Za styl punktów nie dają. Motor Lublin przegrywa u siebie z Jagiellonią

Ambitna postawa nie wystarczyła Motorowi do urwania punktów Jagiellonii. Trzecia drużyna poprzedniego sezonu PKO BP Ekstraklasy pokonała Dumę Koziego Grodu na Motor Lublin Arenie 1:2.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić

Już w 3 minucie było blisko gola dla Jagiellonii. Zabrakło naprawdę niewiele, aby szybka kontra została zwieńczona efektownym golem. Centrostrzał Kajetana Szmyta odbił się od słupka. Chwilę później groźny atak wyprowadził Motor, jednak strzał głową Mbaye Jacquesa Ndiaye przeleciał nad poprzeczką. W 7 minucie znów było niebezpiecznie pod bramką Zółto-Biało-Niebieskich. Po wrzutce z rzutu rożnego uderzenie Yukiego Kobayashiego nieznacznie ominęło bramkę strzeżoną przez Mihaia Popę.

10 minut później Japończyk popełnił kardynalny we własnym polu karnym. Jego podanie do Sławomira Abramowicza było zbyt lekkie. Na szczęście dla gości bramkarz dobrze skrócił kąt Karolowi Czubakowi i obronił jego strzał. W ekwilibrystyczny sposób próbował dobijać Ndiaye, ale jego próba została zniwelowana przez Kobayashiego stojącgo przed linią bramkową. Z dystansu próbował również Christopher Simon, lecz niecelnie. Po blisko pół godziny gry ponownie zrobiło się gorąco. Po zamieszaniu w polu karnym Jagiellonii do piłki dopadł Mateusz Łęgowski, którego strzał z powietrza odbił Abramowicz.

Pomimo tego, że Motor kreował sobie więcej sytuacji bramkowych, to Jagiellonia otworzyła wynik spotkania. Po kilku minutach na połowie gospodarzy Białostoczanom udało się złamać ich linię defensywy. Przeszywające podanie Bernardo Vitala próbował przechwycić Yacine Bourhane, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że futbolówkę zgarnął Nik Prelec. Słoweński napastnik wykorzystał lukę na środku obrony RKSu i znakomitym strzałem lewą nogą w prawy dolny róg z 16 metra bramki nie dał najmniejszych szans Popie.

Zdobyta bramka zdecydowanie dodała skrzydeł Dumie Podlasia. Ekipa Adriana Siemieńca zamknęła Motor na własnej połowie i niedługo przed upływem trzech kwadransów stworzyła sobie kolejną szansę. Potężny strzał Sergio Lozano z krawędzi pola karnego obronił Popa, a zaraz przed świetną okazją do powiększenia swojego dorobku strzeleckiego stanął Prelec. Jego dobitka jednak nie znalazła drogi do siatki.

Szalona druga połowa na korzyść Jagiellonii

Na początku drugiej części meczu jako pierwszy do głosu doszedł Motor Lublin. Z rzutu wolnego w pole karne wrzucił Łęgowski. Najwyżej do piłki wyskoczył Czubak, ale jego strzał był niecelny. Za chwilę kapitan Motoru spudłował w podobny sposób, tym razem po centrze Bartosza Bereszyńskiego.

Motorowcy nie ustawali w staraniach o wyrównanie, ewidentnie było widać, że to oni zyskali inicjatywę. Fabio Ronaldo uruchomił prostopadłym podaniem Ndiaye. Próbę Senegalczyka w instynktowny sposób jedną ręką odbił Abramowicz. Z dwudziestu kilku metrów próbował Łęgowski, także bez powodzenia. Po 60 minucie ciekawym zejściem na lewą nogę popisał się świeżo wprowadzony z ławki Jeremy Agbonifo, jednak kopnął piłkę prosto w Popę. Kilkadziesiąt sekund później kolejną okazję miał Czubak. Jego strzał mierzony na krótki słupek sparował świetnie dysponowany Abramowicz.

