Mariusz Misiura po meczu z Zagłębiem Lubin [TRANSKRYPCJA]
Po zremisowanym 2:2 meczu z Zagłębiem Lubin Mariusz Misiura odpowiedział na pytania dziennikarzy. Poniżej prezentujemy słowny zapis pomeczowej konferencji prasowej.
![Mariusz Misiura po meczu z Zagłębiem Lubin [TRANSKRYPCJA] Screenshot 20261024 035257 YouTube](https://zygmuntowskie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Screenshot_20261024-035257_YouTube.jpg)
Mariusz Misiura: Odniosę się trochę do konferencji przedmeczowej, podczas której mówiłem, że to będzie szarpany mecz, na pewno nieprzyjemny do oglądania. Chciałbym zwrócić uwagę na okoliczności tego spotkania. Przez długi czas pierwsza połowa była praktycznie zamknięta. Wydawało mi się, że pod względem czysto piłkarskim mieliśmy swoje sytuacje. Niestety, w ostatniej akcji pierwszej połowy, dziesięć sekund przed końcem, oddaliśmy strzał, po którym piłka odbiła się od rywala i wpadła do bramki. Uważam, że w przerwie ponownie odbyliśmy mądrą rozmowę, ale chwilę po wznowieniu gry dostaliśmy kolejny cios i przegrywaliśmy już 0:2.
Mieliśmy w tym sezonie sporo trudnych momentów, mimo że to dopiero jego początek. Powiem szczerze, że osoby grające w piłkę, długo kibicujące czy będące blisko futbolu potrafią zrozumieć, co oznacza taka sytuacja. Czujesz, że mecz jest wyrównany, grasz z przeciwnikiem jak równy z równym, a tuż przed przerwą tracisz bramkę. Wychodzisz na drugą połowę z wiarą, że odwrócisz losy spotkania, tak jak udawało się to w ostatnich tygodniach, a chwilę później przegrywasz już 0:2.
Wtedy na ławce poczuliśmy, że musimy dać drużynie impuls, aby wiara w zwycięstwo nadal nam towarzyszyła. Zawodnicy, którzy weszli na boisko z ławki, byli fantastyczni. Świetnie zaprezentowali się również ci, którzy dokończyli spotkanie.Nawet po bramce na 2:2 było widać, że chcemy czegoś więcej. Zwróciłem uwagę na reakcję Jacquesa, który od razu wziął piłkę i ustawił ją na środku boiska. Chcieliśmy jeszcze powalczyć o trzecią bramkę.
Bardzo cieszę się z wejścia Fabio, Santiego i młodego Oumara, który zanotował dzisiaj wiele odbiorów. Cieszę się również, że Łęgi się przełamał i zdobył bramkę. Proszę mi wierzyć, to naprawdę bardzo dobry zawodnik. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczymy go w najlepszej wersji.Przy ostatniej bramce młody Mati absorbował uwagę najwyższego obrońcy, dzięki czemu Jacques miał więcej miejsca i świetnie to wykorzystał. Na koniec musimy się cieszyć, że dopisujemy do dorobku punkt, choć jednocześnie możemy odczuwać niedosyt. Przy obu straconych bramkach powinniśmy zachować się lepiej.
Bartłomiej Chyła, Zygmuntowskie.pl: Zacznę od pierwszej połowy. Rozumiem, że zakładaliście, iż Zagłębie będzie narzucało określony styl gry i spotkanie będzie miało szarpany przebieg, o czym wspominał również trener. Nie sądzę jednak, żeby był pan zadowolony z tego, jak wyglądała pierwsza część meczu. Który element gry rywala najbardziej was zaskoczył?
Mariusz Misiura: Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że nie mieliśmy nic do powiedzenia w ofensywie. Stwarzaliśmy zagrożenie w bocznych sektorach boiska, a nasi zawodnicy cały czas nękali środkowych obrońców Zagłębia, zmuszając ich do wybijania piłki na auty i rzuty rożne. To konsekwencja stopniowego kruszenia muru rywala. Próbujesz raz, drugi, trzeci, aż w końcu pojawiają się sytuacje bramkowe. Uważam, że właśnie z takiej konsekwencji wynikały te dwie okazje, które sobie stworzyliśmy.
