Motor Lublin: Mariusz Misiura po meczu z GKSem Katowice [transkrypcja]

Motor Lublin przełamał złą passę i za sprawą wygranej 1:0 z GKSem Katowice po raz pierwszy w tym sezonie Ekstraklasy sięgnął po 3 punkty. Trener Mariusz Misiura po meczu odpowiedział na pytania przedstawicieli mediów i opowiedział trochę o meczu i innych sprawach związanych z Dumą Koziego Grodu. Pod spodem znajduje się zapis pomeczowej konferencji.


Mariusz Misiura:
Bardzo się cieszę, że zdobyliśmy trzy punkty, że wygraliśmy mecz, bo mam takie poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu. I jak ten czas leci tydzień po tygodniu i przygotowujesz się do czwartego spotkania i cały czas na tym koncie masz jeden punkt. I często już zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej kolejce, co się wydarzyło w drugiej czy w trzeciej. I ja się dzisiaj tak normalnie po prostu cieszę, że zdobyliśmy trzy punkty, bo wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć już na swoim koncie dużo więcej i wierzę, że taką konsekwentną pracą, procesem, w którym jesteśmy, to nie ucieknie i krok po kroku będziemy budowali silną drużynę. Co do samego spotkania, wydaje mi się, że z przebiegu całego meczu wykreowaliśmy więcej sytuacji bramkowych w pierwszej połowie, więc konsekwencją tego jest bramka, cieszę się, że powiedzieliśmy sobie dzisiaj w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. I w 104 minuty w takim upale, to powiem Wam, że to jest szacunek ogromny dla piłkarzy, bo wydaje mi się, że sami dzisiaj Państwo siedząc na trybunach czuliście momentami gorąco, zmęczenie i to jest coś normalnego, że w takim upale przytrafiały nam się błędy. Cieszę się, że po tych błędach nie było konsekwencji w postaci gola. Ale podoba mi się nasze dążenie do strzelnia bramki. Uważam, że dobre zmiany, że każdy z tych zawodników dał impuls. Więc tak jak mówię, bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Szymon Rutkowski (Zygmuntowskie.pl.): W wyjściowej jedenastce dokonał Pan jednej zmiany w porównaniu z meczem z Pogonią. Tina Plavoticia zastąpił Marek Bartoš. Czym była podyktowana ta roszada? Czy Pana zdaniem Słowak wypełnił swoje założenia?

Mariusz Misiura: Wczoraj na treningu niestety Tin zgłosił ból w nodze. Do końca myśleliśmy, kto zagra, czy Tin, czy Marek, bo uważam, że mieli otwartą rywalizację. Marek ma fantastyczne dwa tygodnie pracy w czasie treningów i do końca zastanawialiśmy się. No i ta sytuacja dzisiaj, nawet Bartek Bochiński powiedział, że takie bóle głowy, jakie masz, czasami rozwiązują się same. No i niedyspozycja Tina sprawiła, że takim naturalnym wyborem naszym był Marek i jesteśmy zadowoleni z jego występu i całej drużyny. Mamy wąską kadrę, rozmawiamy z właścicielem, rozmawiamy z prezesem, z dyrektorem. Wszyscy jesteśmy świadomi, że jeszcze musimy się wzmocnić. Pracujemy bardzo mocno nad dwoma transferami. Chcemy, żeby te transfery były naprawdę właściwe. Nie chcemy zrobić transferu dla transferu i mieć takie poczucie, że ok, powiększyliśmy liczbę zawodników, tylko chcemy naprawdę wybrać zawodnika, który dzisiaj na przykład gdzieś w 65-70 minucie pomógłby nam lepiej zrealizować niektóre założenia na przykład w środku pola. Uważam, że patrząc na jaką zmianę dał „Maki”, jaką dał Lukoszek, to na tych bocznych sektorach boiska też się to sprawdziło. „Czubi” już pod koniec sam poprosił o zmianę, ale my tak samo rozwijamy młodego „Gregora”, chcemy mu pomagać, niech te minuty też łapie, więc nie chcemy robić nie wiadomo jak dużej liczby transferów. Chcemy zrobić dwa mądre ruchy i wierzę, że je zrobimy.

Szymon Rutkowski: Ja jeszcze powrócę do pierwszej części spotkania, bo Motor w pierwszej połowie wykreował sobie parę groźnych sytuacji, ale nie udokumentował swojej przewagi strzelonym golem w pierwszych 45 minutach. Czego Pana zdaniem zabrakło w tych akcjach?

