Śląsk ma na czym budować, ale problemy nie zniknęły.

Śląsk Wrocław po trzech pierwszych meczach PKO Ekstraklasy ma na swoim koncie cztery punkty. Wrocławianie, mimo trudnego terminarza, zdołali zapunktować, a przy tym rozgrywali naprawdę dobre spotkania. W samym klubie spokoju jednak nie ma. Dotyczy to zarówno sfery sportowej, jak i najwyższych stanowisk w klubie. Jak zatem można ocenić początek sezonu w wykonaniu Śląska Wrocław?

Śląsk przegrywa z Górnikiem ale ma na czym budować

Śląsk Wrocław swoje pierwsze spotkanie w PKO Ekstraklasie po ponad roku przerwy rozegrał w Zabrzu. Wrocławianie już w pierwszym meczu trafili na rywala z górnej półki. Górnik Zabrze, czyli wicemistrz Polski, naturalnie był w tym spotkaniu stawiany w roli faworyta. Jednak pierwsza połowa zdecydowanie należała do WKS-u. Już w 7. minucie Śląsk objął prowadzenie po pewnym wykończeniu Przemysława Banaszaka.

Po tej bramce Śląsk nie zdjął nogi z gazu i bardzo umiejętnie powstrzymywał Górnika przed tworzeniem groźnych sytuacji bramkowych. Jednocześnie WKS miał kilka szans na podwyższenie prowadzenia, jednak brakowało dobrego wykończenia akcji. W pierwszej połowie najbardziej wyróżniała się druga linia Wrocławian, w której rządził i dzielił Jorge Yriarte. Pierwsza połowa zakończyła się sensacyjnym prowadzeniem gości 1:0, a po przerwie spodziewano się odpowiedzi Górnika.

Ostatecznie tak też się stało, jednak nie można powiedzieć, że drużyna trenera Gasparika miała łatwe zadanie. Górnik, nie rozgrywając najlepszego spotkania, zdołał je wygrać, co tylko pokazuje jego klasę. Zespół Ante Šimundžy z pewnością nie odstawał poziomem od swojego przeciwnika. W drugiej części spotkania zabrakło koncentracji, a także doświadczenia na poziomie PKO Ekstraklasy. Widać to chociażby po sytuacji Rosiaka, który otrzymał świetne podanie od Malaya Dembélé, jednak jego strzał poszybował nad bramką gospodarzy. Problemem Śląska w Zabrzu były słabe zmiany, które jedynie zaszkodziły zespołowi. Wrocławianie w drugiej połowie nie potrafili utrzymać wypracowanej kontroli, co Górnik bezwzględnie wykorzystał.

Nie znaczy to jednak, że Śląsk zagrał słabo. Mimo porażki WKS wyglądał na zespół świadomy swoich możliwości, który potrafił maksymalnie wykorzystać swój potencjał kadrowy. Drugie spotkanie w sezonie zapowiadało się na równie trudne jak pierwsze. Ostatecznie jednak drugi mecz okazał się dla Śląska zdecydowanie bardziej udany.

 

Śląsk na barkach Piotra Samca Talara

W drugim meczu Śląsk Wrocław podejmował Raków Częstochowa, czyli kolejny zespół grający w europejskich pucharach. Przed meczem faworytem był Raków i przez większość spotkania potwierdzał swoją przewagę. Szczególnie pierwsza część spotkania była prawdziwym festiwalem niewykorzystanych sytuacji po stronie Rakowa. Ostatecznie drużyna Dawida Kroczka objęła prowadzenie po sporym błędzie Christodoulou, który wykorzystał Mahir Emreli. Po tej bramce Raków zdecydowanie odpuścił i liczył na spokojne dowiezienie prowadzenia do końca spotkania. Ostatecznie pragmatyczna gra Rakowa poskutkowała stratą prowadzenia w 86. minucie. Po sporym zamieszaniu w polu karnym po wrzutce Piotra Samca-Talara piłkę do bramki wepchnął Luka Marjanac, doprowadzając tym samym do remisu.

Śląsk jednak na tym nie poprzestał i w 90. minucie Samiec-Talar strzelił bramkę na 2:1, dając tym samym swojej drużynie zwycięstwo. Bohaterem meczu został Piotr Samiec-Talar, który miał bardzo duży udział przy obu golach Wrocławian. Dobre spotkanie zanotowali także rezerwowi, jak chociażby Michał Mokrzycki czy Malay Dembélé, którzy również przyczynili się do zdobycia bramek. Najbardziej imponowała jednak walka do samego końca. Śląsk potrafił w samej końcówce odwrócić losy spotkania przeciwko naprawdę mocnemu rywalowi. Takie zwycięstwo z pewnością zbudowało w zespole dużą pewność siebie, która w najbliższych meczach może dodać skrzydeł.

Pierwsze dwa spotkania w PKO Ekstraklasie można ocenić pozytywnie, mimo porażki w jednym z nich. Ta drużyna nie wyglądała jak typowy beniaminek, który liczył jedynie na remis z czołowymi zespołami. Śląsk nie dość, że chciał wygrywać, to jeszcze próbował robić to w dobrym stylu. Przed meczem z Cracovią nastroje wokół drużyny były dobre i liczono, że kolejne spotkanie u siebie również przyniesie zwycięstwo. Sam mecz pokazał jednak, że Śląsk ma przed sobą sporo pracy.

