Motor Lublin nie daje szans Legii w Pucharze Polski!
Motor Lublin na własnym terenie zmierzył się z Legią Warszawa w ramach rozgrywek Pucharu Polski. Żółto-Biało-Niebiescy nie byli faworytem, ale pokazali wszystkim niedowiarkom, że niesłusznie skazywano ich na pożarcie. Mecz zakończył wynikiem 3:0 dla gospodarzy. Kapitalna pierwsza połowa Motoru W mecz perfekcyjnie weszli Motorowcy. W 2 minucie Robert Deziel próbował przechwycić długie podanie Bartosza Bereszyńskiego,…

Motor Lublin na własnym terenie zmierzył się z Legią Warszawa w ramach rozgrywek Pucharu Polski. Żółto-Biało-Niebiescy nie byli faworytem, ale pokazali wszystkim niedowiarkom, że niesłusznie skazywano ich na pożarcie. Mecz zakończył wynikiem 3:0 dla gospodarzy.
Kapitalna pierwsza połowa Motoru
W mecz perfekcyjnie weszli Motorowcy. W 2 minucie Robert Deziel próbował przechwycić długie podanie Bartosza Bereszyńskiego, ale jego próba przyjęcia zakończyła się katastrofą dla Legionistów. Piłkę zgarnął Fabio Ronaldo, który zszedł do środka i zagrał do niepilnowanego Karola Czubaka. Reprezentant Polski miał przed sobą tylko Otto Hindricha i pewnie pokonał go strzałem po ziemi. Dość niespodziewanie na prowadzenie wysunęli się gospodarze.
Podopieczni Marka Papszuna od razu zaczęli szukać szans na wyrównanie stanu rywalizacji. W 15 minucie groźnie wrzucili w pole karne Motoru z autu. Celnie główkował Łukasz Zjawiński, ale między słupkami czujny był Gašper Tratnik.
Do powtórki z 2 minuty mogło dojść niecały kwadrans później. Deziel po raz kolejny popełnił błąd, co znowu chciał wykorzystać Ronaldo, który ponownie dograł do Czubaka. Kompletnie niekryty snajper Motoru szykował już uderzenie, ale zdołał go dogonić Rafał Augustyniak, przez co zdecydował się zamarkować strzał. Czubak próbował zgubić Augustyniaka i uderzył praktycznie w ostatniej chwili, lecz tym futbolówka przeleciała minimalnie obok słupka. W 22 minucie duży dystans z piłką przemierzył Paskal Meyer i zdecydował się na strzał sprzed dwudziestu kilku metrów. Nie był on jednak zbyt silny i nie sprawił większych problemów Hindrichowi. Legia próbowała nacierać, ale jej próby bardziej przypominały bicie głową w mur aniżeli prawdziwe zagrożenie.
W 40 minucie całe show skradł jeden zawodnik. Bereszyński wyłuskał piłkę w prawym sektorze placu gry i zagrał do Ronaldo. Skrzydłowy Dumy Koziego Grodu wykorzystał fakt, iż formacja obronna Wojskowych była wysunięta wysoko i mimo asysty warszawskich defensorów bez trudu przebiegł dobrą połowę boiska. Dodatkowo uwagę obrońców odciągał Czubak i to umożliwiło Portugalczykowi zejście do środka. Ten zrobił to idealnie i z zimną krwią dokończył własne dzieło strzałem zewnętrzna częścią prawej stopy. Tym samym Zółto-Biało-Niebiescy niedługo przed zejściem do szatni powiększyli swoją przewagę o kolejną bramkę.
Stwierdzenie, że była to jedna z najlepszych połów w wykonaniu Motoru w tym sezonie na pewno nie będzie przesadą. Obyło się bez rażących błędów w defensywie, a z przodu wcale nie było gorzej. Praktycznie każda pomyłka któregoś z Legionistów wiązała się z groźną próbą Motorowców. Lublinianie grali odważnie, a jednocześnie spokojnie. Nie pękali pod wysokim pressingiem ekipy Papszuna i nie pozwalali im na zbyt wiele.
Legia z kolei wyraźnie nie miała pomysłu na grę. Karygodne błędy w obronie nie były jej jedyną bolączką. Łukasz Zjawiński i Rafał Adamski robili wiele, stworzyć zagrożenie pod bramką Motoru, jednak ich koledzy z pomocy zdecydowanie nie rozpieszczali swoją grą. Brakowało im kreatywności i tworzone przez nich akcje zazwyczaj kończyły się bezcelowymi dośrodkowaniami, o ile w ogóle dawali radę się zbliżyć do szesnastki RKSu.
