łukasza Olkowicza dla Przeglądu Sportowego podkreślił zaawansowanie rozmów z Serbem:

Poinformowałem Wojtka Pertkiewicza o rozmowach z jego dyrektorem sportowym, który wraz z rodziną chce wrócić do Łęcznej, gdzie ma dom. Wiedziałem, że rodzina tego oczekuje. Wywodzę się ze środowiska biznesowego, gdzie transakcje ujawnia się po fakcie, a nie w czasie negocjacji.

Wspominany Pertkiewicz, prezes Arki Gdynia, odpowiadał, że Nikitovic ma podpisane klauzule poufności, które oznaczałyby zarzuty dla byłego już dyrektora sportowego Motoru w przypadku potwierdzenia medialnych doniesień z początku roku. Gdy wystartowała runda wiosenna Ekstraklasy, temat ucichł w ogólnopolskiej przestrzeni medialnej. Jedynie kibice Motoru wyczekiwali dnia podpisania umowy z Nikitovicem i rozpoczęcia spodziewanej przebudowy składu. To ogłoszenie nastąpiło dość późno, jak na zapowiedzi Zbigniewa Jakubasa, bo dopiero 18 czerwca.

Veljko Nikitovic przyszedł za późno

Ostatecznie nie udało się wyciągnąć Serba z Gdyni szybciej, co z pewnością utrudniło mu pracę. Gdyby do klubu trafił odpowiednio wcześniej, być może mógłby zapobiec odejściom kilku zawodników, których nie planowano żegnać. Szczególnie bolesne są odejścia Bartosza Wolskiego oraz Ivana Brkicia. Kiedy rozmawiali oni ze swoimi nowymi klubami, w Lublinie nie było nawet osoby, która spróbowałaby ich zatrzymać. W klubowych korytarzach hulał wiatr, zawodnicy nie byli pewni swojej przyszłości, podczas gdy Zbigniew Jakubas uganiał się za Nikitovicem niczym absztyfikant za swą wybranką.

obraz 2026 07 08 214332749
Foto: Marcin Szymczyk

Okres zatrudnienia Veljko Nikitovica był dwa razy krótszy od czasu wakatu na stanowisku dyrektora sportowego, poświęconego próbie pozyskania Serba. Czyż to nie absurd?! Zbigniew Jakubas często podkreśla, że nie jest w stanie zarządzać klubem w pojedynkę. Czy nie mógł już wtedy zatrudnić kogoś dostępnego od zaraz, choć może nie tak idealnie wpasowującego się w jego wizję? O ile można było wcześniej rozważać argumenty za i przeciw, być może Veljko Nikitovic okazałby się kimś wartym półrocznego chaosu, gdyż po nim nastąpiłyby lata spokojnego rozwoju, tak teraz wszystko to można wyrzucić do kosza.

Tylko czy zaszła konieczność wyrzucenia projektu do kosza? Mówi się, że solidny dyrektor sportowy trafia z mniej więcej co drugim nabytkiem do drużyny. Choć dopiero minęła połowa rundy jesiennej, a nie każdy zawodnik pracował z Mariuszem Misiurą od początku, już widać pierwsze przebłyski dobrze wykonanej pracy Nikitovica. Yacine Bourhane nie jest gwiazdą środka pola, ale swoje zadania defensywne wykonuje bez zarzutów. Kamil Lukoszek idealnie wpasował się w rolę prawego obrońcy u Misiury, która nie leżała Thomasowi Santosowi. Mihai Popa naciska na Tratnika dzięki czemu mamy spokój w bramce, a Makan Aiko potrafi na skrzydle zrobić „coś z niczego”.

IMG 4860
Foto: Zygmuntowskie.pl / Karol Żołyniak

Tylko tutaj pojawia się inny problem. W Motorze Lublin na ogół transfery dokonuje kilka osób: Zbigniew Jakubas, Bogusław Leśnodorski, Goncalo Feio, obecny trener i opcjonalnie dyrektor sportowy (o ile jakiś jest w klubie). Zarzuty można prędzej kierować do Zbigniewa Jakubasa, że sprowadził nowego dyrektora sportowego dopiero w połowie czerwca, a nie zaraz po pożegnaniu Pawła Golańskiego.

Od teraz ponownie wchodzimy w okres „bezkrólewia”, czas pokaże na jak długo. Oby jak najkrótszy, zakończony jeszcze w trakcie rundy jesiennej. Po niej obowiązkowo potrzeba już gotowego planu działania w zimowym oknie transferowym. Nie tylko na jakie pozycje potrzebowalibyśmy wzmocnień, ale z kim zacząć rozmowy w tym jednak krótszym okienku. Tylko znając życie kolejny dyrektor sportowy znowu z dnia na dzień będzie musiał ogarnąć cały klub.

Polecamy także