Mariusz Misiura przed meczem z Piastem Gliwice

Mariusz Misiura przed sobotnią potyczką z Piastem Gliwice wypowiedział się mediom na konferencji prasowej. Padło w niej sporo konkretów na temat następnego rywala, transferów, czy sytuacji zdrowotnej drużyny. Poniżej zapis całej konferencji.
Bartłomiej Chyła [Zygmuntowskie.pl]: W ostatnim meczu z Koroną Kielce pana skrzydłowi, czy to Makan, czy Jacques, czy Fabio z ławki mieli pewne problemy, nie mogli tak skutecznie wykonywać swoich zadań ofensywnych. Co może trener zrobić, żeby kolejne drużyny nie zneutralizowały tego atutu?
Mariusz Misiura: Myślę że to jest nieuniknione, że przeciwnicy się dobrze przygotują na naszych zawodników. Kluczem jest właśnie żeby w tych momentach inni zawodnicy wzięli ciężar na siebie i byli bardziej wiodącymi zawodnikami. Jak oglądałem później jeszcze dwa razy to spotkanie,
to za każdym razem kiedy czy Żak czy Maki czy Fabio miał piłkę to byli podwajani, co jakby może się wydarzyć. Chcemy, żeby wtedy większą rolę odgrywał, czy Karol, czy Iwo, czy Kiki, czy Luberek, czy Santi. Nie wiem czy pamiętacie, ale właśnie w pierwszej połowie była taka świetna akcja Santiego, była świetna akcja Kikiego, że właśnie my świadomi tego, że dwóch zawodników absorbuje uwagę naszego zawodnika,
Czy Fabio, czy Jacques, czy Maki, chcemy wtedy w tym momencie uruchomić jakąś inną opcję i to się udawało w pierwszej połowie. Szkoda tylko, że z tego nie padła bramka, bo sam jakby zamysł czy gotowość nasza na to była i tak czasami może być, że po prostu przeciwnik postanowi, że poświęci dwóch zawodników, żeby zamknąć Jacka i wtedy kluczem jest, żeby okej, w tym po prostu spotkaniu będzie zawodnikiem, który będzie jakby kreował przestrzeń i więcej przestrzeni i miejsca dla po prostu partnera i musimy wykorzystywać.
Bartłomiej Chyła: Czy maraton najbliższych trzech spotkań będzie okazją do większej rotacji w składzie? Pytam w szczególności o tych zawodników młodszych, którzy jeszcze w oficjalnych meczach nie grali.
Mariusz Misiura: Powiem tak, że ja nie jestem fanem rozdawania minut, bo uważam, żeby dostać miejsce w składzie czy minuty na boisku, to trzeba sobie na to zasłużyć. Patrząc na Ekstraklasę, ile dzisiaj młodych zawodników po tych pięciu kolejkach grało w Ekstraklasie czy w innych zespołach gra. Te, które mają oczekiwania, żeby w tym sezonie o coś walczyć wyżej, no to ja tam nie widzę,
żeby tam duża grupa młodych zawodników grała. Widzę wręcz przeciwnie, że jest tam dużo doświadczenia, jest tam dużo zawodników ściągniętych za duże kwoty.
Nie możemy jakby dzisiaj żyć tak romantycznie i uważać, że jeżeli ktoś trenuje z nami w młodym wieku, to jest gotowy na to, żeby na tym poziomie grać. My codziennie widzimy w procesie tych zawodników rywalizujących z zawodnikami i bardziej doświadczonymi. Oceniamy dzisiaj, że przegrywają tą rywalizację, ale cały czas jakby pracując z nimi w procesie, wierząc, że któregoś dnia jakby staną się zawodnikami, którzy mogą grać w pierwszym składzie, tak jak Luberecki. Jak tutaj przychodził, podejrzewam, na początku to nie był takim ważnym ogniwem, jak jest dzisiaj. Widzimy, że już jest zawodnikiem ogranym w tej lidze, też zdobył doświadczenie międzynarodowe w kadrze młodzieżowej i dzisiaj widzimy, że mimo młodego wieku to już jest dobry zawodnik, że jakby taki okrzepnięty. Na pewno Tin czeka znowu na swoją szansę, żeby zagrać. Tak samo Lukoszek liczy na więcej minut. Mam tylko nadzieję, że więcej urazów u nas nie będzie, żebyśmy mogli te trzy mecze w ciągu siedmiu dni dobrze zaplanować i rozegrać.
