Mariusz Misiura po mecz ze Śląskiem Wrocław [TRANSKRYPCJA]

Po meczu Motoru Lublin ze Śląskiem Wrocław Mariusz Misiura spotkał się z dziennikarzami, by odpowiedzieć na kilka pytań. Przygotowaliśmy dla was transkrypcję konferencji pomeczowej.

Mariusz Misiura: Może nie zacznę od samego spotkania, ale od tego, co dzieje się tutaj przez ostatnie trzy–cztery miesiące. Doświadczamy najtrudniejszej drogi z możliwych. Nasza współpraca jest krótka i patrząc na początek sezonu, myślę, że każdy z nas był świadkiem wielu dobrych meczów, w których jednak wynik się nie zgadzał. Tak było również dzisiaj. Myślę, że wszyscy mają poczucie, że zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, mieliśmy pełną kontrolę i stworzyliśmy dużo sytuacji, a to przeciwnik strzelił bramkę na 1:0. Za chwilę niewykorzystany rzut karny, później bramka na 1:1, a następnie gol na 2:1 dla przeciwnika. Charakter i wiara, jakie pokazała ta drużyna, a także mądrość zawodników i sztabu, zasługują na uznanie.

Uważam, że dobrze czytaliśmy ten mecz w trakcie jego trwania i właściwie reagowaliśmy na różne modyfikacje oraz ustawienia przeciwnika. To była najtrudniejsza droga, jaką mogliśmy przejść przez te trzy–cztery miesiące. Cieszę się, że jako trener mogę doświadczyć czegoś takiego, bo wierzę, że bardzo dużo mnie to nauczy i wiele z tego wyniosę. Dziękuję piłkarzom, trenerom i wszystkim pracownikom klubu za to, że w trudnych momentach jesteśmy razem. Zrobiliśmy wszystko, żeby wyjść z tej sytuacji. Sztuką nie jest jedynie przyglądać się problemom i wytykać palcami, że coś nie funkcjonuje.

Ostatnio rozmawialiśmy o stałych fragmentach gry, bo traciliśmy po nich dużo bramek. Dzisiaj również straciliśmy w ten sposób dwa gole. Cieszę się jednak z tego, co wydarzyło się w samym meczu. Uważam, że mieliśmy nad nim pełną kontrolę i dominowaliśmy, a wynik 3:2 nie do końca odzwierciedla jego przebieg. Najważniejsze, że ostatecznie jest dla nas bardzo korzystny. Często w piłce grasz dobry mecz, ale wynik się nie zgadza. Cieszę się, że w takich okolicznościach, przy pełnych trybunach i ogromnych emocjach, wszystko zakończyło się dla nas szczęśliwie.

Szymon Rutkowski, Zygmuntowskie.pl: Pierwsza bramka dla Śląska padła po stracie piłki pod własną szesnastką. Co zawiodło przy wyprowadzeniu piłki spod własnego pola karnego? Kto mógł zachować się lepiej?

Mariusz Misiura: Szczerze mówiąc, nie widziałem powtórki tej sytuacji. W przerwie w ogóle do niej nie wracałem, bo mam takie podejście, że omawianie oczywistych rzeczy, które już się wydarzyły, niekoniecznie pomaga w danym momencie. Wiem, że Trata był zły na to podanie. Zawodnicy również byli źli na siebie i na to, jak zareagowali. Dlatego w przerwie skupiliśmy się wyłącznie na tym, co możemy poprawić i co musimy zrobić, żeby pokonać Śląsk, a nie na wytykaniu sobie błędów. Na to przyjdzie czas jutro lub pojutrze, kiedy będziemy analizować spotkanie.

Na pewno mogliśmy zachować się bardziej odpowiedzialnie i zagrać prostą, długą piłkę na Karola. Proszę mi jednak wybaczyć, ale nie chciałbym teraz wskazywać, kto konkretnie mógł zachować się lepiej. Nie widziałem powtórki, a z mojej perspektywy ta sytuacja była daleko.

Szymon Rutkowski: Motor przegrywał przez większą część spotkania, ale ostatecznie zdołał odwrócić jego losy. Co zdaniem trenera zadecydowało o tym, że drużyna sięgnęła po trzy punkty?

Mariusz Misiura: Myślę, że nasza gra. W piłce czasami trudno wytłumaczyć, dlaczego grasz dobrze, kontrolujesz sytuację, a przeciwnik pojawia się w twoim polu karnym raz czy dwa przez 60–70 minut, po czym przegrywasz 1:2. Mieliśmy świetne sytuacje, między innymi Karola po strzale głową i Jacka. Był też rzut karny. Stałem przy linii bocznej i nie mogłem uwierzyć, że taki jest wynik.

