Śląsk Wrocław: klub sam sobie strzela w kolano
Już w tę sobotę Motor Lublin podejmie na własnym stadionie braci — Śląsk Wrocław. W związku z tym meczem porozmawialiśmy z ekspertem — Wojciechem Gryzem [iGol.pl], by każdy kibic Motoru mógł przeczytać o nadchodzącym rywalu coś więcej.

Śląsk Wrocław: emocjonujące letnie okno transferowe
— Latem Śląsk nie wydał kroci na transfery, lecz sprowadził aż 11 piłkarzy. Który z letnich nabytków do tej pory najbardziej się wyróżnił?
Generalnie Śląsk przeprowadził aż 11 transferów i na ten moment za najlepszy ruch uważam sprowadzenie Karola Niemczyckiego. To bramkarz co najmniej solidny, a w mojej ocenie wręcz bardzo dobry i mocno niedoceniany w naszej lidze. Nawet przy ewentualnym czarnym scenariuszu i spadku, to zawodnik, który na sto procent utrzymałby się w Ekstraklasie.
Drugim piłkarzem z letniego zaciągu, który mocno na plus zaskoczył, jest Mahlaly Dembélé. Szczerze mówiąc, spodziewałem się po nim całkowitego wypału, tymczasem prezentuje naprawdę solidny poziom. Wiadomo, że nie jest to wybitny napastnik, który zagwarantuje 15 goli w sezonie, ale biorąc pod uwagę, jacy gracze przewijali się przez Śląsk w ostatnich latach, wypada naprawdę korzystnie.
Na plus wyróżniłbym też Anderssona. Bardzo słabo rozpoczął przygodę z klubem, ale z meczu na mecz widać u niego wyraźny progres – tu spore uznanie dla trenera Simundzy, bo wykonuje z nim dobrą pracę.
Jeśli chodzi o pozostałych zawodników: Eniss Shabani ma jednoznaczny potencjał na dobre granie i powinien dostawać więcej szans, z kolei Grzegorz Tomasiewicz gra solidnie, choć miewa słabsze momenty. Trudno mi jeszcze ocenić graczy takich jak Jurcec czy Christodoulou, bo nie dostali dotąd wystarczająco dużo czasu, by pokazać pełnię możliwości.
Podsumowując i skracając do najważniejszych nazwisk: numerem jeden jest zdecydowanie Niemczycki, a tuż za nim stawiam na Dembélé.
— Na pewno najgrubszym ruchem było podpisanie Karola Linettego. Widać klasę u tego zawodnika? Uważasz, że może jeszcze wrócić do kadry?
Czy widać po nim klasę? Na pewno to piłkarz, po którym można spodziewać się określonego, wysokiego poziomu. Nie jest to zawodnik, który popełnia proste błędy czy serwuje bezmyślne, złe podania. Z drugiej strony, mowimy o graczu z blisko setką występów w Serie A (m.in. w Sampdorii czy Torino) oraz blisko pięćdziesięcioma meczami w reprezentacji Polski – od kogoś z takim CV po prostu wymaga się jakości.
Trzeba pamiętać, że Karol miał kilkutygodniową przerwę od futbolu i dopiero wraca do regularnego grania. W niektórych zagraniach widać jego klasę, ale to jeszcze nie jest jego szczytowa forma. Na pewno w pewnym momencie stanie się bardzo ważnym elementem Śląska, choć mam wątpliwości, czy zdominuje całą ligę.
Co do powrotu do reprezentacji – uważam, że do tego nie dojdzie. Na jego pozycji pojawiają się młodsze, obiecujące talenty (nawet w samym Śląsku, a co dopiero w skali całego kraju). Trener Jan Urban raczej na niego nie postawi, chyba że Linetty wejdzie na absolutnie topowy poziom. Oceniając sam ruch: transfer jak najbardziej na plus, ale na właściwą formę zawodnika musimy jeszcze chwilę poczekać.
— Były przyjścia, ale były też odejścia. Mówimy tu jednak o czystkach post-pierwszoligowych, czy któryś z tych piłkarzy jednak mógłby stanowić obecnie o sile wrocławian?
Na pewno dużą stratą jest odejście wahadłowych – Rosiaka i Kurowskiego. W rundzie rewanżowej I ligi byli oni prawdziwymi motorami napędowymi zespołu, a ich przejście do Twente bardzo zaszkodziło WKS-owi. Gdyby zostali, z pewnością wywieraliby ogromny wpływ na dzisiejszą grę Śląska.
