Mariusz Misiura po meczu z Radomiakiem Radom wygranym 3:2 [TRANSKRYPCJA]

Mariusz Misiura: Bardzo dziękuję wszystkim pracownikom klubu za te trzy tygodnie, które teraz przepracowaliśmy. Rozpoczynając od takiej integracji, pojechaliśmy sobie razem z drużyną, ze sztabem, z pracownikami klubu i jeździliśmy takimi terenowymi samochodami. Każdy mógł prowadzić po takich wyboistych, trudnych drogach ten samochód. Po to, żeby tak jak teraz jesteśmy w takim trudnym momencie, kiedy…

Mariusz Misiura: Bardzo dziękuję wszystkim pracownikom klubu za te trzy tygodnie, które teraz przepracowaliśmy. Rozpoczynając od takiej integracji, pojechaliśmy sobie razem z drużyną, ze sztabem, z pracownikami klubu i jeździliśmy takimi terenowymi samochodami. Każdy mógł prowadzić po takich wyboistych, trudnych drogach ten samochód. Po to, żeby tak jak teraz jesteśmy w takim trudnym momencie, kiedy jest tych punktów bardzo mało, to, żeby każdy miał okazję za te kółko wsiąść i je prowadzić. Dzisiaj też Luberkowi powiedziałem, że trudne momenty nie są od tego, żeby uciekać, tylko zmierzyć się z nimi i wywalczyć w takim trudnym momencie te trzy punkty.

Nie miałem okazji podziękować trenerowi za tę rywalizację, dlatego tutaj to zrobię. Wydaje mi się, że byliśmy takim zespołem, który bardziej chciał dzisiaj wygrać i cieszę się, że to zrobił. Jak nie wykorzystywaliśmy sytuacji na 3:1, to takie w głowie demony się pojawiły tego meczu z Legią Warszawa, kiedy prowadziliśmy 2:1, Maki miał sytuację, nie trafia, przegraliśmy 2:3. Tutaj Radomiak wyrównuje na 2-2, to proszę mi wierzyć, że złość taka wewnętrzna była ogromna, ale później niesamowity nasz dzieciak Kiki strzelił bramkę i wygrywamy 3:2, z czego się naprawdę bardzo cieszymy.

Kacper Dudziak [Zygmuntowskie.pl]: Dzisiejszy mecz był debiutem trenera Johna Carvera. Czego się spodziewaliście po Radomiaku?

Mariusz Misiura: Na pewno energii, chęci wygrania spotkania. Rozmawialiśmy z kilkoma zawodnikami z Pogoni Grodzisk po ich sparingu i od nich się dowiedzieliśmy że już na sparingu ta energia była. Można było się spodziewać tego tutaj i był taki moment trudny dla nas bardzo, kiedy wyrównali na 2:2 i cały stadion zaczął tam krzyczeć jeszcze jeden, takie coś i to był trudny nasz moment i cieszę się, że my go przetrwaliśmy, za chwilę wyprowadziliśmy akcję. Spodziewaliśmy się, że nie będzie zmiany struktury, ale że jakieś nowe mechanizmy się pojawią. Wiedzieliśmy, że największym atutem będzie tutaj duża energia i jakby naszym dzisiaj zadaniem na odprawie było, że obojętnie jaką energię dzisiaj tutaj przedstawi Radomiak, to patrząc jakie mamy miejsce w tabeli, to my nasza energia ma być jeszcze większa, że mamy się dopasować, mamy się zaadoptować do tego poziomu i jeszcze być lepszym, wyższym. Cieszę się, że tak się udało.

Kacper Dudziak: Z czego wynikły trzy żółte kartki w 23 minuty? To pewien przypadek?

Mariusz Misiura: Właśnie wydaje mi się, że to świetne dopełnienie tego, co powiedziałem o tej energii. Zobaczcie, że jak często w Radomiu się dużo meczów rozgrywa w pierwszych pięciu minutach, często strzelacie bramki na dzień dobry. Ja pamiętam na takim meczu, tutaj nie chciałbym pomylić przeciwnika, ale było 2:0 po 8 minucie, ja pamiętam, że się spóźniłem 10 minut, wchodzę, a już jest 2:0 i często tutaj ten początek jest z Waszej strony dobry. Kiedyś ja grałem sparing ze Zniczem Pruszków i tak samo, chyba po 15 minutach, przegrywałem 0:3, więc uczulałem, że tutaj początek jest bardzo ważny i musimy dać od razu energię.

Michał Perzanowski [PDK Live, Full Sport]: Czy podczas tej przerwy reprezentacyjnej trener zyskał większy obraz na pozycjach poszczególnych, gdzie toczy się zacięta rywalizacja. No bramka tutaj to można powiedzieć, że już Trata wygrał rywalizację, ale środek obrony, prawa strona, czy środek pomocy?