Kluczowe były wiara, wspólne czytanie sytuacji z trenerami i zastanawianie się, co możemy zmienić oraz jakie wskazówki przekazać zawodnikom. Oni również pomagali nam swoimi spostrzeżeniami. Ciekawe wnioski mieli między innymi Ivo Rodrigues i Rony Lopes. Ostatnio mówiłem, że mamy w klubie bardzo mądrych ludzi na wielu płaszczyznach. Cieszę się, że ze sobą rozmawiamy, współpracujemy i wyciągamy wnioski. Wierzę, że właśnie dzięki temu będą przychodzić wyniki. Krótko mówiąc, wygraliśmy dzisiaj dzięki współpracy na wielu szczeblach.

Szymon Rutkowski: W Motorze oficjalnie zadebiutował Alioune Tall. Czy to znak, że w kolejnych meczach będziemy częściej oglądać tego zawodnika na murawie?

Mariusz Misiura: Tak. Dzisiaj mieliśmy spotkanie, w którym przez długi czas utrzymywaliśmy się przy piłce na połowie przeciwnika i kontrolowaliśmy grę. Tal ma dobre prowadzenie piłki i potrafi uderzyć z 16–20 metrów. Dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić właśnie jego, a nie Łęgiego. Zakładaliśmy, że któreś z naszych dośrodkowań może zostać wybite przed pole karne. Tall mógł wtedy zebrać piłkę, oddać strzał albo stworzyć przewagę dryblingiem.

Oumar podoba mi się od pierwszego treningu. Proszę mi wierzyć, że czasami już po pierwszych zajęciach widać, czy zawodnik ma odpowiednią jakość. Piłkarze potrafią od razu ocenić nowego kolegę i stwierdzić, czy jest gotowy na Ekstraklasę. Oumar kupił nas wszystkich już po pierwszym czy drugim treningu. Nie musi niczego udowadniać, bo wierzymy w jego umiejętności i jakość. Musi jednak cały czas uczyć się naszego sposobu gry. W poprzednim klubie występował na innej pozycji i w innym systemie. Dlatego jest pod szczegółową obserwacją sztabu. Wierzę, że Motor będzie miał z niego dużo pożytku, podobnie jak okazuje się, że może mieć z Kikiego.

Szymon Rutkowski: Na koniec chciałbym zapytać o dwa rzuty karne dla Motoru. Jakie są odczucia trenera w związku z tymi sytuacjami?

Mariusz Misiura: Jeśli chodzi o drugi rzut karny, byłem w stu procentach przekonany, że Jacek był faulowany. Widziałem mocne szarpnięcie za koszulkę. Jacek nie upada w takich sytuacjach bez powodu. Dlatego cały czas podbiegałem do sędziego technicznego, a później do sędziego bocznego. Nie wiem, czy zauważyliście, że nawet kiedy Trata chciał szybko wznowić grę od piątki, krzyczałem, żeby tego nie robił. Byłem przekonany, że musi być rzut karny. Cieszę się, że sędziowie podejmowali dzisiaj właściwe decyzje, mimo że niektóre sytuacje były trudne do oceny. W tym sezonie mieliśmy już przecież przykłady decyzji, które budziły wątpliwości, choćby bramkę uznaną w meczu z Pogonią, której nie powinno być. Podobnie było dzisiaj przy golu Śląska na 2:1, który padł na żyletki.

Najbardziej cieszy mnie jednak charakter drużyny. Dostajesz taki cios w 71. czy 73. minucie, przegrywasz 1:2, a mimo to cały czas wierzysz, że możesz wygrać. Proszę mi wierzyć, że to nie zdarza się często. Nierzadko po stracie takiej bramki mecz jest już praktycznie zamknięty. Przeciwnik cię łamie, a ty nie potrafisz się podnieść. Ta drużyna pokazała charakter. Jestem jej za to wdzięczny i dumny z zawodników.

Józef Kufel, Radio Lublin: Gratuluję wygranej, Trenerze. Co zrobić, żeby Motor przestał tak łatwo tracić gole?

Mariusz Misiura: To dobre pytanie. Patrząc na to, jak dzisiaj chcieliśmy grać ofensywnie i jak ryzykowaliśmy, zostawiając naszych obrońców w sytuacjach jeden na jednego, trochę za to płacimy. To cena, którą ponosimy. Z drugiej strony, patrząc na wszystkie akcje prawą stroną Jacka, Luko i Kikiego, trudno mi zakazywać Lubereckiemu i Lukoszkowi włączania się do akcji ofensywnych. Uważam, że robią to świetnie.