Jeśli chodzi o pozostałe nazwiska: pod względem mentalnym przydałby się Petr Schwarz, ale ze względu na sytuację zdrowotną to wykluczone. Krystian Rostek mógłby dostawać więcej szans na wahadle. Z kolei zawodnicy tacy jak Yegor Sharabura, mimo dobrych występów w I lidze, po prostu nie pasują do profilu taktycznego trenera Simundzy. Przykład Marjanaca pokazuje, że sam wzrost i szybkość na skrzydle czy w ataku nie gwarantują odnalezienia się w obecnym systemie.
— Wraz z końcem poprzedniego sezonu karierę zakończył Petr Schwarz. Mógłbyś dodać coś od siebie na temat tego zawodnika?
Petr Schwarz w zeszłym sezonie to niezwykle trudna historia. Formalnie znajdował się w kadrze, ale wszyscy mieliśmy świadomość, jak poważny był uraz pęknięcia nerki z 2025 roku. Ta kontuzja okazała się niestety jednym z kluczowych momentów, które przybliżyły Śląsk do spadku. Trudno powiedzieć, czy z nim w składzie udałoby się utrzymać, ale na pewno szanse byłyby znacznie większe.
To była ogromna osobista tragedia dla samego piłkarza i jego rodziny, ale podłamała też całą drużynę. Bardzo go ceniłem – to był gracz, któremu zawsze zależało i prezentował czystą jakość. Może nie był to najlepszy piłkarz w historii ligi, ale idealny kapitan, którego po prostu nie dało się nie lubić. Dziś opaskę nosi Piotr Samiec-Talar, ale brakuje Schwarza na boisku. Pozostaje życzyć mu przede wszystkim dużo zdrowia na nowym etapie życia.
— Gdybyś objął funkcję dyrektora sportowego Śląska Wrocław w jakimś wirtualnym symulatorze, to które pozycje byś wzmocnił, a którym piłkarzom kazał szukać nowego klubu?
Przede wszystkim priorytetem byłoby wzmocnienie środka obrony. Na ten moment całą tę formację trzyma Lamine Ba – bez niego byłoby naprawdę kiepsko. Mariusz Malec sprawdza się w starciach ze statycznie grającymi rywalami (jak Legia czy Raków), ale ma spore problemy z pozycjonowaniem i zwrotnością. Z kolei Yegor Matsenko miewa spotkania wybitne, kiedy jest jednym z liderów, ale zdarzają mu się też mecze z prostymi błędami i brakiem dynamiki.
Kolejne pozycje do wzmocnienia to wahadła oraz linia ataku. Marc Linares nie dojeżdża do wymagań ligi – widać, że Ekstraklasa mocno poszła do przodu. Zamiast szukać masowych transferów i generować ogromne koszty, testowałbym chociażby Adriana Żulewskiego, zanim skończy mu się kontrakt.
Co do odejść: wstrząs przydałby się w ataku. Luka Marjanac sprawdzał się na poziomie I ligi, ale w Ekstraklasie prezentuje się słabo. Mimo dwóch strzelonych goli, jego gra często generuje niepotrzebne straty i faule. O wiele lepiej na boisku wygląda chociażby Malaly Dembélé. Gdybym miał podjąć radykalną decyzję personalną, to Marjanacowi kazałbym szukać nowego klubu.
Kadra lepsza niż miejsce w tabeli
— Na papierze środek pola wydaje się najlepiej obsadzoną formacją Śląska. Zgodzisz się z tym?
Zdecydowanie tak. Co prawda można dyskutować o pozycji bramkarza – bo Karol Niemczycki jest w świetnej formie, a Michał Szromnik to bardzo solidny rezerwowy – ale środek pola daje największe możliwości.
Mamy tam Karola Linettego, Piotra Samca-Talara, znakomitego Adama Ciućkę, Doriana Markowskiego, a także Michała Mokrzyckiego czy Yriarte, który obudowany odpowiednimi partnerami potrafi dać mnóstwo jakości. Do tego do kadry powrócił Karol Borys. W tej strefie boiska nie trzeba robić rewolucji transferowej – wystarczy dopracować komunikację i zgranie.
— Jeśli jutro zakończyłby się sezon Ekstraklasy, Śląsk dał się poznać kibicom za sprawą jednego piłkarza — Piotra Samca-Talara. Na tobie też zrobił takie wrażenie?
Samiec-Talar gra dokładnie na tym samym, wysokim poziomie, do którego przyzwyczaił nas w I lidze. Od ponad roku jest niezaprzeczalnie najlepszym zawodnikiem Śląska. To wychowanek, kapitan i człowiek, od którego w dużej mierze zależy los Wrocławia w lidze.
Mecz z Lechem może mu nie wyszedł, ale wraca po kontuzji i potrzebuje rytmu. Nie jestem zaskoczony jego postawą – od dawna ciągnie ten zespół i wykręca świetne liczby. Przed władzami klubu stoi teraz ogromne zadanie, aby zatrzymać go we Wrocławiu na dłużej.