Mariusz Misiura: Skuteczność, jak w poprzednich meczach. Właśnie po meczu jak już się cieszyliśmy na środku, to jak przybiłem piątki z Żakiem i z Fabio, to ich prosiłem, żeby strzelali następnym razem bramki w pierwszej połowie. To te zwycięstwo będzie łatwiejsze, ale z drugiej strony powiem Wam, że to jest moje pierwsze zwycięstwo tutaj domowe. Z Wami razem wspólnie i to było fajne przeżycie, doświadczyć w 85 minucie takiej bramki, eksplozję trybun, często były takie dreszcze. My strzeliliśmy bramkę na 1:0, sędzia jen nie uznał, za chwilę GKS strzelił bramkę, wydaje się, że trudny moment, za chwilę ta bramka nie jest uznana, więc ten mecz mógł iść w dwie strony. Cieszę się, że te 104 minuty zawodnicy wyszarpali, wywalczyli, a co najważniejsze, pokazali, jak dobrze grają w piłkę i konsekwencją tego są trzy punkty.

Szymon Rutkowski: To teraz o defensywie. Dziś po raz pierwszy w tym sezonie Motorowi udało się zachować czyste konto. I czy rzeczywiście Pan zobaczył poprawę w jej grze?

Mariusz Misiura: Na przykład mecz z Pogonią. Wydaje się, że tracimy 3 bramki, że katastroficzny występ. Pierwsza bramka nie powinna być uznana, spalony. Druga bramka, rzut wolny, błąd indywidualny. Trzecia bramka to był moment, kiedy my strzeliliśmy bramkę na 2:1, 2 minuty do końca, ruszyliśmy całym zespołem do przodu, dostaliśmy piłkę za plecy. Zdarza się, więc ja naprawdę powiem Wam szczerze, że nie patrzę na suche liczby w wyniku, np. 3:1. I to nie świadczy o tym, że zagraliśmy słaby mecz w organizacji w obronie, bo ja jestem dumny, jak w Szczecinie na tym trudnym terenie nie dopuściliśmy zawodników do sytuacji, więc ja wierzę w proces, wierzę w ten sztab, wierzę w świetnych piłkarzy, widzę jak oni z dużym zaangażowaniem codziennie pracują, widzę małe rzeczy jak na przykład „Kiki” przez 3-4 tygodnie, jaki robi postęp, jak się rozwija i ja wierzę, że każdy z tych zawodników ma nie wiem gdzie sufit i my po prostu będziemy robić wszystko, żeby zapewnić im jak najlepszy serwis, będziemy robić wszystko, żeby pomóc im osiągać coraz lepsze wyniki indywidualne i drużynowe i gdzie nas to zaprowadzi, zobaczymy.

Szymon Rutkowski: I na sam koniec zapytam o rywalizację na skrzydle, bo ostatnio pojawiły się sugestie, że po zdobytym golu w Szczecinie od pierwszej minuty na murawie powinien być dzisiaj Makan Aiko. W wyjściowej jedenastce wyszedł jednak Fabio Ronaldo, a Makan ponownie wszedł z ławki. Który z tych zawodników Pana zdaniem dał drużynie więcej konkretów?

Mariusz Misiura: Uwielbiam jednego i drugiego. Patrząc jak na treningach dryblują, jak strzelają, to dają mi dużo radości, moje oczy się cieszą patrząc jak oni grają. Powiem szczerze, że też do wczoraj jeszcze miałem dylemat, czy nie zmienić, ale z drugiej strony w Szczecinie Fabio wykreował nam cztery sytuacje do strzelania bramki, więc nie widziałem też do końca takiego powodu. Okej, bardzo dobra zmiana kolejna w meczu „Makiego”, ale też nie zapominam, jak dużo dobrego zrobił dla nas Fabio, czy jak wiele zrobił przez te cztery mecze dla nas Fabio. Też nie ukrywam, że bardzo chcę, żeby strzelił bramkę za tą pracę, którą robi dla drużyny, żeby też poczuł z tego radość. Więc niech rywalizują. Na pewno będzie ta sytuacja, że „Maki” wyjdzie w pierwszym składzie, bo to jest świetny zawodnik i kluczem jest dla mnie, żeby jeden i drugi się nie obrażał, tylko rozumiał swoją sytuację, że pracują dla drużyny.