Konsekwencja jest taka, że zostajemy wtedy w obronie tylko z dwoma środkowymi obrońcami. Przeciwnicy dzisiaj z tego skorzystali. Patrząc jednak na kierunek, w którym zmierza współczesna piłka nożna, na pojedynki jeden na jednego i sytuacje, w których trzeba podejmować ryzyko, nie mam zamiaru zmieniać naszej filozofii ani sposobu gry. Chcemy ryzykować i wierzę, że będą mecze, w których nie przytrafią nam się takie błędy jak przy pierwszej dzisiejszej bramce.

Trata żartował, że drużyna uratowała mu tyłek, bo dzisiaj zrobił taki grudniowy prezent. Cieszę się jednak przede wszystkim z tego, jak zareagowaliśmy. Zawodnicy wierzyli mimo kolejnych niepowodzeń, niewykorzystanych sytuacji i rzutu karnego. To pokazuje siłę i charakter tej drużyny. Nie tylko umiejętności, jakość i dobrą grę, ale również to, że się nie poddajemy i wierzymy w to, co robimy.

Józef Kufel: Co z Bartoszem Bereszyńskim?

Mariusz Misiura: Na przedmeczowej konferencji pytaliście o stan zdrowia zawodników. Mówiłem wtedy, że jeden z nich nie trenował i chodziło właśnie o Bartka. Przez ostatnie trzy tygodnie grał z blokadą, z poczuciem, że nic poważnego nie powinno się wydarzyć. Doszliśmy jednak do momentu, w którym dalsze ryzyko mogłoby doprowadzić do pogłębienia urazu i dłuższej przerwy. Tak ocenili to nasz lekarz i fizjoterapeuci. Odbyliśmy z Bartkiem trudną rozmowę, bo ja chciałem, żeby grał i on również chciał wystąpić. Ostatecznie zdecydował rozsądek. Dajemy mu teraz trzy–cztery dni odpoczynku i mamy nadzieję, że będzie gotowy na mecz z Zagłębiem Lubin. Jest dla nas bardzo ważnym zawodnikiem.

Józef Kufel: A z Ivo chyba nie jest jeszcze tak blisko powrotu, skoro dzisiaj nie było go nawet na ławce rezerwowych?

Mariusz Misiura: Ivo chce być w pełni zdrowy, żeby wyjść na boisko i pomóc drużynie. Nie chce grać na blokadach ani z dyskomfortem, bo ma wtedy poczucie, że nie może dać zespołowi tyle, ile by chciał. Cieszy mnie natomiast skuteczność Kikiego podczas jego nieobecności. Drugi mecz i druga bramka. Ivo będzie musiał się mocno napocić i namęczyć, żeby wygryźć Kikiego z pierwszej jedenastki. Na pewno tak łatwo jej nie dostanie.

Józef Kufel: Czy trener wierzy w coś takiego jak prawo serii? Dwa mecze zakończone wynikami 3:2, a teraz spotkanie domowe z Zagłębiem Lubin. Warto pociągnąć tę serię?

Mariusz Misiura: Na pewno zrobimy wszystko, żeby dobrze przygotować się do tego meczu. Po tej konferencji pojadę do domu, zjem z żoną i dzieckiem obiad, a może kolację, wsiądę w samochód i ruszę w stronę Lubina. W połowie drogi zatrzymam się w hotelu, prześpię się i jutro chcę zobaczyć Zagłębie na żywo. Specyfika tej drużyny i sposób jej gry, szczególnie przy stałych fragmentach, bywają trudne do rozpracowania. W materiałach wideo nie zawsze widać wszystkie szczegóły. Ostatnio rywale wykonywali nawet auty ze środkowej linii boiska. Chcę zobaczyć ich strukturę i dynamikę zachowań bez piłki, żeby mieć poczucie, że będziemy przygotowani w stu procentach.

Michał Pietrzak, Lublin Sport News: Chciałbym dopytać o drugi rzut karny, który wykonywał Yacine Bourhane. Czy było ustalone, że jeśli Karolowi Czubakowi nie uda się strzelić pierwszego, to podejdzie właśnie Yacine? Czy była to bardziej decyzja Karola?