— Najlepszym strzelcem wrocławian nie licząc Piotra Samca-Talara jest Przemysław Banaszak z dwoma golami na koncie. Uważasz, że Śląsk potrzebuje nowego napastnika?
Jeśli Banaszak jest naszym drugim najlepszym strzelcem, to znaczy, że jest źle. Uważam jednak, że większą szansę powinien dostawać Camoes. To chłopak, który potrafi grać w piłkę i na dłuższą metę widziałbym duet w ataku: Camoes i Dembélé.
Marjanac poza pressingiem nie daje absolutnie nic, a Banaszak po prostu prezentuje się słabo. Czy potrzebujemy wzmocnień na tej pozycji? Gdyby odeszli i Banaszak, i Marjanac, to jak najbardziej. Natomiast na ten moment nie jest to absolutnie paląca potrzeba, ponieważ Camoes dostał do tej pory właściwie jeden mecz z marszu w Krakowie i wcale nie wyglądał źle – zagrał w porządku. Miał ciężkie zadanie, bo Śląsk całkowicie oddał inicjatywę i był w ataku osamotniony, ale radził sobie nieźle. Dopiero ewentualne odejście wspomnianej dwójki zmusiłoby klub do poszukiwania nowych napastników.
— Śląsk Wrocław zajmuje 17. miejsce w ligowej tabeli. Uważasz, że kadra wrocławian jest aż tak słaba, czy mieliście sporo pecha?
Siedemnaste miejsce w tabeli to dla mnie kwintesencja tego, jak ten klub jest zarządzany. Owszem, ktoś powie, że to tylko wynik sportowy, a tracone bramki w dziewięćdziesiątych minutach to pech i przypadek. Ale jeśli taki problem powtarza się w Ekstraklasie co tydzień, mecz w mecz – jak w przeszłości z Jagiellonią czy Stalą Mielec – to nie jest żaden pech. Śląsk po prostu sam strzela sobie w kolano.
To nie jest kwestia tego, że kadra jest tragiczna – potencjalnie to skład na środek tabeli. Nie wierzę, że ta drużyna kadrowo jest słabsza od Piasta Gliwice. Tam trener potrafił poukładać zespół tak, że gra w piłkę, podczas gdy Śląsk ma przebłyski, gra dobrze przez jedną połowę, ale nie zagrał jeszcze ani jednego kompletnego meczu od A do Z w tym sezonie.
Strata punktów w końcówkach nie wynika z pecha, tylko z braku koncentracji i braków kadrowych – przede wszystkim w defensywie, gdzie wszystko ciągnie sam Lamine Ba. Ogólny bilans sprawia, że Śląsk może nie zasługuje na aż tak drastycznie niską lokatę, ale ta pozycja to niestety odzwierciedlenie całokształtu problemów w klubie.
Z przykrością muszę poinformować, że żaden piłkarz WKS-u z wczorajszego spotkania nie zasłużył na miano MVP według discorda kibiców Śląska Wrocław Oby to była ostatnia taka sytuacja autor grafiki: @FanatykSlaska https://t.co/XvJS8rCKBS
— Wojtek Gryz (@WojtekCyferki) October 11, 2026
Śląsk Wrocław: posada trenera wisi na włosku
— Posada trenera Simundzy jest stabilna? Porażka w Lublinie może ją zachwiać?
Pozycja Šimundžy nigdy nie była w 100% stabilna, ponieważ we Wrocławiu klubem rządzą ludzie, którzy – mówiąc wprost – nie mają pojęcia o piłce nożnej. Każda seria porażek automatycznie zwiększa spekulacje na temat jego zwolnienia. Porażka w Lublinie? Według mnie, jeśli przegra, to wylatuje.
Osobiście jednak bym go nie zwalniał. Trudno winić trenera za to, że Śląsk traci bramki, skoro w defensywie grają zawodnicy popełniający tak proste błędy. Z drugiej strony, fakt jest taki, że bardzo szybko skreśla niektórych piłkarzy – na tej liście byli już chociażby Dominik Szala, Warchoł, Dijaković, Klimek, Sharabura czy Sokołowski.
Mimo wszystko, czy zatrudnianie kolejnego „wynalazku” ma teraz sens? Dla mnie absolutnie nie. Jeśli zwolnienie ma wyglądać tak samo jak w listopadzie 2024 roku, to lepiej tego uniknąć. Šimundża to zbyt klasowy trener, by usuwać go tylko dlatego, że drużyna dopiero uczy się tej ligi, choć w październiku oczekiwania są już zupełnie inne. Ja bym mu dał pracować.
— Którego trenera Śląska Wrocław wspominasz najlepiej?
