Motor Lublin pod wodzą Misiury. Jak ocenić początki nowego trenera?

Mariusz Misiura poprowadził już Motor Lublin w pięciu meczach PKO BP Ekstraklasy. To dobry moment na pierwsze wnioski z pracy nowego sztabu. Pojawiają się głosy zarówno skrajnie negatywne jak i przesadnie pozytywne. Czy jednak któraś ze stron ma rację?
Motor Lublin lepiej gra niż punktuje?
W pierwszych pięciu spotkaniach pod wodzą Mariusza Misiury, Motor Lublin zdobył pięć punktów. Patrząc na tę suchą statystykę mogłoby się wydawać, że to słaby wynik, zapowiadający walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki. Trener Motoru podkreśla jednak często na konferencjach prasowych, że w jego opinii drużyna gra lepiej niż punktuje.
Uważam, że zagraliśmy drugi dobry mecz w tym sezonie i po prostu jest moment taki, w którym musimy dojrzeć jako drużyna, żeby sytuacje, które mamy wykorzystywać.
Zweryfikujmy zatem jego tezę. Zrodziła się ona po pierwszym meczu na Motor Lublin Arenie, w którym rywalem była Jagiellonia Białystok. Gospodarze kreowali wtedy więcej sytuacji niż oponenci, ale kłopot stanowiła ich finalizacja. Gdy w końcu jednak Karol Czubak wyrównał wynik w 82 minucie, brak jednego zawodnika z tyłu, zwijającego się z bólu Christophera Simona, zaważył o zwycięstwie Jagiellonii. Podobnie tydzień później, w Szczecinie, Motor stanął do walki jak równy z równym. Choć wynik sugeruje gładką przeprawę Pogoni, o jej zwycięstwie przeważyły zapewne częstsze ataki z pola karnego. Tego elementu zabrakło Motorowi, a Portowcom dość często do szesnastki udawało się przedrzeć. W tym momencie trzeba jednak wrzucić kamyczek do ogródka trenera Misiury. Kiedy Makan Aiko zdobył gola kontaktowego, znowu szyki obronne rozluźniły się i po chwili Motor wrócił do punktu wyjścia. W kolejnych meczach Motor nie może przesadnie atakować, gdy poczuje krew, lecz zachować ją zimną.
Te dwa mecze to by było jednak na tyle, jeżeli chodzi o tzw. „underperformance”. Na inaugurację rozgrywek Motor Lublin udał się do Łodzi. Wywalczył tam punkt, choć Widzew był dość wyraźnym faworytem. Mariusz Misiura był wtedy jeszcze w trakcie sklejania drużyny na nowo. To na pewno tłumaczy część błędów defensorów, którzy pozwolili Widzewowi na aż 19 strzałów. Wiele z nich jednak było zupełnie niecelnych. Nawet uwzględniając dobre okazje na bramkę Motoru, na czele ze strzałem w poprzeczkę Santosa, trudno stwierdzić, że Motor zasłużył na zwycięstwo. Ostatnie dwa spotkania tym bardziej trudno podpiąć pod tę tezę. Z GKS Katowice Lublinianie wygrali, a z Koroną zremisowali po trudnym meczu. Może Motor nie zasługiwał na porażkę, ale na zwycięstwo również nie. Niemal niewidoczni byli skrzydłowi, Makan Aiko i Jacques Ndiaye, główne, nomen omen, motory napędowe w taktyce Misiury.
Misiura nie miał łatwych warunków startu
Z drugiej strony, pojawiają się głośne wyrazy krytyki ze strony kibiców. Zdaniem wielu, 5 punktów na tym etapie sezonu to wynik fatalny, a niektórzy nawet zastanawiają się już nad potencjalnym następcą Misiury. Emocje tych kibiców Motoru również pragnę ostudzić. Trzeba cały czas mieć na uwadze, że drużyna przechodzi rewolucję kadrową. Nad jej zasadnością możemy się spierać, ale nie był to pomysł samego trenera Misiury. Przy jego ocenie trzeba mieć na uwadze, że zastał niełatwe warunki na początku swojej pracy, kiedy wiele treningów musiał uzupełniać młodzieżowcami z rezerw Motoru.
Sprowadzanie nowych piłkarzy też jest obarczone pewnym ryzykiem, nie każdy odpowiednio wpasuje się do drużyny. Przy takiej skali zmian, było w zasadzie pewne, że paru zawodników będzie mieć kłopoty. Najlepszy przykład to Mateusz Łęgowski. Zawodnik słusznie określany jako jeden z lepszych nabytków Motoru tego lata, miał przenieść grę w środku pola na wyższy poziom. W swoich występach na razie nie dawał jednak tyle, ile od niego oczekiwano. Jego celność podań to na razie zaledwie 73%, a z podejmowanych pojedynków wygrywa tylko co piąty. W ostatnim meczu z Koroną zagrał już tylko 10 minut, zastępując z ławki Paskala Meyera. Miejmy nadzieję, że w niedługim czasie uda się sztabowi Misiury odblokować potencjał tego zawodnika, ale nie wszystko w procesie jest zależne od ich pracy.
Krytycy zapominają też o trudnym terminarzu, jaki na początku rozgrywek dostał Motor Lublin. Oczywiście, jeżeli drużyna ma walczyć o wysokie cele, to powinna umieć wygrywać z każdym. Na początku przebudowy przydaliby się jednak łatwiejsi przeciwnicy, jak chociażby GKS Katowice łączący ligę z eliminacjami Ligi Konferencji. Pozostali rywale to albo drużyny typowane do czołowych miejsc w tabeli końcowej (Jagiellonia, Widzew), albo drużyny z aspiracjami do gry w europejskich pucharach (Korona, Pogoń). Szczególnie wyjazd do Szczecina, nawet jeżeli nie do znacznie lepszego rywala, to z uwagi na dystans niejednej drużynie sprawił kłopot w wygraniu meczu na terenie Pogoni. Mecze z zespołami niżej notowanymi, jak Radomiak Radom, Wisła Płock czy Wieczysta Kraków, przed Motorem w większości dopiero w drugiej połowie rundy.
Potrzebny jest nam spokój
Pewne wnioski po pierwszych spotkaniach jak najbardziej można wyciągnąć i za poszczególne aspekty krytyka się należy. Wydaje się zresztą, że zarzuty zbyt frywolnej gry w końcówkach meczów dotarły do sztabu szkoleniowego. W meczach z GKS czy Koroną obserwowaliśmy już znacznie bardziej zachowawczą grę z tyłu, przy jednoczesnym kontynuowaniu ataków. W tym pierwszym ze spotkań dokładnie ta taktyka przyniosła zwycięstwo.
Motor nie gra tak źle, jak twierdzą najwięksi krytycy, choć też nie gra tak dobrze, by wychwalać teraz trenera Misiurę pod niebiosa. Ostatecznie trzeba trenerowi Misiurze, jak i całemu sztabowi pozwolić spokojnie pracować. Nie oznacza to wcale brak krytyki, gdy coś nie zagra jak zdaniem kibiców powinno, a pewien kredyt zaufania. Na najbliższe tygodnie, ale i miesiące.