Nawet jeśli statystyki nie odnotowują strzałów, to liczba naszych wejść w pole karne była na solidnym poziomie.Kluczowe są jednak okoliczności meczu, o których wspominałem już wcześniej. Gdybyśmy schodzili na przerwę przy wyniku 0:0, Zagłębie musiałoby zacząć podejmować większe ryzyko. Nie przyjechało przecież wyłącznie po remis, ale również po zwycięstwo, więc w pewnym momencie musiałoby się otworzyć. Wówczas spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej .Mam ogromny szacunek do osób, które dobrze znają piłkę nożną i rozumieją, jak trudne jest podniesienie się po stracie bramki do szatni, a następnie kolejnej na początku drugiej połowy.
Proszę mi wierzyć, że wiele zespołów nie potrafi sobie z tym poradzić. Jestem dumny i szczęśliwy, że moi zawodnicy zdołali się podnieść. Nie oznacza to oczywiście, że jestem w stu procentach zadowolony z naszej gry. W pierwszej połowie mogliśmy zrobić więcej, ale nie zgodzę się również ze stwierdzeniem, że Motor w żaden sposób nie kontrolował tego spotkania.
Bartłomiej Chyła: Gašper Tratnik w trzech meczach po przerwie reprezentacyjnej obronił, jak wynotowałem, dwa z ośmiu celnych strzałów rywali. Czy Słoweniec nadal ma pana pełne zaufanie i pozostaje numerem jeden w bramce?
Mariusz Misiura: Zadam panu pytanie: oglądał pan wszystkie trzy mecze?
Bartłomiej Chyła: Tak, oglądałem.
Mariusz Misiura: A w której sytuacji Tratnik był, pana zdaniem, bezpośrednio odpowiedzialny za stratę bramki?
Bartłomiej Chyła: Myślę, że w żadnej.
Mariusz Misiura: Właśnie dlatego chciałbym zapytać, czy chciałby pan pracować w firmie, która odebrałaby panu miejsce pracy albo karała pana za to, że rzetelnie wykonuje pan swoje obowiązki, a mimo to przytrafił się panu błąd? Przecież błędy zdarzają się każdemu.Jesteśmy drużyną i za stracone bramki odpowiadamy wspólnie. Gdy tracimy gola, nie można automatycznie obwiniać bramkarza. Nie powiemy przecież, że za straconą bramkę odpowiada wyłącznie Karol Czubak, bo jest napastnikiem, albo Jacques, bo występuje na skrzydle. Wszyscy jesteśmy częścią zespołu.
Oczywiście od pewnego czasu trwa rywalizacja między Popą a Tratnikiem. Zastanawiamy się, czy nie dać Popie szansy w meczu pucharowym, żeby zobaczyć go w warunkach meczowych. Na treningach prezentuje się bardzo dobrze. Jeśli jednak zdecydujemy się na taki ruch, nie będzie on miał nic wspólnego z liczbą straconych bramek. Proszę mi wierzyć, jesteśmy zadowoleni z naszych bramkarzy.Wolałbym patrzeć na pozytywy, zamiast skupiać się na tym, ile goli straciliśmy. W ostatnich czterech spotkaniach zdobyliśmy osiem punktów, co daje średnią dwóch punktów na mecz. To fantastyczny wynik. Stracone bramki nie zmieniają faktu, że punktujemy na bardzo dobrym poziomie. Gdybyśmy mieli utrzymać takie tempo do końca sezonu, nawet przy podobnej liczbie straconych goli, brałbym to w ciemno.
Bartłomiej Chyła: Chciałbym jeszcze zapytać o Badarę Talla, który dostaje coraz więcej szans i minut na boisku. Czym Senegalczyk przekonuje do siebie trenera?
Mariusz Misiura: Uważam, że dzisiaj był fantastyczny w odbiorze piłki. Ma bardzo dobre, agresywne doskoki, potrafi odebrać piłkę i od razu szukać gry kombinacyjnej. To młody zawodnik, który ma dobrą technikę.Wszedł na boisko w trudnym momencie, kiedy przegrywaliśmy 0:2. Musiał być odpowiedzialny również w defensywie, ponieważ każda kontra Zagłębia mogła zakończyć się bramką na 3:0, a wtedy mecz byłby praktycznie zamknięty. Uważam, że Tall dał dzisiaj bardzo dobrą zmianę i wysłał świetny sygnał. Pokazał, że praca, którą wykonujemy tutaj od dwóch miesięcy, przynosi efekty. Wierzymy w niego i jestem przekonany, że w przyszłości będziemy mieli z niego dużo pożytku. Może wyrosnąć na bardzo dobrego defensywnego pomocnika, który pomoże Motorowi zdobywać punkty.