Trudno wskazać inne nazwisko niż Jacek Magiera. To świetny człowiek i legenda tego klubu – niezależnie od tego, co działo się później, po wicemistrzostwie, bo wtedy zawiedli absolutnie wszyscy, a piłkarze po meczu z St. Gallen byli już totalnie zniszczeni psychicznym obciążeniem.
Magiera uratował Śląsk w dramatycznych okolicznościach, a ta druga kadencja dała mi najwięcej radości z oglądania meczów w całej mojej historii kibicowania (a dopinguję Śląsk od 2012 roku). To nie był futbol w stylu Guardioli czy Realu Madryt, ale każdy kibic doceni mentalność, jaką tam zaszczepił, to, jak wyciągnął absolutne maksimum z Erika Expósito czy wahadłowych pokroju Janasika i Konczkowskiego. Oczywiście starsi kibici mogą wspominać Ryszarda Tarasiewicza czy świętej pamięci Oresta Lenczyka, ale dla mojego pokolenia to zdecydowanie Jacek Magiera pozostaje trenerem, który dał mi najwięcej piłkarskich emocji i uśmiechu.
Miasto podcina skrzydła
— Frekwencja podczas domowych spotkań Śląska jest 5. najwyższą frekwencją w lidze. Żałujesz, że wasz stadion jest tak duży i ta frekwencja nie robi aż takiego wrażenia?
Uważam, że to kolejny dowód na to, jak wielki potencjał tego klubu jest marnowany. Śląsk to uśpiony kolos, który ma absolutnie wszystko, żeby być topową drużyną w Polsce – świetne, rozwijające się miasto, potężną bazę kibiców i nowoczesny obiekt. Gdy pomyślę, jak świetnie radzi sobie Jagiellonia, to widzę, jak ogromna przepaść dzieli nas od maksymalnego wykorzystania tych możliwości.
Ten potencjał jest jednak przepalany od dziesięciu lat, od kiedy klub jest w rękach miasta. Mieliśmy swoje zrywy – wicemistrzostwo czy grę w europejskich pucharach – ale były to pojedyncze wyskoki, na których niczego trwałego nie zbudowano. To, że na trybunach wciąż pojawia się tylu ludzi, to już jest sukces i dowód na to, że ten klub autentycznie kogoś we Wrocławiu obchodzi. Wygląda to w telewizji tak, a nie inaczej przez brak odpowiedniego zarządzania, bo zainteresowanie ze strony kibiców mogłoby generować znacznie lepsze liczby.
— Najgłośniejszym tematem wokół Śląska w ostatnich kilku latach była kwestia prywatyzacji. Jak to wygląda obecnie?
W kwestii prywatyzacji nie dzieje się nic, a przynajmniej nic wartego uwagi. Ostatnia próba, podjęta rok temu, znów zakończyła się fiaskiem. Kiedy po audycie okazuje się, że inwestor nagle przestaje mieć obiecane środki, ręce opadają. Temat prywatyzacji ciągnie się od lat i kiedy pytasz o to kibica Śląska, w odpowiedzi widzisz tylko zmęczenie materiału. Nic się w tej sprawie nie zmienia i mam wrażenie, że doczekam tego momentu chyba dopiero na emeryturze.
Motor czeka łatwy pojedynek?
— Gdzie według ciebie Motor może upatrywać szans na zwycięstwo?
Motor może upatrywać szans w tym, że ma skutecznego napastnika, co przy gigantycznych problemach Śląska w defensywie może okazać się kluczowe. Przy dobrej dyspozycji Czubaka czy Ndiaye szanse gospodarzy na wygraną są naprawdę spore.
Trener Misiura potrafi świetnie rozczytać rywala, a Śląsk nie jest obecnie zespołem trudnym do przeanalizowania, bo gra powtarzalną piłkę. Jeśli Motor nie zostawi zbyt dużo przestrzeni Piotrowi Samcowi-Talarowi i wykorzysta dziury w obronie Wrocławian, to nie widzę powodów, dla których mieliby ten mecz przegrać.
— Czujesz już ekscytację przed sobotnim starciem? Jaki wynik typujesz?
Nie jestem kibicem, który żyje od meczu do meczu i odlicza godziny do pierwszego gwizdka, ale na pewno podchodzę do tego spotkania z sympatią dla Motoru – podoba mi się ten projekt i tamtejsi ludzie.
Jaki typuję wynik? Myślę, że Motor wygra – obstawiam 2:1, 2:0, a może nawet 3:1. Motor złapie teraz falę i wygra kilka spotkań z rzędu, podczas gdy w Śląsku – przy obecnej grze obronnej z Linaresem czy Marijanacem popełniającymi błędy – dalej będzie narzekanie. Nigdy nie jestem przesadnym optymistą w kontekście Śląska, bo przy tej grze po prostu się nie da, dlatego w sobotę stawiam na gospodarzy.

