Motor Lublin remisuje z Zagłębiem Lubin
Motor Lublin po dwóch wygranych z rzędu miał apetyt na podtrzymanie dobrej passy. Tym razem jednak zwycięstwa nie było, ale udało się też uniknąć porażki. Mecz z Zagłębiem Lubin zakończył się remisem 2:2.

Nudna pierwsza połowa dla Zagłębia
Jeśli ktoś liczył, że mecz z Miedziowymi będzie równie interesujący jak starcie ze Śląskiem Wrocław, to musiał się nieźle rozczarować. Mecz od samego początku nie należał do atrakcyjnych. Ani Motor Lublin, ani Zagłębie Lubin nie potrafili się utrzymać przy piłce na dłuższy czas ani stworzyć sobie groźnej sytuacji. Pod bramką gości najciekawiej było chyba w 21 minucie, gdy po dośrodkowaniu z lewej strony boiska i strąceniu piłki głową przez obrońcę Zagłębia przed szansą stanął Mbaye Jacques Ndiaye, jednak strzał Senegalczyka przeleciał nad poprzeczką.
Jeśli chodzi o przyjezdnych, gorąco zrobiło się w 31 minucie. Piłkarze Zagłębia pozostali przy piłce po rzucie różnym i wrzucili w pole karne jeszcze raz. Wtedy wydawało się, że piłka trafiła w dłoń Tina Plavoticia i sędzia Mateusz Jenda wskazał na wapno, jednakże rzut karny odwołany po interwencji VARu.
Mimo to co się odwlecze to nie uciecze i lubinianie trafili do siatki w ostatniej akcji pierwszych 45 minut. Po podaniu ze skrzydła do piłki w polu karnym Motoru doszedł Sebastian Kerk. Niemiec uderzył tak, że futbolówka zmieniła tor lotu po odbiciu się od Tina Plavoticia i tym samym zmyliła Gašpera Tratnika. Motor Lublin z szedł do szatni ze straconym golem.
Drugi mecz z rzędu z golem Sebastiana Kerka! ⚽ Sporo szczęścia przy tej akcji, ale ważne dla Zagłębia, że piłka w sieci! 🎯 📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/liteLufBtW
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 23, 2026
Motor Lublin z punktem rzutem na taśmę
Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego nie mogli zakończyć lepiej pierwszej połowy i to samo można powiedzieć o początku drugiej odsłony meczu. 47 minuta, rzut wolny z dalekiej odległości. Sebastian Kerk dośrodkował na skraj pola karnego. Tam Michał Nalepa zagrał głową piłkę wprost do niepilnowanego Marcela Reguły, który pięknym strzałem z woleja nie dał żadnych szans Tratnikowi.
MARCEL REGUŁA! 🎯💥 Znakomity strzał zawodnika Zagłębia Lubin! 👏 📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/ghLlDmcvNI
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 23, 2026
Ciekawych momentów znów było jak na lekarstwo, aż do 74 minuty. Niebezpieczną wrzutką popisał się wprowadzony z ławki Thomas Santos. Zagrożenie próbował oddalić Nalepa, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że futbolówka trafiła do Mateusza Łęgowskiego, który precyzyjnym uderzeniem z pierwszej piłki pokonał Zlatana Alomerovicia.
Motor nawiązuje kontakt z Zagłębiem! Błąd Michała Nalepy wykorzystany przez Mateusza Łęgowskiego! 🔥 📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/TlxOeCzHdU
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 23, 2026
Motor Lublin nagle dostał wiatru w żagle i mocniej ruszył do natarcia, co przyniosło pożądany skutek. W 87 strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego instynktownie odbił bramkarz Zagłębia, ale przy dobitce Ndiaye był już bezradny. „Jacek” doprowadził do wyrównania i do końca meczu wynik już się nie zmienił. Drużyny strzeliły po 2 gole i podzieliły się punktami.
Mbaye Jacquesa Ndiaye z golem na wagę remisu! 🔥🔝 Senegalczyk na raty pokonał Zlatana Alomerovicia! 💪 https://t.co/FJ6HhddWPu
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 23, 2026
Udana końcówka meczu w wykonaniu Motoru
Mimo wygranej w poprzednim spotkaniu Mariusz Misiura zdecydował się przeprowadzić jedną zmianę w wyjściowym składzie. Wrócił do niego bowiem Bartosz Bereszyński, który nie wystąpił ze Śląskiem Wrocław przez drobny uraz. Wskoczył on do jedenastki za Marka Bartoša. Jak się okazało, Słowak nie zagrał przez chorobę.
