Jakub Łabojko: „Miałem nadzieję dogadać się z Motorem” [WYWIAD]
![Jakub Łabojko: "Miałem nadzieję dogadać się z Motorem" [WYWIAD] Jakub Łabojko powraca do macierzy](https://zygmuntowskie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Jakub_Labojko.jpg)
Jakub Łabojko przez ostatnie półtora roku był piłkarzem Motoru. Dla Dumy Koziego Grodu rozegrał 44 spotkania, w tym te w historycznym dla klubu sezonie, zakończonym siódmym miejscem w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Od nowego sezonu będzie jednak zawodnikiem Piasta Gliwice. Porozmawialiśmy z nim o wspomnieniach z Motoru, jak i o celach z nową drużyną czy spojrzeniu zawodnika na polską piłkę.
– Stosunkowo szybko znalazłeś nowy klub – Piast Gliwice? Jakie są twoje pierwsze wrażenia, także z pracy z trenerem Myśliwcem?
– Jakub Łabojko: Miałem nadzieję dogadać się z Motorem, ale nie doszliśmy do porozumienia. Zależało mi na dłuższym kontrakcie, którego nie mogłem już później otrzymać w Lublinie. Pojawiła się opcja powrotu do Gliwic, do mojego rodzinnego miasta i nie wahałem się. Wiedziałem, że tutaj też się będę dobrze czuł, bo tutaj spędziłem swoje młodzieńcze lata, więc ta decyzja nie była trudna. Szkoda mi okresu, który mógł być przede mną w Motorze, natomiast takie jest życie piłkarskie. Moje nie lubi próżni, często zmieniam kluby, chociaż nie za bardzo jest z tego zadowolona moja rodzina, natomiast takie jest życie sportowca. Pierwsze wrażenia pozytywne, trener Myśliwiec zrobił pozytywne wrażenie i zobaczymy co dalej. Najważniejszy okres, czyli zmagania ligowe przed nami.
– Od twojego ostatniego czasu w Piaście minęło sporo czasu. Od wejścia do klubu widziałeś jakieś zmiany?
– Nigdy nie byłem członkiem pierwszej drużyny Piasta Gliwice, więc dla mnie praktycznie wszystko jest nowe. Znam klub, znam bazę, stadion, znam ludzi pracujących dookoła, ale tak wewnątrz nie uczestniczyłem. Teraz wchodzę do szatni, w której nigdy nie przebywałem, nie miałem możliwości siedzieć, więc to dla mnie coś nowego. Znam natomiast otoczkę, ludzi, miasto, tu nic nowego nie spotkałem.
– Czym cię przekonał Piast Gliwice w rozmowach?
– Myślę że to była taka obopólna zgoda, że ja pomogę Piastowi który stracił kilku zawodników ze środka pola, a Piast pomoże mi. Ja oczekuję więcej grania, większej liczby minut. Potrzebuję sezonu, który ostatnio miałem może w Śląsku Wrocław, kiedy grałem od deski do deski. Oczywiście jest rywalizacja, trzeba wszystko sobie wywalczyć, natomiast chciałbym grać jak najwięcej. Wiadomo, że jest konkurencja w środku pola bo jest czterech zawodników, aczkolwiek niektórzy zawodnicy są tam przesunięci z przymusu. Być może ktoś jeszcze dojdzie, może nie, a może w takim składzie będziemy operować w środku pola i ja chciałbym być jego centralną postacią.
– Do tej pory polskie kluby nie wydawały dużych sum na sam twój transfer. Jak jako piłkarz patrzysz na obecne kwoty transferowe w Ekstraklasie?
– Na pewno to jest plus dla ligi, że rozwijamy się. Płacimy więcej i zarabiamy więcej na sprzedaży, nawet czasami tych bardziej anonimowych zawodników, którzy jeszcze nie pokazali w pełni swojej wartości, ale drzemie w nich duży potencjał. Kluby zachodnie są zdolne płacić znacznie więcej za naszych zawodników. Oby to się stało regularnością, żeby w naszą piłkę pompowano jak najwięcej pieniędzy i żebyśmy stawali się coraz lepsi jako kraj, jako liga, reprezentacja. Czasami nie widać aż tak dużych różnic, natomiast ważne żeby sprowadzać lepszych zawodników niż są obecnie w lidze by podnosić jej poziom. To jest zrozumiałe, za mnie też kiedyś włoski klub zapłacił, nie jakieś kosmiczne pieniądze, ale zapłacił, za defensywnego pomocnika. Im większe kwoty i lepsi zawodnicy, tym lepiej dla całej ligi.