Mariusz Misiura: Teraz dużo czasu poświęciłem zawodnikom rezerwowym w tym czasie. Wziąłem sobie na rozmowę Tina, Thomasa Santosa czy Fabio Ronaldo. Zawodników, którzy ostatnio rozpoczynają mecze na ławce, bo to nie jest taka, łatwa sytuacja, kiedy twoi koledzy grają a Ty nie. Prosimy ich, żeby właśnie mocno naciskali. Dlatego nie zrobiliśmy żadnego sparingu, bo chcieliśmy po prostu trenować, chcieliśmy pracować nad pewnymi elementami, zrobiliśmy grę wewnętrzną z jakimś zakładem wewnętrznym i ten zakład wewnętrzny tak bolał drużynę przegraną, że wywarli na mnie presję, żebym w tym mikrocyklu następnym znalazł moment, że możemy zagrać rewanż i tak się to stało i już tam był remis.

Cieszyłem się z takiej energii, jaką już pokazywaliśmy na treningu. Wiadomo, że kibice często oceniają to, co widzą na boisku, tylko ja mam tą przyjemność, że widzę codziennie, jak oni funkcjonują, jak grają i proszę wierzyć, że dzisiaj na mojej odprawie to była tylko i wyłącznie prośba, żeby pokazali chociaż jakiś procent tego, co codziennie widzę na treningu, jak dobrymi są piłkarze, jak dobrymi jesteśmy zespołem. Wierzę, że to zwycięstwo doda nam jeszcze więcej energii, że będziemy mogli to robić w kolejnych spotkaniach.

Michał Perzanowski: Właśnie, trenerze, bo nawiązał trener do odprawy, a ja bym przerwę tą pomiędzy połowkami spytał.

Mariusz Misiura: Totalny spokój. Wszedłem do szatni i powiedziałem „Panowie, gramy świetny mecz”. Świetny, bardzo dobry, co prawda przegrywamy 1:0, ale jakby patrząc na przebieg meczu mamy kontrolę. Przeciwnik dał tylko chyba dwa strzały po stałych fragmentach gry, nie miał żadnego wejścia w pole karne, więc jakby totalna kontrola. Nic nie chcieliśmy zmienić, pokazaliśmy właśnie tylko tę specyfikę poruszania się Grzesika i Alvesa. Jak dostaliśmy informację, że Luquinhas schodzi, to tak samo gdzieś tam u Lukoszka i Roniego czuliśmy, że może Luquinhas schodzi częściej do szerokości, więc na to się przygotowaliśmy.

No i wydaje mi się, że właśnie taka bym powiedział chęć wygrania, wreszcie odwrócenia tego wyniku była dzisiaj widoczna. Cieszę się, że kibice przyjechali taką liczną grupą, cieszę się, że daliśmy wreszcie im możliwość cieszenia się ze zwycięstwa, bo ja sobie zdaję sprawę, że momentami z naszej gry naprawdę można było być dumnym, tak jak w różnych spotkaniach czy z Legią, czy z Jagiellonią, ale koniec końców tych punktów nie dopisujesz i się frustrujesz, dlatego się cieszę, że dzisiaj je zdobyliśmy.

Michał Perzanowski: Czy będzie trener coś myślał o zmianie systemu w obronie stałych fragmentów gry?

Mariusz Misiura: Znaczy porozmawiamy z trenerami odpowiedzialnymi za ten aspekt. Mam do nich pełne zaufanie, bo pracuję z nimi od 2 do 5 lat i wiem jak dobrymi fachowcami są w tej dziedzinie. Też trzeba przyznać, że ta pierwsza bramka to było fantastyczne wykonanie, bardzo dobre dośrodkowanie, w tempie wyjście. Czasami możesz też zrobić wszystko dobrze, ale przeciwnik zrobi to fantastycznie, więc tak jak mówię, dobrze byliście w tym elemencie przygotowani. Dzisiaj w starych fragmentach Radomiak wygrał 2:1 chyba tak, bo my strzeliliśmy jedną bramkę, wy dwie, ale cieszę się, że ta nasza w 93 minucie była na wagę trzech punktów.

Szymon Janczyk [Weszło]: Jak terenówki mają się do zapisów w kontraktach? Zwykle są takie zapisy u zawodników, że nie mogą tak ryzykownych, ekstremalnych sportów uprawiać.