Józef Kufel, Radio Lublin: Gratuluję powrotu do meczu, bo to rzeczywiście budujące, jak ambitnie gra drużyna i jak potrafi odwracać losy spotkania. Filip Luberecki po meczu ze Śląskiem Wrocław podzielił się z nami refleksją, że poczuł, jakby wrócili dawni, niezniszczalni zawodnicy. Drużyna rzeczywiście walczy do końca.Chciałbym jednak wrócić do tego, o czym trener mówił zarówno na przedmeczowej konferencji, jak i teraz. Wiedzieliśmy, że Zagłębie będzie przeszkadzać i starać się wybijać Motor z rytmu. Czy nie ma pan jednak poczucia, że w pierwszej połowie nie udało się przechytrzyć rywala? Czy jest pan zadowolony z gry Motoru, skoro do 60. minuty nie oddaliście celnego strzału na bramkę Zagłębia? Dla kibiców przez długi czas nie był to atrakcyjny mecz.
Mariusz Misiura: Właśnie dlatego starałem się być z państwem szczery i przed spotkaniem powiedziałem, że nie będzie to mecz dla kibiców i trudno będzie się go oglądało. Taka była moja uczciwa opinia.Spotkania z zespołami grającymi w sposób bezpośredni często są zamknięte. Nie chcieliśmy rozstrzygać ich losów już w pierwszej połowie. Gdybyśmy schodzili na przerwę przy wyniku 0:0, nadal mielibyśmy poczucie komfortu i kontroli nad spotkaniem. Tymczasem przez okoliczności, o których wspominałem, przeciwnik objął prowadzenie, a chwilę później podwyższył wynik na 2:0.
Nawiązując do tego, co powiedział pan na początku, poprosiłem dzisiaj drużynę, żebyśmy jeszcze bardziej pokochali grę w obronie, zbieranie drugich piłek i blokowanie strzałów. Właśnie takie drobne szczegóły sprawiają, że tracimy bramki. Mamy fantastycznych zawodników ofensywnych, którzy świetnie grają kombinacyjnie i dobrze dryblują.
Moim marzeniem i zadaniem jest jednak przekonanie ich, a także wyegzekwowanie od nich jeszcze lepszej gry w defensywie.Jeśli chodzi o tych „Niezniszczalnych”, bardzo uważnie słucham kibiców. Często śpiewają, że tutaj jest Lublin i tutaj się walczy. My również się z tym utożsamiamy. Robimy wszystko, aby zbudować drużynę, która będzie łączyć wszystkich ludzi związanych z klubem — pracowników, kibiców i osoby, które chcą się z nami utożsamiać. Mimo remisu uważam, że to, jak dzisiaj wyglądaliśmy na boisku i jak walczyliśmy do końca, jest powodem do dumy.
Józef Kufel: Chciałbym jeszcze zapytać o zbliżający się mecz Pucharu Polski. Na przedmeczowej konferencji wspominał pan, że nie wszyscy zawodnicy będą do dyspozycji w obu spotkaniach. W Rakowie doszło również do zmiany trenera — wraca Dawid Szwarga. Czy to sprawi, że spotkanie będzie wyglądało inaczej niż poprzedni mecz Motoru z Rakowem?
Mariusz Misiura: To dobre pytanie. Jutro jedziemy do Krakowa, aby obejrzeć mecz Wisły z Rakowem i sprawdzić, jakie rozwiązania oraz zmiany zaproponuje nowy trener.Teraz najważniejsza jest regeneracja. Widzieliście, że dzisiaj na ławce nie było ani Ivo, ani Marka. Wydaje mi się, że prawdopodobieństwo występu któregoś z nich we wtorek nadal jest niewielkie. Pod znakiem zapytania stoi również udział jednego zawodnika, który rozegrał dzisiaj całe spotkanie.Jednocześnie wszyscy zawodnicy, którzy weszli z ławki, dali fantastyczny sygnał. To świetny bodziec dla drużyny i trenera. Przed nami mecz z Rakowem, a dobre zmiany pokazały, że jesteśmy gotowi, by we wtorek od początku walczyć o korzystny wynik.