Motor mógł zostać ponownie skarcony za brak skuteczności w 78 minucie. Po spokojniejszym fragmencie gry piłkarze Jagiellonii przeprowadzili ciekawy atak lewą strona boiska. Dobrym dryblingiem i precyzyjnym dograniem błysnął Szmyt, zabrakło tylko odpowiedniej finalizacji Lozano, który znajdował się na skraju pola karnego i nie zbyt mocno naciskany przez obrońców z Lublina. Wysiłek Żółto-Biało-Niebieskich z wcześniejszej fazy spotkania wreszcie został nagrodzony. W 82 minucie rezerwowy Makan Aiko ograł Norberta Wojtuszka i miękkim dośrodkowaniem odnalazł Ndiaye. „Jacek” zgrał piłkę do Czubaka, który pewnie skierował piłkę do siatki z bliskiej odległości. Stan remisowy i euforia na trybunach jednak nie utrzymały się długo.

Motor chciał pójść za ciosem, ale strata Paskala Meyera poskutkowała początkiem kontry gości. Szmyt jeszcze raz napędził akcję lewą flanką i znów podał do Lozano. Hiszpan miał jeszcze więcej miejsca niż przy swojej pierwszej próbie i wykorzystał to bez skrupułów. Kropnął zza pola karnego z chirurgiczną precyzją i zdobył gola o nieprzeciętnej urodzie. To dało „Jadze” powrót na prowadzenie, którego nie oddała już do końca mimo natarcia Motoru w ostatnich minutach. Tomasz Kwiatkowski zagwizdał po raz ostatni przy stanie 1:2 dla przyjezdnych.

***

Gra Motorowców w tym meczu mogła się podobać. Było widać u nich sporą ochotę do gry, walczyli dzielnie aż do ostatniego gwizdka. Konstruowanie ataków nie sprawiało im większych trudności, gorzej wyglądała już skuteczność. Stwierdzenie, że Motor Lublin powinien zdobyć więcej niż jednego gola raczej nie będzie przesadą. Wykończenie akcji rzeczywiście czasem pozostawiało wiele do życzenia, ale należy też zauważyć, że wyśmienite zawody rozegrał bramkarz Jagiellonii, Sławomir Abramowicz. 22-latek odbił kilka trudnych piłek i śmiało można uznać, że to właśnie jemu Białostoczanie w całkiem dużej mierze zawdzięczają 3 punkty.

Trzeba im również oddać fakt, iż mimo tego, że przez większość czasu nie byli przeważającą stroną, potrafili wypunktować gospodarzy. Niestety umieli zachować więcej zimnej krwi pod bramką przeciwnika i skrupulatnie wykorzystać niedociągnięcia w jego formacji defensywnej. Obrońcom Motoru zdarzało się popełniać dość oczywiste błędy, chociażby przy obu straconych golach. Przy bramce na 1:0 zawiodło ustawienie. Pozostawiono bez żadnej opieki Preleca, który z tego skorzystał. Drugi gol wynikał przede wszystkim ze zbyt dużej przestrzeni pozostawionej strzelcowi. Lozano miał na tyle dużo miejsca, że mógł bez problemu przygotować się do oddania celnego strzału, co zresztą uczynił.

Na niezbyt wiele zdała się pomoc zmienników. Owszem, Aiko miał całkiem duży udział przy bramce dla Motoru, ale co dobrego można powiedzieć o innych rezerwowych, którzy pojawili się na placu gry? Wydaje się, że nie za wiele. To kolejny problem, nad którym należy pracować, choć jest to kwestia wymagająca bardziej działań w gabinetach. Ciężko zawojować ligę z krótką ławką rezerwowych, na której w dodatku ciężko znaleźć graczy, którzy naprawdę mogą zmienić oblicze zespołu.

Czy Motorowi w braku przynajmniej 1 punktu przeszkodziła absencja Ivo Rodriguesa? Być może, w końcu były momenty, w których w środku pola brakowało kreatywności będącej mocną stroną Portugalczyka. Jakby nie było, Duma Koziego Grodu pokazała się w tym spotkaniu z bardzo przyzwoitej strony, fani na pewno powinni docenić to, że ich ulubieńcy nie odstawali od jednej z czołowych drużyn w Polsce. Szkoda jedynie, że nie przełożyło się to na punktową zdobycz.