Mariusz Misiura: Podczas przerwy reprezentacyjnej rozegraliśmy dwie gry wewnętrzne. Mieliśmy też różnego rodzaju turnieje czteroosobowe. Często mecze kończyły się remisami i rozstrzygaliśmy je w seriach rzutów karnych. Czubi, Yacine i Żaki bardzo dobrze je wykonywali. Mieliśmy poczucie, że ta trójka robi to dobrze, dlatego podczas meczu sami podejmują decyzję. Drugiego rzutu karnego nie widziałem. Odwróciłem się w stronę kibiców, żeby zobaczyć ich reakcję. Podobna sytuacja miała miejsce w Pucharze i wtedy piłka wpadła do bramki. Pierwszego karnego nie widziałem, kiedy go nie wykorzystaliśmy. Przy drugim chciałem zobaczyć reakcję kibiców i cieszyć się razem z nimi. Fajnie, że tak się stało.

Michał Pietrzak: Jeszcze jedno pytanie, trochę z przymrużeniem oka. Czy obecność koszykarek na meczu trochę trenera zainspirowała? Od tamtego czasu Motor odniósł dwa zwycięstwa.

Mariusz Misiura: Ogólnie lubię sport i chodzę na wszystkie mecze. Byłem tutaj również na koszykarzach i koszykarkach. Wcześniej odwiedziłem żużel, a teraz mam zamiar wybrać się na siatkówkę. Myślę, że będziecie mnie często widzieć. Trochę ubolewam nad tym, że nie ma głębszej współpracy między klubami. Wydaje mi się, że każdy z tych zespołów prezentuje bardzo wysoki poziom i jest czym się szczycić oraz z czego być dumnym.

Uwielbiam sport, lubię się angażować i kibicować lokalnym drużynom. Moja Ola ma cztery lata, więc również staram się pokazywać jej różne dyscypliny. Chciałbym, żeby je poznała i być może w przyszłości sama wybrała coś dla siebie. Cieszę się, że oferta sportowa w Lublinie jest tak bogata. Praktycznie co tydzień można tutaj miło spędzić czas.

Kamil Wojdat, Kurier Lubelski: Chciałbym jeszcze zapytać o Karola Czubaka. W pierwszej połowie miał kilka sytuacji, ale nie udało mu się ich wykorzystać. Jak trener ocenia jego występ?

Mariusz Misiura: Pozytywnie oceniam przede wszystkim to, że doszedł do tak dużej liczby sytuacji. To duży plus. Proszę mi wierzyć, że przeciwnicy poświęcają Karolowi bardzo dużo uwagi. Często kryją go indywidualnie i koncentrują się na tym, żeby nie dopuścić go do dogodnych okazji. Dlatego trudno mu dochodzić do sytuacji stuprocentowych. Dzisiaj jednak stworzył sobie ich naprawdę dużo. Oczywiście Karol sam nie będzie zadowolony z tego, że nie zamienił tych okazji na bramki.

Gdyby jednak ode mnie zależało i w meczu z Zagłębiem Lubin mielibyśmy rzut karny, życzyłbym sobie, żeby to właśnie Karol do niego podszedł. Chciałbym, żeby udowodnił sobie, że potrafi dobrze wykonywać jedenastki. Naprawdę nie mam problemu z tym, że jakiś zawodnik nie wykorzysta rzutu karnego czy sytuacji stuprocentowej. Wierzę, że każdy z nich robi wszystko, żeby drużyna wygrała. Strzelanie bramek jest najtrudniejszą rzeczą w piłce nożnej.

Kamil Wojdat: Jak gra się w takim meczu, w którym na trybunach panuje świetna atmosfera, a spotkanie ma charakter kibicowskiego święta? Chciałbym zapytać o kibiców.

Mariusz Misiura: To było fantastyczne widowisko. Ostatni raz, kiedy stadion również był pełny, w meczu z Legią w Pucharze, jeśli dobrze pamiętam, też wygraliśmy. Patrząc na to, jak kibice dopingowali obie drużyny, myślę, że nie mogli narzekać na emocje. Bramka na 3:2 w ostatnich minutach była świetnym zakończeniem tego spotkania. Mówiąc jednak poważnie, atmosfera tutaj jest znakomita. To, jak kibice potrafią nieść drużynę i jak reagują w trudnych momentach, robi ogromne wrażenie.

Tracimy bramkę na 0:1, a doping nie cichnie. Później pada gol na 1:2 w 71. minucie, a kibice nadal wspierają nas tak samo mocno. Należy im się za to ogromny szacunek. Jako trener mogę powiedzieć, że kibice bardzo ułatwiają mi pracę. Nie muszę przed meczem nie wiadomo jak motywować drużyny, bo kiedy wchodzisz do tunelu i słyszysz, jak kibice śpiewają hymn, zawodnicy już czują adrenalinę i chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Trener nie musi wtedy dokładać niczego więcej.