– W polskiej piłce obserwujemy starcie coraz większej liczby prywatnych właścicieli klubów, m.in. Zbigniewem Jakubasem w Motorze, a klubami miejskimi, jak np. twój aktualny pracodawca, Piast Gliwice. Coraz częściej pojawiają się komentarze, że kluby miejskie powinny poszukać prywatnych właścicieli. Jaki jest twój pogląd?
– To jest ciężki temat. Dofinansowujemy kulturę, różne inne rzeczy. Być może np. miasto powinno wspierać akademię, a pierwsza drużyna powinna utrzymywać się ze sponsorów, z praw telewizyjnych. To jest temat do większej dyskusji, ja jestem tylko piłkarzem i gram tam, gdzie ktoś mnie chce, gdzie ja też chcę. Byłem w Śląsku Wrocław, który jest miejski. Byłem w Rakowie Częstochowa i w Motorze, które są prywatne. Każdy klub inaczej funkcjonuje. Czasem w danym mieście trudno znaleźć inwestora, wtedy miasto bierze ciężar na siebie.
– W ostatnich dwóch sezonach działo się dużo w Motorze. Historyczne 7 miejsce, potem niższa lokata i dłuższa walka o utrzymanie, zawirowania wokół dyrektorów sportowych. Były roszady kadrowe, choć nie takiej skali jak tegoroczna. Jak to było odczuwalne z wewnątrz?
– Po pierwszym sezonie w Ekstraklasie odeszła część zawodników, która była ważna dla szatni. Byli dłuższy okres w klubie, byli zasłużeni dla niego, jak Piotrek Ceglarz, Samuel Mraz, Kacper Rosa, Marcel Gąsior, Kamil Kruk, którzy świętowali awans z Motorem. Następowały wymiany częściowe, a teraz doszło do rewolucji. Na pewno zawsze zmiany w szatni są odczuwalne ze względu na hierarchię czy na atmosferę. Zawsze jest się zainteresowanym jacy piłkarze trafią do twojego klubu, ale to przede wszystkim ludzie. Piłkarzem możesz być bardzo dobrym, ale chodzi o to co sie dzieje nie tylko na boisku. Trzeba sie wpasować w grupę, która juz jest stworzona i w niej dobrze funkcjonować. Tutaj była naprawdę kapitalna drużyna, kapitalna atmosfera przez te półtora roku jakie mogłem tu być. Wielu zawodników pamiętających czasy 2 Ligi i mocno utożsamiających się z tym klubem. Teraz doszło do całkowitej zmiany koncepcji. Motor ma walczyć o coś więcej, zobaczymy jaki będzie efekt.
– O miejsce w wyjściowym składzie rywalizowałeś z Sergim Samperem. Jak oceniasz tę rywalizację? Czego mogłeś się nauczyć od wychowanka FC Barcelony?
– Pierwsze moje pół roku w Motorze to ja spędzałem więcej czasu na boisku po feralnej czerwonej kartce Sergiego. Tak samo ten sezon rozpocząłem ja, do mojej czerwonej kartki, więc to były takie dwa punkty zwrotne. Na tej pozycji myślę, że była największa rywalizacja, największy ból głowy dla trenera, albo też z drugiej strony najmniejszy. Kogokolwiek z nas wystawił, to wiedział, że ma zagwarantowaną jakość i wie czego się po nas spodziewać. Oprócz tych kilku meczów, w których złapaliśmy czerwone kartki, to w większości meczów uważam, że występowaliśmy bardzo dobrze i wypełnialiśmy tę rolę, którą nam trener powierzył na boisku, to z czego nas rozliczał.
Sergi dobrze operuje piłką, wiele ciekawych podań miał, wiele widzi na boisku, ale też jest fajnym gościem. Zawsze sobie dobrze życzyliśmy przed meczami. Nie byliśmy zadowoleni z naszych pozycji, wiadomo chciałoby się więcej grać. W trakcie sezonu próbowaliśmy grać z dwoma defensywnymi pomocnikami, ale trener nie poszedł w ten pomysł, więc musieliśmy dalej rywalizować ze sobą. Ja sobie ten czas z Sergim bardzo cenię i chciałbym mieć zawsze takich konkurentów, którzy i podnoszą poziom, i jest to zdrowa rywalizacja. Możemy normalnie pogadać ze świadomością, że decyzja jest po stronie trenera.
– W opinii publicznej popularna była teza, że dobre wyniki osiągał Motor głównie za sprawą pracy Mateusza Stolarskiego. Że to on wyciskał z was 100%, a sami nie byliście drużyną na poziom Ekstraklasy.