Kontynuacja dobrej gry po przerwie
Jako pierwsza w drugiej części meczu do głosu doszła Legia. Bartosz Kapustka miał przed sobą bardzo dużo wolnej przestrzeni na połowie Motoru i zagrał prostopadle do Zjawińskiego. Napastnik stołecznej drużyny znalazł się na czystej pozycji i miał dogodną szansę na trafienie do siatki, ale bardzo dobrze interweniował Tratnik.
W 54 minucie zakotłowało się w polu karnym Wojskowych. Po rzucie różnym jeden z graczy Motoru zrobił tak zwaną „świecę” i to doprowadziło do chaosu. O piłkę walczyli Czubak, Augustyniak i Hindrich. Rumuński golkiper minął się z futbolówką, a ta wślizgnęła do strzeżonej przez niego bramki. Sędzia Piotr Lasyk jednak stwierdził, że Czubak dopuścił się faulu na nim i nie uznał gola.
Co sądzicie, był faul na bramkarzu Legii? pic.twitter.com/DekBD8B0Df
— Kaszkiet (@Kaszkyet) September 1, 2026
Znowu zawrzało w 67 minucie. Centrostrzał Kacpra Chodyny wylądował na słupku, a piłka odbiła się pod nogi Kapustki, który mocno przestrzelił z około 10 metrów. Niedługo potem mocno dośrodkował Kamil Lukoszek, lecz jego centry nie przeciął ani Tin Plavotić, ani Karol Czubak. W 74 minucie po wrzucie z autu uderzenie głową Zjawińskiego pewnie wyłapał Tratnik. Tuż przed doliczonym czasem gry w szesnastce Motoru ponownie doszło do zamieszania po aucie. Piłka została wybita przed pole karne i uderzył ją Mateusz Szczepaniak. Strzał leciał w światło bramki, ale nie sprawił on kłopotów Tratnikowi. Kilkadziesiąt sekund później kolejne nieporozumienie w defensywie Legii chciał prędko wykorzystać Lukoszek, jednakże jego próba była zbyt lekka, aby pokonać cofającego się Hindricha.
Mimo to co się uwlecze to nie uciecze i Motor i tak podwyższył wynik. Legioniści rozpaczliwie atakowali i nie po raz pierwszy dopuścili się nieodpowiedzialnej straty. To pozwoliło RKSowi zbudować sensowny kontratak. Mateusz holował piłkę środkiem boiska i otwierającym podaniem odnalazł Mbaye Jacquesa Ndiaye. Senegalczyk wykorzystał swoją szybkość i urwał się obrońcom rywali. Będąc już w polu karnym zszedł na lewą nogę i wkręcił w ziemię Arkadiusza Recę. Akcję sfinalizował celnym strzałem przy prawym słupku i ustalił nim wynik meczu na 3:0.
90′ No i okej!#MOTLEG 3-0 pic.twitter.com/iRFbBL5q3F
— Motor Lublin (@MotorLublin) September 1, 2026
Motor Lublin pewnie przechodzi dalej
Motor bez dwóch zdań zasłużył sobie na awans do kolejnej rundy. Drużyna Mariusza Misiury dwie równe i solidne połowy. Legia nie dostała wiele pola do popisu, a niemal każda jej próba była neutralizowana. Na słowa uznania zasłużyła sobie znaczna większość lubelskiej ekipy.
Pewność i spokój w bramce dawał Tratnik. Na środku obrony dobrze uzupełniali się Plavotić i Bereszyński. W roli defensywnego pomocnika świetnie się sprawdził Meyer, który harował jak wół i był niemal wszędzie. Tradycyjnie mózgiem drużyny był Rodrigues, który momentami wręcz bawił się z przeciwnikami. Nareszcie plus można zapisać także przy Łęgowskim. Rozegrał on naprawdę solidne zawody i popisał się asystą. Na prawym skrzydle szalał Ronaldo, a znakomitą pracę dla drużyny na szpicy wykonywał Czubak. Legia nie miała absolutnie żadnych argumentów, by wydrzeć gospodarzom zwycięstwo i chyba każdy widział, która ekipa była lepsza.
***
Rewanż, tym razem już w PKO BP Ekstraklasie, odbędzie się już w sobotę o godzinie 20:15. Obie znowu spotkają się na Motor Lublin Arenie.