Kamil Wojdat: Na koniec mam jeszcze pytanie do trenera i rzecznika prasowego. Przed meczem nie odegrano hymnu Motoru. Nie pamiętam takiej sytuacji od momentu awansu do Ekstraklasy. Czy zespół wiedział wcześniej, że hymnu nie będzie? Co się zmieniło?

Mariusz Misiura: Wspólnie ze Śląskiem oddaliśmy hołd kibicom, dlatego nie było hymnu ani jednego, ani drugiego klubu.

Michał Perzanowski, PDK Live, Full Sport: Czy krótki okres pomiędzy meczem w Radomiu a dzisiejszym spotkaniem wpłynął na przygotowania? Jak trener to ocenia?

Mariusz Misiura: Wiele osób dziwiło się, że przez trzy tygodnie trenowaliśmy i nie rozegraliśmy żadnego sparingu. Pojawiały się pytania, co się dzieje, skoro mamy tak długą przerwę i nie gramy żadnego meczu kontrolnego. Chciałem jednak z dużym szacunkiem podkreślić, że po rozmowach z ludźmi pracującymi w klubie mieliśmy poczucie, że drużyna potrzebuje spokoju i dobrego treningu. Chcieliśmy skupić się na konkretnych detalach. Podczas treningów można częściej poprawiać poszczególne elementy i pracować nad nimi w grach wewnętrznych niż podczas sparingu. Nigdy nie wiesz, czy przeciwnik nie potraktuje meczu kontrolnego mniej poważnie albo nie przyjedzie rezerwowym składem. Może się wtedy okazać, że chciałeś poćwiczyć grę w obronie, a przeciwnik przez całe spotkanie nie zmusił cię do takiej pracy.

Dlatego po kilku dniach odpoczynku wybraliśmy przez trzy tygodnie mądrą pracę nad różnymi aspektami. Nadal widzimy, że musimy się poprawiać. Nasza gra obronna, pojedynki jeden na jednego i gra w powietrzu wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Proszę mi jednak wierzyć, że mamy w sobie poczucie siły. Kiedy przegrywaliśmy z Rakowem Częstochowa i mieliśmy chyba pięć punktów w tabeli, mówiłem, że drużyna czuje się mocna i że stajemy się coraz silniejsi. Niektórzy drwili z tych słów, a nawet się z nas śmiali. Nie przeszkadzało mi to i nadal mi nie przeszkadza.

Mija miesiąc czy dwa i widzisz, jak dobry jesteś jako drużyna. Obserwujesz innych przeciwników, ich poziom i własną grę, nawet jeśli zdarzają się porażki. To daje poczucie, że w kolejnych spotkaniach wcale nie stoisz na straconej pozycji. Jesteśmy teraz na takim etapie, że możemy się cieszyć, ale z pokorą. Od jutra wracamy do pracy i przygotowujemy się do meczu z Zagłębiem Lubin. Zawodnicy będą mieli dwa dni na regenerację, a my musimy zrobić wszystko, żeby być jeszcze skuteczniejsi w ataku i obronie.

Michał Perzanowski: Chciałbym jeszcze zapytać o drugą bramkę dla Śląska. Wiedzieliśmy, że przeciwnik będzie wznawiał grę długimi podaniami. Samiec-Talar był jednak praktycznie bez krycia, choć wiemy, że to bardzo dobry zawodnik. Czy kontuzja mogła mieć wpływ na to, że został odpuszczony w walce fizycznej?

Mariusz Misiura: Nie został odpuszczony. Zobaczcie, że w środkowej strefie boiska gramy Ronym i Kikim. Rony nie grzeszy centymetrami, więc czasami, chcąc go schować i ustawić zawodników bardziej w pionie, żeby Kiki mocniej asekurował prawą albo lewą stronę, możemy się spóźnić. Dzisiaj właśnie tak się stało. Została zagrana długa piłka i nie do końca dobrze obliczyliśmy jej tor lotu.

Szczerze mówiąc, z boiska byłem w stu procentach przekonany, że jest spalony. Byłem wręcz zdziwiony, kiedy zobaczyłem powtórki. Pomyślałem, że sytuacja była na żyletki. Po kolejnych powtórkach muszę jednak przyznać, że sędziowie dobrze ją ocenili i prawidłowo uznali bramkę dla Śląska. Kluczowa jest jednak reakcja drużyny. W 71. czy 73. minucie tracisz bramkę, a zawodnicy natychmiast ustawiają piłkę na środku boiska i chcą strzelać kolejne gole. To właśnie jest najważniejsze. Nie zwieszają głów i nie tracą wiary w odwrócenie losów spotkania.

Polecamy także