Słaby mecz z Cracovią

Zdecydowanie był to najsłabszy mecz Śląska w tym sezonie. Mimo że spotkanie zakończyło się remisem, dzięki czemu bilans punktowy się powiększył, sam występ był bardzo przeciętny. Kapitan Śląska, Piotr Samiec-Talar, nie rozegrał zbyt udanych zawodów, co było widoczne w grze całego zespołu. Defensywa również popełniła więcej błędów niż w poprzednich meczach, mimo że Śląsk zachował czyste konto. Była to jednak bardziej zasługa Karola Niemczyckiego, a także słabej skuteczności ofensywnych piłkarzy Cracovii. W samym meczu doszło również do niemałej kontrowersji na niekorzyść Śląska Wrocław. W 82. minucie czerwoną kartkę otrzymał Lamine Ba, lecz zaraz po spotkaniu wiele osób nie zgadzało się z decyzją arbitra. Sam klub złożył odwołanie w tej sprawie, a decyzja ma zostać podjęta tuż przed kolejnym spotkaniem.

Mimo to trzeba przyznać, że Śląsk miał duże problemy w tym meczu. Szczególnie było to widoczne w drugiej linii, gdzie Wrocławianie mieli spore problemy z dłuższym utrzymaniem się przy piłce. WKS miał wciąż swoje okazje do strzelenia gola. W jednej z sytuacji Luka Marjanac musnął piłkę w stronę Banaszaka. Napastnik Śląska popisał się jednak bardzo słabym strzałem i ostatecznie piłka wylądowała obok bramki. Końcówka, mimo gry o jednego piłkarza mniej, nie była wcale rozpaczliwą obroną wyniku. Jednak widać było, że zespół trenera Šimundžy nie rzucił się na rywala. Ostatecznie ten wynik nie jest zły, bo w sytuacji Śląska każdy punkt jest niezwykle cenny. Tym bardziej że w klubie obecnie spokoju nie ma, a kolejne problemy zaczynają się pojawiać.

3S1A3895
Michał Stawarz

Śląsk ma nowe problemy

Śląsk Wrocław jest kojarzony z tym, że w samym klubie nigdy nie jest spokojnie. Nie inaczej jest również teraz, ponieważ w mediach pojawiają się informacje o dużej zmianie na najwyższych szczeblach klubu. Zmienić ma się prezes, którym obecnie jest Remigiusz Jezierski, piastujący ten urząd od stycznia 2026 roku. Na dodatek bardzo poważnej kontuzji doznał Michał Mokrzycki, który zerwał więzadło krzyżowe w kolanie i wypadnie z gry niemal do końca sezonu. Taki obrót spraw może sprawić, że w klubie ponownie pojawi się chaos organizacyjny, nie tylko na boisku, ale również w gabinetach.

Nie podano jeszcze informacji, kto może zastąpić prezesa Jezierskiego. Może być to człowiek związany z Wrocławskim ratuszem, ale i również osoba z zewnątrz. Trudno stwierdzić, kogo władze Wrocławia wybiorą na to stanowisko, jednak sam moment zmiany nie wydaje się dobry. Klub wreszcie się ustabilizował i ma jasny kierunek, w którym chce zmierzać. Zmiana na tak ważnym stanowisku może jednak zaburzyć ten kierunek i ponownie wprowadzić zamieszanie w strukturach klubu.

Kontuzja Mokrzyckiego za to bardzo mocno odbije się na Śląsku. Były kapitan ŁKS-u był kluczowym elementem zespołu przez ostatnie miesiące. Swoją jakość zdążył już pokazać na poziomie PKO Ekstraklasy, jednak przez najbliższe miesiące Ante Šimundža będzie musiał radzić sobie bez niego. Przed dyrektorem sportowym Rafałem Grodzickim stoi więc trudne zadanie związane z obsadą tej pozycji. Czy Śląsk sięgnie jeszcze po kogoś na rynku transferowym, czy postawi na zawodników już znajdujących się w kadrze? Odpowiedź powinniśmy poznać niedługo.

Wrocławianie wchodzą w wymagający okres

Śląsk z pewnością nie będzie miał łatwo w dalszej części rozgrywek. Wypadnięcie jednego z kluczowych zawodników zawsze oznacza dla zespołu spory problem, niezależnie od tego, czy uda się go zastąpić na rynku transferowym. Michał Mokrzycki był ważnym elementem zespołu i jego brak będzie odczuwalny przede wszystkim w środku pola. Ante Šimundža będzie musiał znaleźć odpowiednie rozwiązanie, aby jak najlepiej zrekompensować jego nieobecność. Na dodatek przed Wrocławianami bardzo trudne spotkania z Zagłębiem Lubin, Legią Warszawa i Widzewem Łódź. Każdy z tych rywali będzie wymagającym przeciwnikiem, a Śląsk będzie musiał udowodnić, że potrafi regularnie punktować również przeciwko zespołom z podobnych lub wyższych rejonów tabeli.

Do tego wszystkiego dochodzą potencjalne zmiany na stanowisku prezesa, które również mogą wprowadzić sporo zamieszania. WKS ponownie może mieć problemy z organizacją na najwyższych szczeblach klubu, a tego z pewnością nie potrzebuje drużyna, która dopiero wróciła do PKO Ekstraklasy. Stabilność poza boiskiem jest równie ważna jak wyniki osiągane przez zespół. Jeżeli dojdzie do zmiany prezesa, klub będzie musiał zadbać o to, aby nie wpłynęła ona negatywnie na pracę pionu sportowego. Najważniejsze będzie teraz utrzymanie stabilności.

Śląsk musi poradzić sobie z problemami kadrowymi, wymagającym terminarzem oraz sytuacją organizacyjną w klubie. Jeżeli Wrocławianie będą w stanie to zrobić, mogą spokojnie myśleć o dalszym budowaniu swojej pozycji w PKO Ekstraklasie. Początek sezonu pokazał, że WKS ma podstawy, aby wierzyć w utrzymanie, a być może nawet w coś więcej niż tylko walkę o pozostanie w lidze.