Michał Perzanowski (PDK Live): Gratuluję przede wszystkim pierwszego zwycięstwa. Co trener sądzi o tym varowaniu? O tym varowaniu, czyli o tej przerwie. Też mieliście do czynienia w Szczecinie z takim czymś.

Mariusz Misiura: Ogólnie uważam, że sędzia dzisiaj był bardzo dobry i ja nie mam problemu z varowaniem sytuacji. Z tym, że dzisiaj nie uznali dwóch bramek, z tym, że doliczyli 10 minut, bo to wszystko się wydarzyło. Tylko apeluję o konsekwencje, żeby właśnie nie było sytuacji takiej, że na jednym stadionie jedziemy i jakaś sytuacja varowana nie jest i ponosimy tego konsekwencje, a na innym stadionie to jest. Później tak samo, na przykład auty, nie wiem czy zwracacie uwagę, my korzystamy momentami z wysokich, z dalekich autów i na przykład grając w Szczecinie, Żak przebiegając na drugą stronę, żeby wybić aut, sędzia już mu liczył w momencie przebiegania. A tydzień później czy tydzień wcześniej zawodnik trzyma piłkę i dopiero po 7 czy 8 sekundach ma liczony. Więc chodzi mi o to, że uważam, że świetne sędziowanie dzisiaj, tylko żebyśmy doświadczali takiej konsekwencji, że wszędzie to jest tak samo. Na przykład wczoraj oglądałem mecz Piasta, wiecie, tam były 2,3 minuty, a wydaje mi się, że powinno być więcej. Dzisiaj jak się usłyszałem, że robimy zmiany, jeszcze dwie, bo Karol prosi o zmianę i sędzia mówi, że doliczamy 10 minut. No to już wtedy młody „Gregor” nie wchodzi tylko na 3, 4, 5 minut, tylko wchodzi na 14. Pytałem, czy „Gregor” dzisiaj w tym wieku, z tym doświadczeniem jest gotowy na 14 minut. Na 6, 5 byliśmy pewni, że nie chcemy go więcej obciążać, żeby ten wynik utrzymać. Cieszę się bardzo, że zdał egzamin i każdy ze zmienników dzisiaj dał w siebie wszystko. Jestem zadowolony.

Michał Perzanowski: To też spytam o najbliższego rywala, czyli o kielecką Koronę. Co by trener od siebie o nich powiedział?

Mariusz Misiura: Uważam, że liga jest super. Patrząc na pierwsze kolejki, każdy ma jakiś pomysł na siebie. Nie ma żadnej przypadkowej drużyny i to jest w tym coś pięknego, że przygotowują się drużyny na siebie i kto kogo przechytrzy w małych szczegółach, małych detalach. Ja jestem bardzo dużym fanem trenera Zielińskiego. Powiem Wam szczerze, tak mogę zdradzić, że jak zakończyłem poprzedni swój pierwszy sezon w Ekstraklasie, to pierwsze co zrobiłem na drugi dzień, to zadzwoniłem do trenera Zielińskiego i pogratulowałem mu, że pracuje 20 lat w tym zawodzie na poziomie Ekstraklasy, bo powiem Wam szczerze, to jak mentalnie się czułem po pierwszym sezonie, jakie przeżywasz nastroje up and down, to jest coś niesamowitego, jak dużo cię to kosztuje zdrowia, emocji, nerwów, to mu pogratulowałem, że potrafi tym zarządzać przez 20 lat, więc się cieszę na samą myśl z rywalizacji z trenerem Zielińskim, z szacunku do niego, zrobię wszystko, żeby się jak najlepiej przygotować do tego meczu.

Michał Perzanowski: To jeszcze na koniec zapytam o sytuację zdrowotną w kadrze.