Mariusz Misiura: Nie pomyślałem o tym w tamtym momencie, ale patrząc w jakiej ekstremalnie trudnej sytuacji byliśmy jeszcze trzy tygodnie temu, to wydaje mi się, że po prostu wzięliśmy to ryzyko. Były takie sytuacje, że gdzieś tam ktoś uderzył głową o szybę, ale to z drugiej strony dobrze, bo tak jak mówię, dzisiaj miałem takie poczucie, że żaden zawodnik nie pęka. Każdy idzie szybko, stąd cztery żółte kartki. Rozmawialiśmy w przerwie o odpowiedzialności, żeby z jednej strony chcieć odwrócić mecz, czyli dawać energię, ale z drugiej dyscyplinę i taki rozsądek, żeby za chwilę nie dostać czerwonej kartki, nie osłabić drużyny. Cieszę się, że była energia, rozsądek, dyscyplina, więc dumny z nich jestem bardzo.

Szymon Janczyk: Jest w tym zwycięstwie coś z wycieczek do Radomia, żeby podejrzeć rywala przy okazji wolnego, czy po zmianie trenera nie było sensu się tym kierować?

Mariusz Misiura: Za każdym razem mówiłem, że bardzo mi się podoba sposób tutaj gry piłkarzy. Jest taki ofensywny i ja sobie zdawałem sprawę, że ten mecz będzie bardzo trudny. Byłem tylko ciekawy tego krótkiego czasu dwutygodniowego, bo trener Carver przyszedł dopiero chyba po kilku dniach tej przerwy, na ile w stanie jest wdrożyć jakieś bym powiedział swoje mechanizmy i tutaj dla nas było kluczem dzisiaj przygotować się na to.

Jeszcze w drugiej połowie jak zobaczyłem, że w przerwie wszedł Luquinhas na tą samą stronę co Grzesik, to kluczem było właśnie tam rozpoznawanie, kiedy Grzesik jest na szóstce, kiedy na ósemce, kiedy jako obrońca. Kiedy Luquinhas schodzi ze środka na szeroką. Wydaje mi się, że to świetnie nam wyszło, bo mieliśmy bardzo dużo odbiorów wysokich, po czym wyprowadziliśmy ataki i z tego też padały bramki. Gratuluję też sztabowi, bo pracuję naprawdę z mądrymi ludźmi. Byliśmy dobrze przygotowani do spotkania, też świetna relacja zawodników ze sztabem.

Można mieć takie poczucie, że nie masz wyników, że drużyna tak ciebie do końca nie czuje. U nas wyraźnie odwrotnie, mieliśmy cały czas taki dobry dialog, dobry kontakt. Nawet dzisiaj po tym ostatnim gwizdku, pierwszy taki moment i od razu idzie do ciebie Bereś, za chwilę Rony Lopes. Oni sobie znają sprawę, jakie to jest uczucie mieć sześć punktów tylko i czytają różne rzeczy na swój temat.

Szymon Janczyk: Właśnie o Roniego Lopesa chciałem jeszcze zapytać. Na pewno rzuciły się w oczy dwa świetne podania w pole karne, ale generalnie myślę, że rośnie ten piłkarz. Jak z nim pracowaliście przez ten ostatni okres? Jak udaje się go odbudować? Co wam daje?

Mariusz Misiura: No właśnie podszedł do mnie chyba dwa albo trzy dni temu, gdy trenował na siłowni. Ja mówię: „Roni, miałeś grać w piłkę, a cały czas cię widzę na siłowni”. „No właśnie, oszukałeś mnie, bo dzwoniłeś do mnie, żebym tutaj przyszedł grać, kreować, a cały czas tylko biegam i ćwiczę na siłowni”. Powiedziałem: „Spokojnie, to już ten czas, teraz po tej przerwie na kadrę, masz świetną wagę, tak samo tkankę tłuszczową”. Nasz trener motoryczny Zbyszek pracuje, więc ja wierzę, że z każdym tygodniem będziemy widzieć coraz lepszego Roniego.

Nie mogę się doczekać, kiedy Ivo Rodrigues wróci i będziemy mogli ich zobaczyć razem na boisku, chociaż też nie zapominajmy o dzisiaj bohaterze spotkania o Kikim. Świetny dzieciak, naprawdę. Ja jestem jego fanem, od naszego pierwszego spotkania na treningu. Niesamowity potencjał, bo dotykając kiedyś pierwszy raz Wiktora Nowaka, to mam takie poczucie, że mają bardzo dużo wspólnych cech.

Szymon Janczyk: To ostatnia rzecz ode mnie, jak te stałe fragmenty wpadły? Pierwsza piłka taka w zasadzie w ten bok z pięciu metrów, bardzo blisko bramki, drugi strzał z kolei z dalszej odległości, a też z takiej właśnie sytuacji, która pozornie nie wydawała się aż tak groźna.

