Filip Luberecki: klauzula niższa niż wartość piłkarza

Odkąd Motor Lublin awansował do Ekstraklasy, w kontekście Filipa Lubereckiego mówi się o coraz to innym klubie. Już w pierwszym sezonie po tego zawodnika rzekomo zgłaszał się Sturm Graz, a w przestrzeni medialnej pojawiły się również informacje, że perspektywiczny obrońca może trafić do Korony Kielce. Szybko zdementował je jednak Paweł Golański, dyrektor sportowy Korony, zresztą były dyrektor sportowy Motoru Lublin. – Nie prowadzimy rozmów w sprawie ściągnięcia tego zawodnika. Nie ma tematu tego obrońcy – wyjaśnił nam Paweł Golański. Czym zatem Luberecki zapracował sobie na to nieustanne zainteresowanie na rynku?
Filip Luberecki to nazwisko, które w ostatnich miesiącach odmieniane jest w Lublinie przez wszystkie przypadki. Od momentu dołączenia do Motoru w styczniu 2023 roku z Escoli Varsovia, ten boczny obrońca stał się jednym z największych objawień ligi, notując wręcz niesamowity progres. Jego piłkarski rozwój dosłownie eksplodował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, czego bezsprzecznym dowodem jest prestiżowa nagroda Młodzieżowca Marca 2026 w Ekstraklasie. Wybitna forma i zaprezentowane umiejętności zaowocowały również w pełni zasłużonym powołaniem do reprezentacji Polski U-21, a jego świetny występ przeciwko Czarnogórze tylko dobitnie potwierdza ogromny potencjał, z jakim mamy do czynienia. Piłka nożna to jednak sport pełen dynamiki, a w drużynie „Żółto-Biało-Niebieskich” zaszły zmiany, które rodzą kluczowe pytania o dalsze losy tak wspaniale rozwijającego się gracza.
Niekompatybilny z Misiurą
Trener Mariusz Misiura to szkoleniowiec o bardzo sprecyzowanym pomyśle na grę. Jego bazowa taktyka – doskonale znana z czasów pracy w Zniczu Pruszków czy Wiśle Płock – opiera się na systemach z trójką stoperów. Najczęściej są to warianty 3-5-2, 3-4-2-1 lub 5-3-2. Choć Misiura nie jest zwolennikiem „betonowej defensywy” i stawia na szybkie przejścia z obrony do ataku po odbiorze, to jego system wymaga specyficznego profilu graczy w bocznych sektorach boiska. I tu pojawia się spory problem.
Popularny „Luberek” świetnie radził sobie u Goncalo Feio (gdzie często grał bardzo szeroko, z wysokim udziałem w działaniach ofensywnych) oraz u Mateusza Stolarskiego (gdzie w formacji 4-3-3 idealnie łączył grę w ataku z intensywnym pressingiem w fazie przejścia). Cały czas mówimy jednak o zawodniku wychowanym i ukształtowanym do gry w czteroosobowym bloku defensywnym.
W układance Misiury brakuje dla niego optymalnego miejsca. Luberecki, jako nominalnie lewy obrońca z instynktami defensywnymi do gry w „czwórce”, może mieć ogromne problemy z odnalezieniem się na klasycznym wahadle, gdzie wymaga się bycia „koniem do biegania” od pola karnego do pola karnego. Alternatywa? Przesunięcie na pozycję pół-lewego stopera. Tu jednak brutalnie weryfikują go warunki fizyczne – Filip jest po prostu za niski do walki w powietrzu, jakiej oczekuje się od środkowego obrońcy. Trener Misiura ostatnio na briefingu co prawda puścił oczko w stronę 4-3-3, ale znając realia Ekstraklasy, jest wielce prawdopodobne, że szkoleniowiec wróci do swojego ulubionego ustawienia już po kilku kolejkach.
Klauzula niższa niż wartość?
Kwestie taktyczne to jedno, ale na stole leżą też twarde liczby. Mogłoby się wydawać, że Motor Lublin jest w doskonałej sytuacji negocjacyjnej, bowiem obecny kontrakt Filipa obowiązuje aż do 31 grudnia 2027 roku. W umowie zawodnika widnieje jednak zapis, który z pewnością spędza sen z powiek zarządowi klubu. Chodzi o klauzulę odstępnego, która wynosi dokładnie 1,5 miliona euro. W dzisiejszych realiach rynkowych to niemal promocja. Dość powiedzieć, że ceniony portal Transfermarkt wycenia obecnie 20-letniego gracza na 2,5 miliona euro. Różnica miliona euro sprawia, że zagraniczni skauci mają „Luberka” w swoich notesach zaznaczonego czerwonym markerem.
Jego rozwój dostrzegają jednak przede wszystkim kluby z zagranicy. Interesował się nim m.in. wspomniany Sturm Graz, a teraz nowe, niezwykle ciekawe informacje w jego sprawie podał Pete O’Rourke z „Football Insider”. Jego zdaniem Filip Luberecki oficjalnie trafił na radary kilku klubów z Championship. Na zapleczu angielskiej Premier League sytuację obrońcy Motoru monitorują tak uznane marki jak Norwich City oraz Queens Park Rangers (QPR). Dla wyspiarzy wyłożenie 1,5 miliona euro za perspektywicznego reprezentanta polskiej młodzieżówki to prawdziwa „okazja z wyprzedaży”.
Idealny kierunek dla Lubereckiego
Angielskie zainteresowanie z pewnością mocno działa na wyobraźnię, ale czy Championship to na pewno optymalny krok? Rozgrywki na Wyspach słyną z morderczego tempa, fizyczności i gry w powietrzu. Dla zawodnika, który jest świetny w destrukcji i pressingu, ale ma pewne ograniczenia fizyczne, mogłoby to być bolesne zderzenie z murem. Biorąc pod uwagę hiszpańską lub włoską boiskową inteligencję, odpowiednie zachowanie w pressingu oraz defensywne zapędy z gry w czteroosobowym bloku obronnym, idealnym kierunkiem wydaje się Półwysep Apeniński. Włoska Serie A od lat uchodzi za środowisko, w którym taktyka i odpowiedzialność w tyłach stawiane są na piedestale. We Włoszech klasyczni lewi obrońcy, umiejący trzymać linię i posiadający dobrą organizację gry bez piłki, są na wagę złota. Makaroniarze ukryliby jego mankamenty fizyczne, a jednocześnie pozwoliliby na oszlifowanie genialnego zmysłu taktycznego. Zamiast siłowych zapasów w Championship, włoska „szkoła obrony” byłaby dla Lubereckiego idealną trampoliną do wielkiej kariery.
***
Jedno wydaje się jednak pewne — Motor Lublin posiada dziś w swoich szeregach zawodnika, który znajduje się na radarach zagranicznych klubów i którego wartość sportowa stale rośnie. Jeśli „Luberek” utrzyma dotychczasowy rozwój, kwestia jego odejścia może stać się nie pytaniem „czy”, ale „kiedy”. A niska klauzula odstępnego może mu to aby ułatwić.