Bartłomiej Chyła: To jeszcze dopytam o sytuację zdrowotną. Jak to wygląda u Yacine’a i czy u pozostałych zawodników wszystko w normie?
Mariusz Misiura: Yacine dzisiaj wziął udział w części wstępnej treningu. Najprawdopodobniej będzie gotowy na ten mecz wtorkowy w pucharze z Legią. Co do innych zawodników, mamy mały problem z jednym z naszych człowików, który dzisiaj nie trenował, ale wierzę, że to nie będzie nic poważnego.
Tomasz Pluta: Dzień dobry trenerze. Pięć meczów to już jest okres, po którym można wyciągnąć trochę głębsze wnioski i chciałem zapytać, jak by trener właśnie podsumował to wasze wejście w ligę.
Mariusz Misiura: Pod kątem tego, co prezentujemy na boisku uważam, że widać postęp, widać, że praca, na którą gdzieś tam więcej czasu poświęcamy, przynosi efekty. Mam na przykład na myśli poprawę gry w obronie. Głównie jeśli chodzi o punkty pozostaje niedosyt, ale ja naprawdę bardzo wnikliwie analizuję wszystko i uważam, że my jako Motor Lublin mieliśmy najtrudniejszy terminarz tych pierwszych pięciu spotkań. Patrząc z jakimi zespołami graliśmy na wyjeździe, z jakimi się mierzyliśmy u siebie i w jakim etapie. Były zespoły, które grają w Europie, więc uważam, że najtrudniejszy terminarz ze wszystkich zespołów w Ekstraklasie, ale to nie to dzisiaj jest najważniejsze. Mnie jakby cieszy energia w drużynie, to jak zawodnicy się zachowują jak coraz lepiej rozumieją co chcemy od nich wyegzekwować i jaką drużynę zaczynamy tworzyć.
Tomasz Pluta: Co jest takiego, co pana zdaniem na ten moment jeszcze wymaga takiego najpilniejszego, nie wiem czy naprawy, czy po prostu poprawy.
Mariusz Misiura: Cały sezon będzie wyścig drużyn, jeśli chodzi o coraz lepszą organizację. Teraz bardzo często jest tak, że zespoły, które zdają sobie sprawę, że w tym składzie osobowym w jakimś elemencie nie mogą się poprawić, to szukają zawodników o danej charakterystyce, żeby przez transfer to wyegzekwować. Jesteśmy na takim etapie, że zostało jeszcze dwa tygodnie do okienka transferowego. Zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy wzmocnić rywalizację i poczucie, że możemy przez pełne 90 minut grać jeszcze na takiej intensywności, na przykład jak na pozycji numer 9, czy na prawym skrzydle i tam jakby jeszcze potrzebujemy, myślę, że dwóch zawodników. Tak samo czasami jeden zawodnik z jakimiś umiejętnościami pomoże, że u innych będzie widać czegoś więcej, czegoś lepiej. Chcemy w każdym elemencie jakby robić progres i będziemy go robić poprzez trening, ale też i jeszcze w ciągu tych dwóch tygodni poprzez uważam, że dwa transfery.
Tomasz Pluta: Piast Gliwice to wasz najbliższy rywal. Myślę, że podobne wejście w ligę to jest jeden punkt różnicy, jedna więcej porażka. Jak trener oceniłby właśnie postawę Piasta na początku i też to co najgroźniejszego może zaproponować?
Mariusz Misiura: Ja ogólnie uważam, że jesteście długo w piłce od wielu lat i patrzenie po pięciu kolejkach przez pryzmat punktów nie ma żadnego znaczenia, możecie zobaczyć kto rok temu był, nie wiem, po pięciu kolejkach na pierwszym miejscu, z jaką ilością punktów, kto był ostatni, jak skończył i tak można sobie zobaczyć w historii, Więc to nie ma naprawdę proszę mi wierzyć znaczenia. Co do naszego przeciwnika Piasta Gliwice, ja często mówię, że w Polsce pracuje dużo, coraz więcej mądrych ludzi, którzy potrafią budować drużyny i jestem naprawdę pod wrażeniem Piasta Gliwice jak z mniejszym budżetem mądrze tam jest budowana drużyna. Jak pod profil są sprowadzani zawodnicy i czasami mam takie odczucia że ktoś mówi Piast Gliwice i traktuje tę drużynę jako taki zespół który powinno się łatwo pokonać a ja uważam, że jest to jedna dzisiaj z najlepiej zbudowanych drużyn jeśli chodzi o charakterystykę indywidualną piłkarzy. Mają świetnych skrzydłowych, mają fajne dziewiątki bardzo ciekawa obrona. Czeka nas bardzo trudne spotkanie, ale jakby my też mamy bardzo dużo dobrych atutów i jakby jestem szczerze przekonany, że wyjdziemy z tego zwycięsko.
