Motor Lublin v GKS Katowice, szykuje sie ciężka przeprawa

W 4. kolejce PKO BP Ekstraklasy Motor Lublin podejmie na Motor Lublin Arenie drużynę GKS-u Katowice. Z tej okazji porozmawialiśmy z Markiem Draganem [GieKSa.pl], by dokładniej przybliżyć wam naszych następnych rywali. Nie zabrakło pytań o europejskie puchary, Bartka Wolskiego czy o ogólną dyspozycję piłkarzy trenera Rafała Góraka.

GKS Katowice wydaje się chyba najmądrzej zarządzanym klubem-miastem w Polsce. Powiem więcej. Awansowaliście do ekstraklasy w tym samym sezonie co Motor i na ten moment trzeba to przyznać — jesteście lepszą drużyną i bardziej stabilnym projektem. Jak wy to robicie?
Dyskusja o wyższości klubów prywatnych nad miejskimi (lub na odwrót) co jakiś czas odżywa w mediach i socialmediach, ostatnio szczególnie za sprawą wojenki krakowsko-wrocławskiej. GieKSa jest w tym sporze nieco z boku, bo moim zdaniem kwestią wtórną jest źródło pochodzenia pieniędzy, a pierwotną sposób ich wydawania. Mamy przykłady „chorych” klubów z kapitałem prywatnym i całkiem zdrowych klubów miejskich jak Wisła Płock czy GKS, choć trzeba pamiętać, że droga do tego była długa i kręta. W Katowicach udało się osiągnąć pewną równowagę, głównie dzięki właściwym wyborom personalnym, zwłaszcza w aspekcie sportowym. Zarówno trener, jak i dyrektor sportowy pełnią swoje funkcje nieprzerwanie od wielu lat, zapracowali na cierpliwość zarówno zarządu, jak i kibiców, przez co nawet w obliczu kryzysów – których przecież w ostatnich latach nie brakowało – mogą spokojnie pracować bez większych obaw o swoje stołki. Drużyna budowana jest w sposób ewolucyjny, choć metodyczny. Warto zaznaczyć, że z drużyny walczącej o wygrzebanie się z drugoligowych czeluści zostali dziś w Katowicach wyłącznie Arkadiusz Jędrych i Adrian Błąd. Cierpliwość i konsekwencja są więc kluczem do sukcesu, jakim jest droga od drugiej ligi do europucharów w mniej więcej siedem lat.

Co by nie mówić, dotychczasowa przygoda Katowic na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce ma tylko jedną plamę. Jest nią tegoroczna przygoda w europejskich pucharach. Czego zabrakło GKS-owi by awansować do fazy grupowej Ligi Konferencji?
Myślę, a pewnie większość katowickich kibiców ma podobne zdanie, że tak kategoryczna ocena naszej pucharowej przygody jest tu nie na miejscu. Pamiętajmy, że przed sezonem nikt nie stawiał przed drużyną tak ambitnych celów jak TOP5 Ekstraklasy. Zadomowienie się w elicie było i nadal jest naszym głównym celem, a przepustka do kwalifikacji Ligi Konferencji była niejako nagrodą dla całego klubu za ambitną postawę w ubiegłym sezonie. Nagrodą i przygodą, którą w naszej ocenie udało się przeżyć na miarę naszego dzisiejszego potencjału. Zarówno nasze środowisko, jak i niektórzy fachowcy od rankingów (odsyłam do mojej rozmowy z Piotrem Klimkiem na GieKSa.pl) zakładali minimum w postaci przejścia drugiej rundy kwalifikacji, a kolejne szczeble były uzależnione od szczęścia w losowaniu. Tego za wiele nie było, bo zarówno Hapoel, jak i czekająca w kolejnej rundzie Atalanta, to rywale z wyższej półki. Mimo to zabrakło niewiele, aby przynajmniej doprowadzić do dogrywki w rywalizacji z klubem z Izraela. Mamy poczucie, że można było zrobić więcej, szczególnie w Miszkolcu, przede wszystkim eliminując błędy własne. Rywal wykorzystał je jednak bezlitośnie i pokazał wyższą jakość. Traktujemy to jako kolejne doświadczenie, które mam nadzieję zaprocentuje w niedalekiej przyszłości.

Cofając się myślami do poprzedniego sezonu, GKS Katowice w ostatnich minutach meczu wywalczył awans do eliminacji Ligi Konferencji wyprzedzając warszawską Legię. Uważasz, że GieKSa zrobiła to zasłużenie?
Z perspektywy czasu może lepiej byłoby, gdyby Marcel wtedy nie trafił i to Legia a nie my reprezentowała Polskę w Europie… To oczywiście żart i ironia w nawiązaniu do komentarzy naszych występów w kwalifikacjach LKE, szczególnie intensywnie płynących ze stolicy. Skoro na przestrzeni sezonu wyprzedziliśmy 13 innych zespołów, potrafiliśmy wygrzebać się ze strefy spadkowej, gdzie byliśmy jeszcze w styczniu i byliśmy drugą po Lechu najlepiej punktującą drużyną w lidze, to odpowiedź na to pytanie może być jedna. Na Europę zasłużył ten, kto w końcowym rozrachunku zajął premiowane awansem miejsce. Cała reszta to didaskalia.