@MotorLublin Marek Bartoš nie zagra w tym meczu z powodu choroby.
— Karol Młot (@karmlot) October 23, 2026
„Bereś” stworzył duet środkowych obrońców z Tinem Plavoticiem. Pod względem wygranych pojedynków wyglądał gorzej od Chorwata. Skuteczność reprezentanta Polski wynosi 33% (3/9), zaś w przypadku rosłego stopera jest to 67% (6/9). Obaj mieli dość dużo problemów z upilnowaniem Marcela Reguły. Jeśli chodzi o boki obrony, Filip Luberecki wyszedł zwycięsko z połowy starć (3/6). Tego meczu do udanych nie może zaliczyć Kamil Lukoszek. Chwalony po poprzednich spotkaniach 24-latek przez 72 minuty nie wygrał ani jednego pojedynku. Z przodu wcale nie było znacznie lepiej. Momentami ewidentnie brakowało jego aktywności przy atakach Motoru, którą wyróżniał się we wcześniejszych meczach.
Jeśli ktoś z linii pomocy zasługuje na wyróżnienie, to z całą pewnością jest to Rony Lopes. Portugalczyk nie imponował w pierwszej części meczu, ale w drugiej połowie to on dał drużynie impuls do odrabiania start. Kilka razy próbował strzałów z dystansu, często wchodził w dryblingi i wielokrotnie szukał podań do przodu, które mogłyby napędzać akcje Żółto-Biało-Niebieskich.
Pozostając przy temacie aktywności na boisku, tutaj należy docenić również zmienników. Wprowadzenie Thomasa Santosa, Fabio Ronaldo czy Mateusza Łęgowskiego okazało się dobrym posunięciem. Każdy z nich wykazał się dużą ochotą do gry, a ten ostatni nawet zdołał strzelić bramkę kontaktową.
Niemal do końca wydawało się, że ten mecz na pewno nie należy do Mbaye Jacquesa Ndiaye, ale jak to często bywa w przypadku tego zawodnika, wystarczyła jedna akcja, aby taka teza wylądowała w koszu. Mimo licznych nieudanych zagrań we wcześniejszych minutach to właśnie do niego należało decydujące słowo w tym spotkaniu.
Łatwego życia niewątpliwie nie miał Karol Czubak. Najlepszy strzelec RKSu nie potrafił wygrać z defensorami Zagłębia, którzy nie pozwalali mu niemal na nic przez cały mecz. Nie powinno to dziwić, jeśli pod uwagę weźmie się pod uwagę fakt, że cały czas kryli go dwaj, a momentami nawet trzej obrońcy.
Pierwsze 70 minut w wykonaniu Motoru, łagodnie rzecz ujmując, nie rzucało na kolana. Drużyna Mariusza Misiura miała duże kłopoty z kreowaniem sobie sytuacji pod bramką gości. Większość ataków kończyła się fiaskiem po wrzutkach, które nie docierały do nikogo, a straty nawet na własnej połowie boiska także były powszechnym widokiem. Zagłębie nie grało spektakularnego futbolu, lecz było skuteczne i w pełni zasłużenie prowadziło. Mogło się wydawać, iż Motorowcy popadli w na tyle duży marazm, że nie będą w stanie odebrać rywalom 3 punktów.
Jednak na około 20 minut przed ostatnim gwizdkiem lubelska ekipa dostała animuszu i nagle zepchnęła Miedziowych do głębokiej obrony. Jej starania nie poszły na marne. Dały one remis, który patrząc na przebieg meczu jest raczej sprawiedliwy. Niewątpliwie należy szanować ten punkt, zwłaszcza, że ciężko myśleć o zwycięstwie, gdy drużyna przez większość czasu wygląda tak, jakby przechodziła obok tego meczu obojętnie.
Miejmy nadzieję, że w najbliższym meczu będzie pokazywać twarz z końcówki dzisiejszego spotkania przez całe 90 minut. We wtorek rywalem lublinian będzie Raków Częstochowa. Obie drużyny powalczą o 1/8 finału Pucharu Polski. Początek spotkania jest przewidziany na 17:30. Odbędzie się ono na Motor Lublin Arenie.