Józef Kufel [Radio Lublin]: Powiedział pan, żeby nie oceniać po pięciu kolejkach przez pryzmat punktów drużyny, a przez pryzmat liczby straconych bramek? Czy można wysnuć jakieś wnioski, bo Piast Gliwice na tę chwilę wydaje się najsłabszą obroną, aż 13 goli straconych.
Mariusz Misiura: W tamtym roku prowadziłem drużynę Wisły Płock i po rundzie mieliśmy stracone tylko 12 czy 13 bramek po 18 spotkaniach i to się nie przełożyło na nic. Zostaliśmy na końcu ósme miejsce, nie mieliśmy w pucharach, a nie wygraliśmy tej ligi. Po pięciu kolejkach, jak się nie mylę, chyba straciliśmy tylko trzy bramki, a później przegraliśmy na przykład z Motorem 4:0. Naprawdę proszę mi wierzyć, że jakby już tak długo w piłce funkcjonuję i tak dużo rzeczy już mam przeanalizowane, wyciągniętych różnych wniosków, że no dla mnie naprawdę uważam, że gramy w defensywie bardzo dobrze.
Na przykład graliśmy teraz z Koloną Kielce, która strzela dużo bramek do stałych fragmentów gry i stworzyła sobie wiele stałych fragmentów gry, więc teoretycznie powinni tych bramek kilka z nami strzelić. Najlepiej grali w te fragmenty w tym roku, mieli tam bardzo dużo rzutów rożnych, rzutów z autu, rzutów wolnych i teoretycznie powinni wygrać, czy tam strzelić bramki z tego. No nie strzelili, to znaczy, że ta defensywa dobrze funkcjonuje, czyli jest jakby proces, jest progres, więc jestem zadowolony z tego, jak gramy w obronie. Jestem zadowolony z tego, jak małej ilości sytuacji dopuszczamy przeciwnika do takich, bym powiedział, po których mogą strzelić bramkę. Na przykład sytuacja, po której straciliśmy bramkę, to w dużo lepszej był na przykład Marek Bartosz, nie? W tym samym meczu na tą samą bramkę, dużo bliżej i bez kontaktu sytuacji miał Marek i nie strzelamy. Dużo dalej Stępiński w kontakcie z Beresiem i strzela. Ja uważam, że m jest takie poczucie w nas wewnątrz, że jako drużyna bronimy skuteczniej. Jesteśmy drużyną, która odbiera najwięcej piłek na połowie przeciwnika, czyli to świadczy o tym, że obrona wysoka jest dobra. Tak samo jest taka statystyka po odbiorze piłki najwięcej stworzonych sytuacji. Tam też Motor Lublin jest pierwszy, ma średnio pięć takich sytuacji w meczu. Widzę bardzo duży progres, widzę dużo takich małych rzeczy, być może niewidocznych dla tych, co nie chcą głębiej spojrzeć, gdzie drużyna robi postęp.
Józef Kufel: Natomiast pytałem bardziej też o właśnie liczbę traconych goli przez zespół Piasta. Czy upatruje pan właśnie tutaj przewagę jakąś motoru i macie przeanalizowane to w jaki sposób Piast te bramki traci? Czy są jakieś wspólne mianowniki?