– Być może trener wyciskał z nas dużo, aczkolwiek nie uważam, żebyśmy byli za słabi na Ekstraklasę, gdyż pięciu zawodników po odejściu z Motoru spokojnie znajduje angaż w Ekstraklasie. Ja jestem w Gliwicach, Bartek jest w Katowicach, Ivana wzięła Legia Warszawa, Michała Wisła Płock pół roku wcześniej, Kacper Karasek jest w Radomiu, chociaż tu nie grał za wiele. Moim zdaniem było u nas dużo jakości i dużo indywidualności, które potrafią grać w piłkę. Cały czas są Karol Czubak, Fabio Ronaldo, Ivo Rodrigues, Jacques Ndiaye, Filip Luberecki. To nie są anonimowi zawodnicy w warunkach Ekstraklasy. Wynik z ostatniego sezonu trochę zamazuje jak dobrą mieliśmy kadrę. Ten sezon był zwariowany, wiele się działo, małe różnice punktowe. Poziom się po prostu podniósł, przez to Ekstraklasa była tak wyrównana i nie patrzyłbym pod kątem miejsca, tylko ilu punktów zabrakło do powtórzenia historycznego wyniku. Jedno zwycięstwo więcej i nikt by nie mówił, że walczyliśmy o utrzymanie a byliśmy bardzo blisko pucharów.
Jeżeli chodzi o trenera, to na pewno jego styl pracy, jego model i treningi pomagały nam stawać się lepszymi zawodnikami. Natomiast moim zdaniem obopólnie czerpaliśmy z niej korzysci, trener nam pomagał, a my jemu. W krytycznych momentach, gdy przegrywaliśmy, a posada trenera wisiała na włosku, braliśmy ciężar na siebie, czy to z Górnikiem, czy z Widzewem. W tych spotkaniach zawsze byliśmy razem, jako drużyna i trzymaliśmy się planów. Nie zawsze nam to wychodziło, bo to zwyczajnie sport. Naprzeciwko siebie mamy ludzi, którzy też codziennie pracują, trenują, szukają jak najlepszych rozwiązań i trzeba to zrozumieć. Zdarza się gorszy dzień, słabszy mecz i się przegrywa. Zatem nie do końca podpisałbym się pod tezą, że trener Stolarski robił z nami overperformance.
– Trenujesz z Dawidem Myśliwcem, wcześniej pracowałeś też z Mateuszem Stolarskim, Markiem Papszunem czy Filippo Inzaghim w Brescii. Ich praca jest w większości pozytywnie oceniana przez kibiców. Zgodzisz się, że miałeś szczęście do trenerów?
– Na pewno na samym początku miałem największe szczęście, bo trafiłem do trenera Papszuna, który ukształtował mnie jako piłkarza. Pokazał mi o co w piłce chodzi, jak trafić na szczyt. Pracowałem z nim w 1 i 2 Lidze i dzięki niemu przeskoczyłem do Ekstraklasy. Wiele standardów czy zasad od trenera Papszuna trzymam do dzisiaj. Dbam o siebie, co nie było kiedyś tak popularne. Teraz wszystko jest w internecie, ale 10 lat temu te techniki dopiero wchodziły do Polski i trener Papszun już na niższych szczeblach starał się nam to wpoić. Później trafiałem na również dobrych trenerów, ale najważniejsze było trafić na samym początku na dobrego szkoleniowca. Ktoś taki buduje fundamenty, a później to już zależy od ciebie. Chciałbym, żeby każdy miał takie szczęście.
– Czasu zatęsknić za Lublinem nie będziesz miał wiele, bo już pod koniec sierpnia przyjedziesz tu z Piastem na ligowy mecz z Motorem.
– Ja się jeszcze tak naprawdę z Lublina nie wyprowadziłem, jestem w trakcie przeprowadzki i nieraz jeszcze Lublin odwiedzę. Zostało wiele znajomości, wiele twarzy, na których sam widok od razu się uśmiecham. Lublin okazał się dla mnie świetnym miejscem po perturbacjach we Włoszech i cieszę się, że trafiłem do tego klubu, mogłem pracować z tymi ludźmi. Wszyscy byli bardzo otwarci, pomocni i tacy od których czerpałem wiedzę. Fajne relacje się zawiązały, wiele wspomnień i na pewno do Lublina będę zawsze wracał z dużym sentymentem.
– Bardzo nam miło i trzymamy kciuki za udaną grę w Piaście. Obyśmy nie musieli rywalizować o utrzymanie ze sobą!
– Mam nadzieję, że oba zespoły będą grały o coś więcej niż tylko utrzymanie.