Michał Pietrzak: Chciałbym zapytać o pierwsze okienko zmian. Do wejścia przygotowany był Paskal Meyer, ale ostatecznie nie pojawił się na boisku. Co o tym zdecydowało? Zauważył pan coś na murawie, co wpłynęło na tę decyzję?
Mariusz Misiura: Mieliśmy dwie możliwości, aby dać drużynie impuls. Mogliśmy pójść w stronę bardziej fizycznej gry. Początkowo zakładaliśmy, że Kiki i Paskal wejdą na boisko, a Paskal zagra na pozycji numer sześć. Dzięki temu mielibyśmy lepszą kontrolę nad bezpośrednimi piłkami, ale prawdopodobnie stracilibyśmy część kontroli przy budowaniu akcji krótkimi podaniami od tyłu.
Dlatego szybko zdecydowaliśmy, że Kiki zostanie cofnięty niżej i pomoże nam lepiej wyprowadzać piłkę. Uważam, że to rozwiązanie się sprawdziło. Później wprowadziliśmy Oumara w miejsce Kikiego, ponieważ mieliśmy wrażenie, że Zagłębie chce już przede wszystkim bronić wyniku i nie zamierza atakować. Wpuściliśmy więc zawodników ofensywnych, którzy lubią grę kombinacyjną — Fabio i Santiego.Cieszę się, że te zmiany się obroniły. Dobrze odczytaliśmy przebieg spotkania, a drużyna potrafiła wrócić do meczu.
Bartłomiej Płonka, Przegląd Sportowy: Chciałbym zapytać o występ Karola Czubaka. To jego drugi mecz bez bramki, ale wydaje mi się, że wykonał dzisiaj mnóstwo tej mniej widocznej pracy i stoczył wiele pojedynków z Nalepą. Przy bramce na 1:2 również wywarł na nim presję, dzięki czemu piłka została w polu karnym i można było oddać strzał. Jak ocenia pan występ napastnika w takim spotkaniu?
Mariusz Misiura: Zgadzam się z taką oceną. Proszę mi wierzyć, że Karol jest dzisiaj celem dla najlepszych obrońców rywali. W Zagłębiu mamy do czynienia z bardzo dobrym defensorem, jakim jest Nalepa. W poprzednich spotkaniach również widzieliśmy, że czołowi obrońcy przeciwników skupiają się na Karolu, przez co coraz trudniej dochodzi mu do sytuacji bramkowych. Jako trener jestem jednak bardzo dumny z jego dorobku. Jeśli się nie mylę, w trzynastu meczach, licząc również Puchar Polski, zdobył sześć albo siedem bramek. Uważam, że to bardzo dobry wynik.
Uczymy się także wykorzystywać Karola do tworzenia przestrzeni dla innych zawodników. Widać to było przy stałym fragmencie gry, po którym zdobyliśmy bramkę na 2:2. Rywale skupili się na najwyższych zawodnikach, między innymi na Karolu i Matim Posmyku. Dzięki temu Żak znalazł dla siebie miejsce i świetnie to wykorzystał.Widzimy, jak dużo uwagi przeciwnicy poświęcają Czubakowi. Będziemy więc robić wszystko, aby przestrzeń, którą tworzy swoją obecnością, wykorzystywali inni zawodnicy. Być może Karol będzie przez to czasami strzelał mniej bramek, ale jest kapitanem i wiem, że najważniejsza jest dla niego drużyna. Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko temu, jeśli czasami nie trafi do siatki, ale wykona dla zespołu taką pracę, jak przy drugiej bramce.
Bartłomiej Płonka: Czy ma pan w drużynie zawodników o podobnej charakterystyce, którzy mogliby zastąpić Karola, gdyby nie był do dyspozycji? W pierwszej połowie musiał na chwilę zejść z boiska i pojawiło się pytanie, co stałoby się, gdyby nie mógł kontynuować gry.