Mariusz Misiura: Piast chce atakować dużą ilością zawodników, konsekwencją tego, że po stracie piłki na pewno potrzebuje więcej czasu, żeby odbudować swoją strukturę. Ale tak samo widzę, że do każdego meczu inaczej podchodzą. To, że na przykład nie wiem w meczu u siebie z Wieczystą czy na wyjeździe z Lechem Poznań podeszli w taki sposób, to nie wiadomo jak się zachowają w stosunku do nas. Tak samo na pewno po tych pięciu spotkaniach jakieś wnioski wyciągną, że właśnie jak pan zauważył, że tak dużo bramek stracili, to być może coś zmodyfikują, czy ustawienie, czy wysokość pressingu. My w dużej mierze naprawdę przygotowujemy się pod to, co konkretnie my chcemy zaprezentować. Oczywiście bierzemy pod uwagę indywidualności jakie występują w Piaście, ale czy będą grali wysokim pressingiem, czy średnim, czy niskim, to wierzę, że będziemy na to przygotowani.
I tak jak mówię znowu z takiego doświadczenia w każdym zespole są różne charakterystyki zawodników. Na przykład u nas w dziewiątkach Karol Czubak jest na pewno innym napastnikiem niż na przykład w Jagielonii czy w Lechu Poznań. Na pewno przygotowanie drużyny przeciwnika do takiego napastnika jest inne. Nasze założenia na Koronę Kielce były zupełnie inne niż teraz będą na Piast Gliwice. Będą zupełnie inne niż u siebie na Jagielonie Białystok. Będą zupełnie inne niż na GKS Katowice, bo charakterystyka tam zawodników i drużyny jest inna. Więc okej, możemy postrzegać Piask Gliwice, że traci dużo bramek, ale to nie znaczy, że że z nami straci.
Józef Kufel: Chcę też zapytać o rywalizację zawodników na poszczególnych pozycjach. Ostatnio po raz pierwszy szansę od pierwszej minuty uzyskał Makan Aiko na skrzydle. Czy to taki trend, który będzie się teraz utrzymywał? Jak wygląda właśnie jego rywalizacja z Fabio?
Mariusz Misiura: Jest cały czas otwarta. Ja bardzo kibicuję każdemu z naszych skrzydłowych, bo uważam, że mamy trzech fantastycznych skrzydłowych na wysokim poziomie. Patrząc ile spotkań przed nami to wierzę, że i Makan, i Fabio uzbierają taką ilość minut, że będą z niej zadowoleni, ale co najważniejsze te minuty przekują na bramki i asysty. Na pewno sam Maki spodziewał się więcej w tym spotkaniu, że potrafi dać więcej drużynie. Też żółta kartka taka troszeczkę niefortunna. Mecz był mocno agresywny, więc chcieliśmy zmienić jak najszybciej wtedy Fabio w przerwie, ale ich ich rywalizacja jest otwarta i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Maki rozpoczął mecz z Piastem od pierwszej minuty.
Józef Kufel: Co zaś z pozycją bramkarza? Czy cały czas Mihai Popa ma pana pełne zaufanie jako numer jeden? Czy w ogóle jakby tu pan bierze za to pełną odpowiedzialność, czy zdaje się raczej na opinię trenerów, którzy pracują z bramkarzami?
Mariusz Misiura: Mam taką zasadę, że jak najmniej wchodzę w ten ogródek. To samo się tyczy często nawet wyboru samego bramkarza, który przychodzi do klubu. Jest między nami taka, bym powiedział, mocna współpraca. Od początku mój komunikat dla Popy i dla Traty brzmiał, że oni są w otwartej rywalizacji, że to, że rozpocznie Popa pierwszą kolejkę, to nie znaczy, że w trzeciej czy w czwartej może zagrać Trata.
Jest teraz Puchar Polski za chwilę, więc na pewno myślę, że Trata będzie miał możliwość pokazania się.
To, że ktoś siada na ławce, to nie znaczy, że traci moje zaufanie, bo tak jak mówię, codziennie trenujemy w grupie razem prawie 30-osobowej i proszę wierzyć, że każdy z zawodników, którzy jest naszej drużynie, każdy, który który jest w procesie, ma moje zaufanie. Po prostu w danym mikrocyklu ktoś wygląda lepiej albo gorzej i wybieramy najlepiej dla drużyny. Tak samo uważam, że są takie momenty, kiedy widzisz w czasie mikrocyklu, że ktoś daje coś takiego wyjątkowego i jak to widzisz i czujesz, To uważasz, że to są dobre takie momenty, żeby tutaj zrobić zmiany i my patrząc na przykład na Makiego jakie dawał zmiany wcześniej, czuliśmy, że chcemy po prostu też mu dać taki takie poczucie, że dobrze trenuje, wchodzi z ławki, daje dobre sygnały i wiecznie siedzi w ławce. Nie no, dostajesz pierwszy skład. Okej, nie wyszedł ci do końca ten mecz.
