Mateusz Stolarski: odchodzę jako wygrany

Po niemal czterech latach pracy w Motorze Lublin, trener Mateusz Stolarski żegna się z klubem. Decyzją właściciela, Zbigniewa Jakubasa, misja szkoleniowca w zespole „Żółto-biało-niebieskich” dobiegła końca. W specjalnej, emocjonalnej rozmowie z Radiem Lublin, trener podsumował swoją drogę – od walki o utrzymanie, aż po historyczny awans do Ekstraklasy.
Poniżej prezentujemy najważniejsze fragmenty wywiadu, w których Mateusz Stolarski z wdzięcznością patrzy na czas spędzony w Lublinie:
Odważne ryzyko i poczucie spełnienia
„Zaryzykowałem, to ryzyko się opłaciło, klub też ryzykował i jemu też się opłaciło. Bardzo się cieszę, że odchodzę stąd jako trener z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Bo po tym jak oceniana jest moja praca, nie będę kłamał, jeśli powiem, że odchodzę stąd jako wygrany i człowiek, który może czuć się w jakimś stopniu usatysfakcjonowany tym, co osiągnął z klubem.”
Fenomen frekwencji i więź z kibicami
„Cztery lata temu zaczynaliśmy, gdy na meczu było 1200 kibiców. Kończę tę przygodę, gdy klub ma średnią frekwencję na poziomie około 12 tysięcy. Pozostaje się cieszyć, że nie zostawiam tylko wyników, ale także jakąś ideę.”
Czy to definitywne pożegnanie?
„Nie jestem już trenerem Motoru, ale pozostaję jego kibicem. […] jeżeli nadejdzie moment, w którym Motor będzie potrzebował mojej osoby na stanowisku pierwszego trenera, a ja będę widział taką przestrzeń, to na pewno najważniejszą rzeczą nie będzie kontrakt, tylko chęć pomocy klubowi.”
Niedokończona misja
„Nie mam żalu, a bardziej poczucie niedokończonej misji. Wprowadziłem klub do Ekstraklasy, ustabilizowałem go w tej lidze, ale myślę, że spokojnie można wprowadzić ten klub do europejskich pucharów.”