Latem miał miejsce głośny transfer między naszymi zespołami — uaktywniliście klauzulę odstępnego w wysokości 100 tysięcy euro za naszego kapitana Bartosza Wolskiego. Jak do tej pory spisuje się ten piłkarz?
Bartek musi się odnaleźć w nieco innej roli niż pełniona w Motorze – gra nieco niżej, tuż za plecami Bartka Nowaka, który jest naszym niekwestionowanym liderem. Ma odbierać i dostarczać piłki, z których będą korzystać wyżej ustawieni zawodnicy. Sam fakt, że w zasadzie z miejsca wskoczył do pierwszego składu, świadczy o jego klasie, bo u trenera Góraka proces adaptacji trwa zwykle znacznie dłużej. Obiecujemy sobie wiele po naszym środku pola z Wolskim w składzie i mamy nadzieję, że z każdym meczem będzie o nim coraz głośniej.

Nasze zespoły trenuje dwóch wybitnych jak na polskie warunki szkoleniowców. Którego cenisz wyżej — Rafała Góraka czy Mariusza Misiurę? Jak wspominasz potyczki z byłym trenerem Wisły Płock z poprzedniego sezonu?
Obaj szkoleniowcy rzetelnie zapracowali na swoje pozycje, choć nie jestem pewien, czy już dziś określałbym ich jako wybitnych. Byłoby nie na miejscu, gdybym nie docenił pracy, jaką Rafał Górak wykonał w Katowicach od 2019 roku, pokonując drogę od drugiej ligi do Europy. Jest powszechnie chwalony zarówno przez ekspertów, jak i samych zawodników, którzy „kupują” jego metody, mimo że, jak sami przyznają, do przyswojenia jest wiele i trwa to dość długo. Z trenerem Misiurą udało się Górakowi dwukrotnie wygrać (liga i Puchar) i raz zremisować w Płocku. Mariusz Misiura dał się poznać jako szkoleniowiec koncentrujący się na defensywie, aczkolwiek – jak usłyszałem niedawno – w Lublinie odżegnuje się od tej etykiety i z Motorem chce grać bardziej ofensywnie. Z Karolem Czubakiem na szpicy powinno być o to łatwiej i sam jestem ciekaw przebiegu niedzielnego meczu z GieKSą.

GieKSa ma za sobą raptem dwa spotkania ligowe. Wygrana z Radomiakiem i porażka z Wisłą Kraków. Jak przebiegały i jakie były okoliczności tych spotkań?
Jak można się domyślać, GieKSa musiała dzielić uwagę i siły pomiędzy spotkania ligowe i pucharowe. Ponadto wydaje się, że na początku sezonu widać było „ciężkie nogi” u niektórych piłkarzy – efekt intensywnych przygotowań przed sezonem. Zespół rozpędza się powoli – zarówno pierwszy mecz z Żyliną, jak i grany kilka dni później pojedynek z Wisłą w Krakowie nie wyglądały tak, jak byśmy tego oczekiwali, jeśli chodzi o intensywność, skoki pressingowe i kreatywność w ofensywie. Do tego dochodziły błędy indywidualne, z których rywale skrzętnie korzystali. Wisła zdobyła dwie bramki i mimo nerwowej końcówki nie pozwoliła sobie wydrzeć zwycięstwa, natomiast Radomiak zaprezentował się zdecydowanie poniżej swoich możliwości, co zresztą widać w jego kolejnych meczach. Trudno oceniać formę GieKSy tylko na podstawie tych dwóch spotkań. Mam wrażenie, że więcej odpowiedzi poznamy w najbliższych tygodniach, szczególnie że nie będziemy już zaprzątać myśli rywalami w europucharach.

Odkąd Motor i GKS awansowali do ekstraklasy, bilans między tymi zespołami z naszej perspektywy wynosi 1/1/2. Jakim rezultatem według ciebie zakończy się jutrzejsze spotkanie?
Mecze w Lublinie zazwyczaj obfitowały w gole i podobnego spotkania oczekuję w niedzielę. Mam nadzieję, że nasza ofensywa wróci na właściwe tory i będziemy tworzyć więcej zagrożenia z przodu niż miało to miejsce w poprzednich meczach. Wiemy, że Motor jest w przebudowie, ma problemy z optymalnym zestawieniem drugiej linii i bronieniem przy stałych fragmentach gry. To z kolei nasza najmocniejsza broń, którą mam nadzieję wykorzystamy. Liczymy, że w końcu przełamiemy się na wyjeździe, bo w delegacji nie potrafimy wygrać od marca. Jeśli uda się powstrzymać Karola Czubaka i ofensywne zapędy skrzydłowych, to możemy mieć nadzieję na korzystny rezultat. Stawiam na 3-1 dla GieKSy.