To nie znaczy, że teraz masz wrócić do szafy i czekać kolejne trzy, cztery mecze, aż znowu dostaniesz szansę, tylko jakby są w otwartej rywalizacji i bardzo dobrze jeden i drugi pracuje. Ogólnie wydaje mi się, że energia dzisiaj i wczoraj była w drużynie fantastyczna i chciałbym,
żeby została utrzymana do pomeczowego gwizdku meczu z Piastem.
Józef Kufel: To na koniec jeszcze oczywiście pytanie o zaawansowanie rozmów z potencjalnymi wzmocnieniami, bo cały czas mówi pan o tych dwóch zawodnikach.
Mariusz Misiura: No to szczerze wam odpowiem dzisiaj pierwszy raz, bo zawsze gdzieś tam uciekałem od tych pytań. Byliśmy bardzo bliscy pozyskania zawodnika z przeszłością Bundesligi, na tej wcześniejszej konferencji. Miałem takie poczucie, że to się wydarzy następnego dnia.
A tak się stało w ciągu tych kilku godzin, że w ostatniej chwili, po rozmowie zawodnika z rodziną, nie zdecydowali się na przeprowadzkę do Polski i temat upadł. To na pewno dla nas było trochę bolesne, bo bardzo mocno nad tym transferem pracowaliśmy trzy tygodnie, żeby móc go zrobić.
Tak samo teraz w ciągu dwóch czy trzech dni bardzo zaawansowane rozmowy prowadziliśmy z jednym z zawodników polskiego klubu, żeby go wypożyczyć. I tak samo wczoraj temat upadł i z różnych znowu przyczyn gdzieś tam wewnątrz tego klubu, więc naprawdę jakby ciężko pracujemy tutaj wszyscy, żeby jakby wybrać właściwie i teraz były takie dwie sytuacje, że już nam się wydawało, że wybraliśmy właściwych zawodników na pozycję. Jeden to miała być taka pozycja 9-8, Drugi miał być skrzydłowy, żeby właśnie mieć takie poczucie, że te trzy pozycje mamy zabezpieczone. Tak czasami bywa w życiu, nie wyszło. Mamy wciąż dwa tygodnie okienka, dyrektor przedstawia nam kolejne kandydatury i jesteśmy na takim etapie wczesno-zaawansowanym z dwoma czy trzema zawodnikami.
Łukasz Gładysiewicz [Dziennik Wschodni]: Jeszcze w sprawie transferów trenerze, bo prezes Jakubas w jednym z wywiadów mówił o Senegalczykach, którzy są ponoć blisko, już mają przyjechać. Chcę zapytać jak wygląda ich sytuacja.
Mariusz Misiura: Ja mam żonę z Kenii i wiem jak trudno jest zdobyć wizę w naszym kraju. Wszystkie sprawy takie bym powiedział czysto papierkowe już są od dawna załatwione. Wszystko jest ustalone. Jesteśmy w stałym kontakcie z tym zawodnikiem, ale dzisiaj to nie od nas zależy, kiedy tak naprawdę zawodnik otrzyma wizę. Z tego co wiem, to już ma pozwolenie na pracę. Ten zawodnik przychodzi do nas z takim poczuciem, że bardzo w niego wierzymy, ale musimy mu pomóc przez jakiś etap czasu, żeby on był takim, bym powiedział, zawodnikiem, który może nam potem pomóc. W przyszłości może na pozycji numer sześć uważam, że być wiodącą postacią, ale też potrzebuje czasu, żeby troszeczkę spędzić z nami czas w procesie. Wydaje mi się, że jako klub właściciel, prezes, dyrektor zrobili wszystko co w ich mocy, żeby ten zawodnik już tutaj u nas był.
Po prostu teraz czekamy aż nasza ambasada i ambasada w kraju, w którym on dzisiaj przybywa, najnormalniej w świecie takie pozwolenie mu wydała.
