Motor Lublin z ważnym zwycięstwem w Radomiu!

W Radomiu w poniedziałek o godzinie 18:00 rozpoczął się mecz, w którym miejscowy Radomiak podejmował Motor Lublin. Dla obu drużyn było to szalenie ważne spotkanie, ponieważ nie rozpoczęły udanie obecnego sezonu Ekstraklasy. Bardziej zadowoleni na pewno są kibice z Lublina, gdyż ich drużyna zwyciężyła 2:3.

Pierwszą ciekawą akcją w meczu popisał się Motor Lublin. W 10. minucie Technicznie z dystansu uderzył Kamil Lukoszek, ale jego strzał obronił Filip Majchrowicz. 10 minut później Motorowcy trafili do siatki, ale skuteczna dobitka Mbaye Jacquesa Ndiaye po wcześniejszym uderzeniu Karola Czubaka nie została uznana. To przez minimalnego spalonego Makana Aiko. W 24 minucie drogę do bramki znaleźli gospodarze, którzy dobrze rozegrali rzut rożny. Gaspera Tratnika pokonał Filip Koperski. Za chwilę mogło być 2:0 dla Radomiaka, ale podanie Ronaldo Lumungo do Fernanda Goure, który wychodził na czystą pozycję w ostatniej chwili zostało przecięte przez Bartosza Bereszyńskiego.

Do przerwy 1:0 prowadzili Zieloni. Lublinianie szybko ruszyli do odrabiania strat. Najpierw zza pola karnego próbował Rony Lopes, lecz dobrze interweniował Majchrowicz. Jednakże chwilę później, w 53 minucie był już bezradny. Po jego rękach przeleciało silne uderzenie Ndiaye, który dał Motorowi wyrównanie.

Po upływie 17 minut Żółto-Biało-Niebiescy wyprowadzili kolejny cios. Czubak został sfaulowany przez Roberto Alvesa w szesnastce Radomiaka i sędzia Tomasz Kwiatkowski wskazał na jedenasty metr. Najlepszy strzelec RKSu z wykorzystał rzut karny z zimną krwią.

Wynik mógł podwyższyć Fabio Ronaldo, ale jego strzał w dogodnej sytuacji wybronił Majchrowicz. Zamiast tego w 80 minucie wyrównali podopieczni Johna Carvera. Po wrzutce Ibrahimy Camary bramkę głową zdobył Steve Kingue.

Wynik 2:2 utrzymywał się aż do doliczonego czasu gry. Tuż przed ostatnim gwizdkiem rzut rożny miał Motor Lublin. Ronaldo dośrodkował na bliższy słupek, piłkę strącił Marek Bartos i trafiła ona wprost na głowę Christophera Simona, który umieścił futbolówkę w siatce. Senegalczyk został bohaterem lubelskiej ekipy i dał jej wygraną 2:3.

Motor Lublin wyszarpuje 3 punkty w drugiej połowie

Pierwsza połowa w wykonaniu Motoru Lublin zdecydowanie nie należała do udanych. Żółto-Biało-Niebiescy co prawda szukali swoich szans na zdobycie gola, ale efektów to nie przynosiło. Widoczny był brak pomysłu na grę, który mógłby zaskoczyć rywali. Trudno było oczekiwać, że ciągłe wrzutki w kierunku Karola Czubaka stworzą realne niebezpieczeństwo w polu karnym gospodarzy, szczególnie, że kapitan RKSu był kryty podwójnie, a momentami nawet potrójnie. Nie pomagał również Mbaye Jacques Ndiaye, który mógł irytować chociażby częstymi stratami.

Dosyć niepewnie wyglądała też gra w defensywie, o czym świadczy aż 5 żółtych kartek po stronie Motoru w pierwszych 45 minutach. Po raz kolejny w tym sezonie Duma Koziego Grodu straciła gola po stałym fragmencie gry. Jak widać mimo upływu tygodni wciąż jest to bolączka, z którą muszą się mierzyć zarówno zawodnicy, jak i sztab. Niewiele brakowało, aby Radomiak powiększył swoje prowadzenie, ale zapobiegła temu świetna interwencja Bartosza Bereszyńskiego. Mimo tego znalezienie pozytywów po stronie lublinian w pierwszej połowie graniczyło z cudem. Raczej nie należało się spodziewać odrobienia strat z taką grą.

Potrzebna była poprawa i nadeszła ona niemal od razu po przerwie. Podopieczni Mariusza Misiury zdecydowanie wzięli się w garść i w ich postawie dało się zauważyć znacznie większą determinację niż w pierwszej połowie. Wyraźnie odżył Ndiaye, który strzelił gola i zaczął coraz bardziej dawać się we znaki radomskim obrońcom. Na drugim skrzydle aktywni byli również Makan Aiko i Fabio Ronaldo. To właśnie ten drugi popisał się dośrodkowaniem, które dało Motorowi wygraną. Śmiało plusa można zapisać także przy Ronym Lopesie, dla którego był to pierwszy mecz od pierwszej minuty w bieżących rozgrywkach. Dobrze odnalazł się w roli lidera środka pola pod nieobecność Ivo Rodriguesa i widać było, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza.

Jak zwykle należy też wspomnieć o Karolu Czubaku. „Czubi” dobrze wywiązał się ze swojej roli wywalczając rzut karny i zamieniając go na gola. W tym sezonie Ekstraklasy wpisał się na listę strzelców już po raz szósty. Po tej bramce widoczny był lekki przestój w grze Motorowców. Wycofali się oni pod własne pole karne, co wykorzystali przeciwnicy. Po golu wyrównującym wydawało się, że w tym meczu nic już się nie wydarzy. Jednak Żółto-Biało-Niebiescy pokazali charakter i wydarli sobie 3 punkty w ostatniej akcji spotkania. Ten zastrzyk punktów bez wątpienia był im potrzebny. Pozwolił on im na lekki oddech i opuszczenie strefy spadkowej.

Już w najbliższą sobotę o 14:45 Duma Koziego Grodu podejmie na Motor Lublin Arenie zaprzyjaźniony Śląsk Wrocław. Na trybunach szykuje się więc wielkie święto, natomiast na boisku prawdopodobnie nie będzie już tak przyjaźnie. Obie ekipy nadal szukają punktów, które pozwoliłby im wyjść z dolnych rejonów ligowej tabeli.

Polecamy także