Mariusz Misiura: No na pewno będę rozmawiał z naszymi trenerami, którzy są odpowiedzialni za ten element, tak samo z zawodnikami. Wy też jednak macie dobrych trenerów w sztabie, którzy dobrze przygotowują drążynę, nie tylko w tym elemencie. Uważam, że dzisiaj jest poziom wysoki w Ekstraklasie i każdy chce przychytrzyć przeciwnika i tak, i w tym elemencie wydaje mi się, że dzisiaj Radomiak nas przechytrzył. Z drugiej strony w wysokim pressingu czy w mijaniu pressingu wydaje mi się, że my dzisiaj byliśmy troszeczkę lepsi, konsekwencją tego jest wynik 3:2. Szanuję i trenera Carvera i sztab jaki tutaj ma, bo kilkakrotnie tu przyjeżdżamy i za każdym razem widzę drużynę, która jest przygotowana.

Tomasz Pluta: To ja zapytam, co Pana zdaniem było kluczowe, oprócz tej chęci wygranej, żeby odwrócić to spotkanie, bo w tej pierwszej połowie, tak jak trener powiedział, raczej prowadziliście tę grę, nieźle ona się zawiązywała, natomiast brakowało konkretów w polu karnym, mimo że częściej wchodziliście. Radomiak z kolei tylko właściwie z całej fragmenty i jedna kontra, gdzie Bereś przecina zagrania, a jednak 0:1 do przerwy.

Mariusz Misiura: Musisz zapytać mojego rzecznika prasowego, bo właśnie to dokładnie powiedziałem te same słowa, że brakuje nam konkretów pod bramką, bo właśnie dochodzimy, bym powiedział, nie chcę powiedzieć dosyć łatwo, ale często i brakowało tam właśnie uderzenia, brakowało dośrodkowania, takiego bym powiedział mocniejszego. Dlatego się ucieszyłem ze strzału właśnie Jacquesa, byłem zły, mówię na tą sytuację 3 na 2 niestrzeloną, bo podobny był mecz z Legią, czyli przegrwamy 1:0, odwracamy na 2:1, wykreujemy sobie bramkę na 3:1. I za chwilę przegrywasz mecz. Tak samo teraz. Wyprowadziliśmy zespół na 2:1. Mamy sytuację super na 3:1. I za chwilę masz na 2:2.

Załóżmy, że dzisiaj mecz się kończy 2:2. Zprzebiegu meczu moglibyśmy czuć się niezadowoleni? No właśnie. I o to właśnie chodzi w piłce, żeby nie dać w jakiś sposób na koniec dnia sobie zabrać tych punktów, bo nam ich brakuje. Dlatego to co dokładnie te słowa, że konkrety, większe, jeszcze większa odwaga, poświęcenia. Mimo tej sytuacji w tabeli, czujemy się mocni.

Tomasz Pluta: To tak na koniec pół żartem, pół serio. Chyba kondycja całkiem dobra ze względu na ten sprint w końcówce.

Mariusz Misiura: Mam dwa biodra do wymiany. Zrobiłem rezonans i doktor mój powiedział, że Mariusz niestety dwa biodra do wymiany i jak będzie przerwa zimowa, to wymienię jedno i później w lato drugie. Były te rzeczy rożne i tak sobie w głowie pomyślałem:”Kurczę, jak strzyję bramkę, to tam do nich pobiegnę”. No i padł gol. Chciałem Kikiego, jak najszybciej do niego dobiec, bo ja sobie zdaję sprawę, jaką on miał sytuację w poprzednim sezonie. Jak nie grał, albo był wypożyczony do pierwszej ligi, tam też nie zawsze grał, bo był tam limit obcokrajowców spoza Unii Europejskiej i czasami grał, nie grał.

Jakby od pierwszego treningu, jak usiadłem z nim i z Jacquesem, to powiedziałem Jacquesowi, że dawaj go pchamy, żeby z niego więcej wydobyć, bo niesamowity talent, niesamowite umiejętności i mega się cieszę, że dzisiaj strzelił tę bramkę na 3:1, naprawdę gratuluję drużynie tego. Mówię o zawodnikach, o sztabie, o pracownikach klubu, o prezesie, właścicielu, że mieliśmy razem ten moment trudny, bo to jest trudny moment, dalej jest trudny, musimy iść dalej po prostu. O kibicach, że to jest ciekawe doświadczenie przeżyć taki moment, bo masz mało punktów, 9 meczy i widzisz jak to się zachowuje i w jaki sposób.

To nasze zachowanie wobec samych siebie mi się podobało, że nie było nerwowości, była duża merytoryka, była duża chęć pracy, ciężkiej pracy, nie było żadnego marudzenia, czy była dobra pogoda, czy niedobra. Każdy wykonał swoje obowiązki i taka radość jak dzisiaj była w szatni to jest coś pięknego, oby częściej.

Polecamy także