Łukasz Gładysiewicz: Czy jest szansa, że ktoś jeszcze z młodych zawodników gdzieś odejdzie na wypożyczenie w tej końcówce okienka?
Mariusz Misiura: Zachęcamy niektórych zawodników, żeby spędzili ten czas w innych klubach. Na przykład ja uważam, że Kraska czy Brzoza muszą dzisiaj pójść gdzieś na wypożyczenie. No bo mówię rywalizacja, jeśli mówię o Krasce, z Żakiem, z Fabio i z Makiem, no jest bardzo trudna. Jeszcze jest w razie czego Lukoszek na tej pozycji, jest Santi, więc to naprawdę jest bardzo duża bym powiedział rywalizacja. Tylko z drugiej strony dzisiaj zobaczcie, że w tej drugiej, pierwszej lidze tam nie ma nie wiadomo jakich dużych budżetów. Kluby wydaje się, że mają coraz większe problemy finansowe i jak już się wzmacniają, to chcą też takiego poczucia, że ściągają zawodnika od razu gotowego na ten poziom. I dzisiaj na przykład my otwierając drzwi na wypożyczenie dla tych naszych młodych zawodników, to w ostatnich dwóch tygodniach odezwał się chyba tylko jeden klub, zainteresowany Krystianem Brzozowskim.
To też nie jest tak że po naszą młodzież tutaj się zgłaszają kluby i są bardzo zainteresowani. My na razie robimy wszystko, żeby w tym procesie pomóc im jak najbardziej, ale najważniejsze zbieranie doświadczenia to granie co tydzień meczów i to meczów na dobrym poziomie. Nie mam tutaj na myśli czwartej ligi czy niżej. Mam tutaj na myśli kluby w trzeciej lidze, w drugiej, a najlepiej w pierwszej. Ale no jak pokazuje niestety życie jest jedno co my byśmy chcieli, a rzeczywistość jest inna troszeczkę.
Łukasz Gładysiewicz: Dla tych chłopaków teraz taka trudna sytuacja, że nie ma drugiej drużyny, więc w zasadzie kto zostanie, no to tak naprawdę pół roku, tak bez takiego meczu o stawkę.
Mariusz Misiura: Ja rozumiem, tylko też pozwoliłem sobie kilka razy być na meczach czwartoligowych i nikomu gdzieś tam nie ujmując, to nie sądzę, żeby taka, bym powiedział, jednostka w meczu czwartoligowym była dla nich lepsza niż nawet gra wewnętrzna w niedzielę po meczu, złożona z tych zawodników, którzy grali mało, byli na ławce i tych, którzy się nie zmieścili na ławce. Oczywiście zgadzam się, że jest coś takiego jak radzenie sobie z emocjami, spełnianie jakichś oczekiwań czy najnormalniej samemu sobie udowodnieniu, że jestem ponad trzecią ligę czy ponad drugą ligę, to to jest coś czego oni nie mogą zdobyć tutaj. Więc dlatego mówię nasza gdzieś tam rozmowa z nimi jest taka i zachęcamy ich, żeby poszli na wypożyczenie, ale z drugiej strony to też jakieś kluby muszą mieć chęci i na tę chwilę na rynku no wygląda to tak, jak wam powiedziałem.
Łukasz Gładysiewicz: Ostatnia sprawa jeszcze trenerze o transfery z drugiej strony, bo czy nie obawiacie się, że na finiszu tego okienka pojawi się jakaś szalona oferta na przykład dla Karola?
Mariusz Misiura: Znaczy wydaje mi się, że tu już jesteśmy bardzo mocno sprecyzowani i właściciel zadeklarował, że nie będzie rozpatrywał żadnych ofert za naszych człowych zawodników i ja wierzę i widzę dużą konsekwencję w działaniu naszego właściciela, prezesa, więc tego się jakby nie nie obawiam. Też wydaje mi się, że właśnie w drugą stronę, że teraz w te ostatnie dwa tygodnie będzie bardzo duża aktywność na tym rynku, pojawią się znowu nowi zawodnicy i wierzę, że to będzie też właśnie taki czas dla nas, gdzie właściwie wybierzemy i będziemy mieli takie poczucie, że nawet tak jak dzisiaj jeden z zawodników nie trenował, to nie będziemy jakby drżeli, co się wydarzy w ciągu najbliższych dni.