Mariusz Misiura: Mieliśmy dzisiaj Ivo na ławce rezerwowych, więc mam nadzieję, że następnym razem nie powiem Wam tylko i wyłącznie „pomidor”. Tęsknimy za nim bardzo, co mam Wam powiedzieć. Tęsknimy za nim bardzo, na pewno jest takim zawodnikiem, który jest gamechangerem, na pewno łatwiej by nam się z Ivo grało, dlatego tym bardziej mam ogromny szacunek do tego, co się wydarzyło w tych czterech spotkaniach. Mamy bardzo trudny terminarz, bo graliśmy u siebie z zespołami, które nas reprezentują w Europie. Czyli przygotowywały się do sezonu, żeby od razu być gotowe w formie na Europę. To jest coś innego niż przygotowywać się tylko na rezerwie, tylko oni przygotowali się dużo wcześniej, żeby już na tym etapie dobrze wyglądać. Dlatego mecze u siebie z Jagiellonią i z Katowicami mnie cieszą, bo jestem dumny z tego, jak piłkarze grają, jak prezentowali się na tle tych zespołów. I dwa wyjazdy bardzo trudne, na Pogoni czy na Widzewie, więc konsekwencją tych czterech meczów jest to, że mamy cztery punkty. Mamy odczucia, że powinniśmy mieć więcej, ale wierzę w proces, wierzę, że krok po kroku będziemy zbierali punkty.

Tomasz Pluta: Trenerze, ja na początek zapytam o to wejście w mecz, bo wydaje mi się, że było bardzo dobre te pierwsze 20 minut szczególnie. Wydaje mi się, że przebiegało według Waszego planu i chciałem zapytać, czy rzeczywiście taki był plan, żeby w tych bocznych sektorach tworzyć przewagę między wahadłem a bocznym środkowym obrońcą?  Bo tam często wchodziły Wasze ósemki, czy też boczni obrońcy.

Mariusz Misiura: Zmuszasz mnie do naszych jakichś takich głębokich zagadnień taktycznych, a nie chciałbym jakby przedstawiać naszego modelu gry, żeby przeciwnicy nie mieli łatwo w przygotowaniach się, ale szczerze mówiąc to cieszy mnie, bo to jest kolejny dobry mecz. Wchodzimy dobrze w mecz, obojętnie czy gramy w Szczecinie, czy tutaj przyjechała Jagiellonia Białystok, to  jesteśmy na tyle przygotowani, że od razu wchodzimy i wydaje mi się, że kontrolujemy to spotkanie. Mamy pod nieobecność Ivo „Kikiego” i „Łęgiego”, których taką ich cechą wiodącą jest dobre przygotowanie fizyczne, duża ruchliwość, gra kombinacyjna, więc korzystamy z tego, żeby czasami rotowali się, czasami pojawiali się po jednej stronie boiska, mamy świetnych dryblerów jak Żak, jak Fabio, więc to jest nasza silna broń. Myślę, że Wy też przychodzicie na trybuny oglądać świetne akcje, świetne pojedynki. Ja się cieszę, że dzisiaj właśnie po takim wyjściu szybkim atakiem Żaka, świetnym wcięciu Lukoszka, strzelamy, Karol strzela bramkę, więc jakby tylko się cieszę, że to nad czym pracujemy funkcjonuje na tyle dobrze, że mam uczucie, że gramy dobrze i cieszę się, że dzisiaj wreszcie zapunktowaliśmy za trzy.

Tomasz Pluta: Co z Pana perspektywy było kluczowe, żeby dzisiaj zatrzymać GKS? Oprócz tego charakteru i serca, bo też mam wrażenie, że GKS słynie z tego środka bardzo mocnego, a dzisiaj mam wrażenie, że jednak to Wy wygraliście walkę o ten środek.

Mariusz Misiura: Ogólnie nie tylko w środek. Wydaje mi się, że po prostu byliśmy dobrze do tego meczu przygotowali. Dlatego gratuluję dla sztabu za ich pracę, bo proszę wiedzieć, że codziennie widzę ich z samego rana do późna wieczór i po tych trzech kolejkach pierwszych, gdzie mieliśmy takie poczucie, że naprawdę drużyna grała bardzo dobrze. Rozmawialiśmy z zawodnikami, uczucia były takie, że zasługujemy na więcej, później patrząc na ich twarze i taki zawód, że tylko jest jeden punkcik, to naprawdę się bardzo cieszę, że dzisiaj mamy te trzy punkty, mówię ze względu na piłkarzy, ze względu na sztab, dla kibiców, bo na pewno wierzę, że to będzie taki wiatr w żagle i na pewno przyjemniej się będzie pracowało.

Mariusz Kalwas (Nafciarski.pl): Pytanie krótkie i proszę o krótką odpowiedź bez zastanowienia. Co jest dla pana ważniejsze, wsparcie kibiców czy wsparcie właściciela klubu?

Mariusz Misiura: Właściciel to też kibic, więc kibiców. Dziękuję bardzo.