Mariusz Misiura: Wierzymy w młodego Matiego Posmyka i Gregora. Naszą filozofią jest zapewnienie Karolowi warunków, w których będzie czuł się prawdziwą dziewiątką tego zespołu — zawodnikiem, któremu ufamy i którego chcemy mieć na boisku praktycznie przez całe spotkanie.Jeśli jednak nie będzie mógł grać, właśnie dlatego sprowadziliśmy dwóch młodych zawodników: Matiego Posmyka i Gregora. Na razie się uczą i zbierają doświadczenie. Mati rozegrał drugi mecz, a Gregor wystąpił wcześniej w Szczecinie. Pamiętam, że chyba zaliczył wtedy asystę. Proszę mi wierzyć, że minuty spędzone na boisku i codzienna praca na treningach zaprocentują. Dzisiaj być może nikt nie zwróci szczególnej uwagi na to, że Mati zagrał siedem czy osiem minut.
Jeśli jednak spotkamy się za kilka miesięcy, a obaj będą mieli na koncie po piętnaście czy szesnaście występów, zobaczycie zawodników, którzy będą wchodzić na boisko i potrafić zrobić różnicę.Chcemy stawiać na rozwój młodych piłkarzy. Nie mówię tego pod publiczkę. Pracuję w sztabie z ludźmi, którzy rozwijali zawodników dochodzących do poziomu reprezentacyjnego i Ligi Mistrzów. Mam tu na myśli między innymi Wiktora Nowaka oraz pracę z Edmundssonem, który trafił do Serie A z drugiej ligi.
Bardzo wierzę w kompetencje mojego sztabu i poziom naszego procesu szkoleniowego. Wierzę, że Kiki i każdy inny zawodnik otrzymują odpowiednie wsparcie, a nasza współpraca pomaga im stawać się lepszymi piłkarzami. To samo dotyczy Matiego i Gregora. Właśnie w taki sposób chcemy w przyszłości przygotować się na ewentualną nieobecność Karola.
Bartłomiej Płonka: Jeszcze jedno pytanie. Wiem, że dzisiaj graliśmy w piątek o godzinie 18, ale czy nie jest pan trochę rozczarowany frekwencją? Na stadion przyszło około 7500 kibiców, mimo dwóch zwycięstw i dobrych spotkań z Radomiakiem oraz Śląskiem Wrocław.
Mariusz Misiura: Nie. Cały czas jestem pod wrażeniem tego, że nawet przy wyniku 0:2 była grupa kibiców siedzących za naszą ławką, która nas wspierała. Czasami człowiek chciałby się odwrócić i podziękować, ale w ferworze walki nie zawsze jest to możliwe.
Proszę mi wierzyć, że to coś fantastycznego, gdy przegrywasz 0:2, a kibice nie gwiżdżą i nie wychodzą ze stadionu, tylko nadal wierzą, że możesz wrócić do meczu. Ta drużyna wielokrotnie pokazała swoim zaangażowaniem i mową ciała, że potrafi walczyć do końca. Ludzie w to wierzą i to jest dla nas bardzo ważne. Pamiętam, jak Santi wchodził na boisko. Powiedziałem mu: „Kurde, Santi, przegrywamy tylko 0:2. Możemy jeszcze wrócić do meczu. Musisz dać impuls na prawej stronie i uruchomić nasze akcje”. Później przeprowadził kilka świetnych akcji.
Wierzę, że będziemy mieli z tej drużyny dużo pociechy. Nie mogę się doczekać momentu, w którym zaczniemy jeszcze lepiej i skuteczniej bronić. Jeśli wyeliminujemy tak łatwo tracone bramki, które niestety zdarzają nam się w ostatnich tygodniach, a jednocześnie utrzymamy naszą dobrą grę ofensywną, każdy przeciwnik będzie miał z nami problemy.
Michał Perzanowski, PDK Live, Full Sport: Trenerze, bardzo dobre zmiany, szczególnie Santos i Łęgi. Chciałbym zapytać o rywalizację Santiego z Lukoszkiem. Były momenty, w których cieszyliśmy się z dobrej gry Lukoszka. Jak wygląda ta rywalizacja z perspektywy trenera?
Mariusz Misiura: Proszę mi wierzyć, że dla trenera to jedna z najtrudniejszych rzeczy. Podobnie wygląda sytuacja z rywalizacją Makiego i Fabio. Mamy dwóch fantastycznych skrzydłowych, którzy chcą grać, a zadaniem trenera jest tak podzielić minuty, żeby obaj byli zadowoleni. Prawdopodobnie jest to niemożliwe. Można osiągnąć taki efekt, że obaj będą niezadowoleni, bo będziesz chciał traktować ich w miarę równo, dawać więcej minut zawodnikowi będącemu w lepszej dyspozycji, a mniej drugiemu. Na koniec sezonu jeden i drugi może mieć pretensje, że rozegrał 1800 minut, a nie 3000. Ja jednak cenię obu zawodników. Dlatego nie zgadzam się z opiniami, że nie mamy drużyny albo że nasza kadra jest zbyt wąska.
