Motor Lublin zremisował z Wicemistrzem Polski

Motor Lublin zdecydowanie nie był faworytem w starciu z Górnikiem Zabrze. Zespół Mariusza Misiury wyrwał jednak punkt liderowi tabeli Ekstraklasy po niezwykle trudnym i dość nudnym dla kibiców meczu.

Sporo szczęścia mieli podopieczni Mariusza Misiury na samym początku spotkania. Górnik Zabrze narzucił swoje warunki na początku spotkania, często przebywając z piłką na połowie Motoru. W 9 minucie znalazł sobie miejsce Hojhold 20 metrów od bramki Tratnika i mocnym płaskim strzałem uderzył w słupek! Chwilę później Josema zagrał świetną długą piłkę za linię obrony do Maksyma Chlania. Ukrainiec musiał tylko musnąć piłkę nad golkiperem, ale ta jednak odbiła się od poprzeczki.

Górnik mógł sobie pluć w brodę, gdyż otrzeźwił jedynie gospodarzy i ci już nie dali zepchnąć się na dłuższy czas. Szyki nieco pokrzyżował Motorowi uraz barku Ivo Rodriguesa. Portugalczyk musiał w 33 minucie spotkania opuścić plac gry, a zmienił go Mateusz Łęgowski. Finalnie do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis. Tuż po wyjściu z szatni Motor Lublin mógł wyjść na prowadzenie. Karol Czubak dobrze zgrał do Jacquesa Ndiaye, a ten urwał się na skzydle i był w sytuacji sam na sam z Philippem Schulze. Senegalczyk jednak zmarnował tę sytuację.

W 65 minucie Gasper Tratnik zdecydował się na opuszczenie pola karnego i wybicie piłki sprzed nosa Emilowi Prekopowi. Słoweński bramkarz Motoru kopnął w nogę rywala, ale najpierw trafił w piłkę, dlatego faulu nie było. Sytuację jednak długo analizowali sędziowie VAR. Spotkanie nieubłaganie zmierzało ku końcowi, ale żadnej z drużyn nie wydawało się szczególnie zależeć na trzech punktach. Jeszcze w 89 minucie Ondrej Zmrzly postraszył Tratnika dobrym uderzeniem z dystansu, ale bramkarz Motoru odbił piłkę bezpiecznie na bok.

Motor Lublin: Beznadziejny atak, solidna defensywa

Niestety w dołek wpadł Jacques Ndiaye. Wydawało się, że gol i asysta w meczach z Legią pomogą senegalskiemu skrzydłowemu się odrodzić, ale po słabym występie z Rakowem przyszedł taki kolejny. Ndiaye podejmował tego wieczoru niemal same błędne decyzje. Gdy wchodził w pojedynki dryblingiem, to przegrał 71% z nich (5 z 7). Gdy zaś w 49 minucie został wypuszczony w sytuacji sam na sam, niepotrzebnie szukał podania do Makana Aiko. 10 minut później Ndiaye zepsuł też dobrze zapowiadający się kontratak. To zdecydowanie nie był mecz popularnego „Jacka”.

Mówiąc szerzej o ofensywnych zawodnikach, trudno jednak pochwalić za ten mecz kogokolwiek. Brakowało pomysłów na przebicie zabrzańskiego muru. Rozpaczliwe dośrodkowania (3 udane próby na 13) nie poprawiały obrazu spotkania. Co prawda Kamil Lukoszek i powołany do młodzieżowej reprezentacji Polski Filip Luberecki nadrobili to niezłą regularnością w posyłaniu piłek w tercję ataku, ale nie potrafili więcej z nimi zrobić Kikis Simon czy Mateusz Łęgowski.

Na plus jednak zdecydowanie zapisali się nasi defensorzy. Marek Bartos, choć był dwa razy minięty, to nie pozwalał na zbyt wiele dzisiejszym rywalom. Szczególnie imponująca była gra Słowaka w powietrzu, gdzie wygrał 6/8 pojedynków. Wspierał go dość dobrze Bartosz Bereszyński i razem solidnie zapracowali na czyste konto. Nieraz przyjmowali na swoje ciała strzały Petera Federico czy Janisa Antiste.

Kibiców Motoru remis zapewne nie satysfakcjonuje, zważywszy że wciąż drużyna jest w strefie spadkowej. Na poprawę wyników Mariusz Misiura ma trochę czasu, gdyż Motor Lublin następny mecz rozegra dopiero za trzy tygodnie. Pierwszym rywalem po długiej przerwie reprezentacyjnej będzie Radomiak Radom. Spotkanie odbędzie się w poniedziałek 12 października o godzinie 18:00 na stadionie im. Braci Czachorów w Radomiu. Następne domowe spotkanie z kolei w sobotę 17 października o 14:45. Będzie to mecz zgodowy ze Śląskiem Wrocław.

Polecamy także