Nic dwa razy się nie zdarza. Motor Lublin gorszy od Legii
Motor Lublin we wtorek pokonał Legię Warszawa 3:0 i awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski. Lubelscy fani liczyli na powtórkę z rozrywki i mieli nadzieję, że ich ulubieńcy pokonają stołeczny klub jeszcze raz. Tak się jednak nie stało. 2:3 wygrała Legia. Pierwsze 45 minut na minus Przez pierwsze pół godziny gry żadna z drużyn nie…

Motor Lublin we wtorek pokonał Legię Warszawa 3:0 i awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski. Lubelscy fani liczyli na powtórkę z rozrywki i mieli nadzieję, że ich ulubieńcy pokonają stołeczny klub jeszcze raz. Tak się jednak nie stało. 2:3 wygrała Legia.
Pierwsze 45 minut na minus
Przez pierwsze pół godziny gry żadna z drużyn nie pokazała konkretów. Widowisko mówiąc delikatnie nie porywało i kibice nie ujrzeli żadnych interesujących akcji. Ciekawiej zrobiło się dopiero po 30 minucie. Kamil Lukoszek płasko wrzucił piłkę w pole karne idealnie pod nogi niekrytego Fabio Ronaldo. Portugalczyk miał idealną pozycję do oddania skutecznego strzału, ale jego uderzenie odbił Otto Hindrich. Przed skrzydłowym RKSu otworzyła się druga szansa, lecz jego dobitka głową również została obroniona.
W 38 minucie Motor znowu wykreował sobie groźną sytuację. Karol Czubak otwierającym podaniem uruchomił Mbaye Jacquesa Ndiaye. Senegalczyk śmiało mógł się pokusić o strzał, jednak zdecydował się na podanie zwrotne do Czubaka. Nie było to dobre rozwiązanie, ponieważ doszło do straty. Dwie minuty później wynik meczu mogli otworzyć goście. Michal Ševcik dobrze obsłużył Jana Kuchtę, który wyszedł „oko w oko” z Gašperem Tratnikiem. Czeski zawodnik również się nie popisał. Jego uderzenie lobem minęło bramkę gospodarzy.
W 44 minucie fatalnie podał Tin Plavotić. Po raz kolejny piłkę od Ševcika otrzymał wchodzący w pole karne Kuchta. Czechowi nie udało się poprawnie przyjąć piłki, ale ten dalej za nią gonił i za jego plecami znajdował się Bartosz Bereszyński. Środkowy obrońca Motoru poślizgnął się na mokrej nawierzchni i wpadł na swojego rywala. Jarosław Przybył bez zawahania wskazał na wapno, a jedenastkę pewnie wykorzystał Rafał Augustyniak i tuż przed zejściem do szatni dał prowadzenie Legii.
Rollercoaster w drugiej połowie
Podobnie jak w pierwszej połowie, początek drugiej części spotkania nie należał do najciekawszych. Po długiej przerwie w grze spowodowanej problemami technicznymi sędziów mocniej przycisnęli Motorowcy i to szybko przyniosło efekty. Dośrodkowanie z lewej strony boiska zostało wybite przez defensorów Wojskowych, ale piłkę zgarnął Lukoszek. Ten wrzucił miękko na głowę Czubaka, który ulokował futbolówkę między lewym słupkiem a próbującym interweniować Hindrichem.
Remis wciąż jednak nie zadowalał Żółto-Biało-Niebieskich. W 68 minucie, a więc zaledwie 180 sekund po pierwszym golu, Motor zadał kolejny zabójczy cios. Mbaye Jacques Ndiaye wygrał pojedynek z jednym z obrońców Legii i podał prostopadle do Czubaka. Lubelski goleador wyprzedził dwóch przeciwników i strzałem przy słupku z pierwszej piłki pokonał bramkarza rywali.
Legioniści znaleźli się pod ścianą, ale nadal brakowało im pomysłu na grę. Z dystansu próbował Bartosz Kapustka, ale nie sprawił żadnych kłopotów Tratnikowi. W 79 minucie gospodarze powinni podwyższyć wynik na 3:1. Zoran Arsenić popełnił kardynalny błąd i piłkę pod polem karnym Legii odebrał mu Ndiaye. Piłkę przejął Aiko i miał wymarzoną okazję do zdobycia bramki, jednak nie udało mu się wykorzystać tej dwustuprocentowej sytuacji. Miał przed sobą tylko Hindricha, a i tak trafił prosto w niego.
Mimo to wydawało się, że Motor utrzyma korzystny rezultat do końca meczu. Podopieczni Marka Papszuna wyglądali na bezradnych i powielali proste błędy. Gdy Jarosław Przybył z powodu dłuższych przerw doliczył 13 minut do podstawowego czasu gry, raczej nikt się nie spodziewał, że dojdzie do remontady. Los jednak potrafi być przewrotny. 95 minuta, korner dla Legii. Wrzutka, główka Augustyniaka i obrona Tratnika. W odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie znalazł się Jakub Żewłakow, który z bliska skutecznie dobił. Podrażnieni Żółto-Biało-Niebiescy ruszyli do natarcia, ale ich próby nie przyniosły upragnionego gola.
Co innego w drugą stronę. W 101 minucie szarżę prawym skrzydłem przeprowadził Ruben Vinagre i dograł prosto na nogę Żewłakowa. 19-latek nie pomylił się i trafił do siatki. W ostatniej akcji wyrównać próbował jeszcze Czubak, jednak bezskutecznie. Dzięki swojemu młodemu wychowankowi Legia rzutem na taśmę wygrała 3:2.
Z piekła do nieba i z powrotem do piekła. Przykro to mówić, ale będziemy frajerami kolejki. Jak można było to tak łatwo wypuścić w samej końcówce… 🫣 Nie boli przegrana, boli że znów na własne życzenie.#MOTLEG
— Lewy do prawego (@LewyDoPrawegoo) September 5, 2026
Motor Lublin bez punktów po szalonym meczu
Ta porażka jest bez wątpienia nieco pechowa, ale dałoby się jej uniknąć, gdyby nie błędy, których być nie powinno. Przede wszystkim takie sytuacje, jak ta Makana Aiko z 79 minuty muszą być bezwzględnie wykorzystywane. Francuz zamiast zamknąć mecz podał tlen rywalom i to się zemściło na całej drużynie. Warto też wrócić do pierwszego gola dla Legii, przy którym kompletnie nie popisał się Tin Plavotić. Można poniekąd usprawiedliwić Bartosza Bereszyńskiego, który sprokurował rzut karny, lecz Chorwat pozostaje tutaj głównym winowajcą. Gdyby nie jego koszmarne podanie pod własną „szesnastką”, prawdopodobnie do niczego by nie doszło.
Do urwania chociażby jednego punktu nie wystarczyła nawet znakomita postawa Karola Czubaka. Autor dwóch trafień dla Dumy Koziego Grodu w obu sytuacjach błysnął skutecznością, opanowaniem i zimną krwią. Jeśli Jan Urban nie zdecyduje się go powołać na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Polski, to ciężko powiedzieć, co snajper Motoru może zrobić więcej, aby zasłużyć sobie na szansę następnym razem. Kolejny mecz Motor Lublin rozegra z Rakowem w Częstochowie. Będzie miał on miejsce w piątek 11 września o 18:00.