Mamy fantastyczną rywalizację na prawej stronie, gdzie o miejsce walczą Santi i Lukoszek. Wyrasta nam również młody Oumar, który fantastycznie rywalizuje z Yacinem. Mamy Kikiego, Ronyego Lopesa, Łęiego, Ivo jeszcze nie gra, więc w środku mamy czterech zawodników do rywalizacji. W obronie mamy Marka, Tina i i Beresia, więc ja uważam, że naprawdę drużyna jest bardzo dobra. Potrzebujemy tylko, żeby wszyscy byli zdrowi. Potrzebujemy pokochać, bronić. No i wierzę, że razem ze sztabem na przestrzeni i następnych tygodni, miesięcy to wyegzekwujemy.
Michał Perzanowski: Jeszcze odnośnie Ronyego Lopesa. Bardzo dobry występ i ten cross do Santosa konkretny. Jakby to trener pogodził, jakby Ivo wrócił?
Mariusz Misiura: Dopiero się zastanowię jak wróci Ivo. Wczoraj byliśmy w Białymstoku z Ivo, oglądaliśmy mecz z Anderlechtem i przy okazji był u doktora na wizycie, żeby przyspieszyć ten proces jego leczenia i tak rozmawialiśmy trochę o o takiej możliwości grania razem z Ronym w jedenastce, ale dopóki nie będzie zdrowy, to nie będę się nad zastanawiał.
Bardzo dobry występ Ronyego byłby, gdyby dzisiaj ten strzał zamienił na bramkę. Po meczu z nim tak luźno rozmawiałem i wydaje mi się, że gdyby tam ten obrońca nie dotknął głową, to ten bramkarz być może dostałby piłkę za kołnierz, więc kibicuje Ronyemu, bo wprowadził się do drużyny bardzo dobrze.
Myślę, że wszyscy doceniamy jego dużą jakość. Taki transfer jaki miał miejsce z jego udziałem kilka lat temu za 25 milionów euro nie był przypadkowy i dla mnie to jest też fantastyczne doświadczenie pracować z takim zawodnikiem, słuchać czasami jego spostrzeżeń, starać się zrozumieć jego perspektywę z boiska, jak on widzi mecz, jakie ma odczucia.
Mówi też, żeby delikatnie coś w przyszłości zmodyfikować, żeby jeszcze od niego móc więcej wydobyć. Współpraca dla mnie jest najważniejszym słowem i od pierwszego dnia tutaj mówię to w sztabie i w drużynie, że najważniejsze jest, żebyśmy wszyscy chcieli ze sobą współpracować, żebyśmy wszyscy chcieli się dzielić ze sobą naszymi spostrzeżeniami, żebyśmy potrafili rozmawiać i czasami zrozumieć, że ktoś nie ma racji i nie może obrażać się z tego tytułu, tylko po prostu zaakceptować, że w danej kwestii czyjaś opinia była bardziej trafna. I wydaje mi się, że nam się to udaje.
Patrząc jak nawet nasze przerwy wyglądają, to ja sobie nie przypominam jakiejś przerwy, gdzie były jakieś krzyki, hałasy, takie rzeczy, tylko był spokój, merytoryka. Kluczem jest dla mnie dojść do takiego momentu, że będziemy schodzili do przerwy i będziemy prowadzili 1:0. Będziemy tylko rozmawiać jak kontrolować ten mecz, a nie jak do niego wracać i nad tym na pewno musimy dużo jeszcze pracować.
Michał Perzanowski: Jeszcze na koniec o raport medyczny pozostałych zawodników bym zapytał.
Mariusz Misiura: Tak jak powiedziałem, myślę, że Marek i Ivo nie będą dostępni we wtorek. No i tego jednego zawodnika, który dzisiaj grał cały mecz raczej też nie będzie, ale patrząc, że dzisiaj takie dobre zmiany dała cała piątka, to czy na boisku od pierwszej minuty pojawi się Łęgi, czy Santi, czy Fabio, to ja będę bardzo szczęśliwy.

