Bright Ede i 9301 odcinek transferowej „Mody na sukces”

Bright Ede przychodząc do Motoru Lublin w styczniu 2025 roku miał za zadanie przebić się do wyjściowego składu, dobrymi występami zwrócić na siebie uwagę skautów zagranicznych i potem odejść za granicę. Jednak kolejne okno transferowe z rzędu Polak ma więcej „ofert” niż występów w koszulce żółto-biało-niebieskich. Słowo „ofert” oczywiście wzięte w cudzysłów, bo legenda głosi że w klubie do teraz nie wiedzą, czy była już jakaś oferta za tego zawodnika, czy nie. A może trafiła do spamu?

Kibicom powoli zbiera się na wymioty na widok kolejnych plotek transferowych wokół tego zawodnika. Cała ta saga to tylko i wyłącznie dowód na hipotezę symulacji. Jeszcze trochę i kibice Motoru będą prześmiewczo określani „foliarzami”, a klub w swoim asortymencie w Fan Shopie wprowadzi czapki z folii aluminiowej. Chelsea, Arsenal, Benfica, Betis, a teraz — wg Tomasza Włodarczyka (Meczyki.pl) — Deportivo La Coruna. Co następne? Avia Świdnik?

Mityczne zielone kolorki w platformach skautingowych

Pewnie wielu kibiców nadal nie zdaje sobie sprawy z tego, dlaczego w ogóle wokół Brighta Ede powstała taka długo ciągnąca się saga. Otóż wszystko rozbija się o to, że paru europejskim zespołom Bright Ede świeci się w komputerze na zielono. I totalnie nie interesuje ich to, ile i jak Bright Ede gra w Motorze Lublin. Bo gdyby ich interesowało, kolejne kluby nie ustawiałyby się w kolejce.

Kolejne kluby w kolejce

Liczba klubów, które interesują się tym zawodnikiem odkąd przyszedł do Motoru jest zatrważająca. Zrozumiałe byłoby, jakby jakiś dany klub w Europie szukał zawodników w przedziale wiekowym 16-18 o stylu gry, który akurat prezentuje Bright Ede. Tylko po wychowanka Zagłębia Lubin zgłaszają się kluby, które najprawdopodobniej swego czasu Rafał Brzozowski wylosował na kole fortuny. I nie ma tu ani grama przesady.

Kot w worku (dosłownie)

Bright Ede rozegrał w Motorze Lublin 17 spotkań. W międzyczasie zdobył aż osiem (!!!) żółtych kartek. To idealnie pokazuje z jakimi wadami zmaga się Bright Ede. Popełnia typowe błędy dla młodego, niedoświadczonego stopera. Czy ma potencjał, by w przyszłości przewyższyć Motor kilkukrotnie? Niewątpliwie ma i potwierdzi to każda osoba, która trzeźwo obejrzała większość jego występów. Jednak jest to zawodnik nieoszlifowany, który na razie nie nadaje się nawet na pierwszy skład Motoru. Mimo to zagraniczne marki się wręcz o niego „zabijają”.

Czy występy Ede były jakościowe? Ciężko powiedzieć. Na pewno miał dobre wejście. Potem ewidentnie przygniotła go presja, a także ustawienie na boisku. W momencie, gdy kontuzjowany był Marek Bartos, ale także Arkadiusz Najemski, Motor Lublin nie miał prawonożnego stopera. Dlatego bliżej prawej strony musiał grać raz Matthys, a raz Ede. Efekt? Żadnemu z nich gra bliżej prawej strony nie wychodziła. I to pomimo tego, że Bright Ede nie ma wcale złej prawej nogi.

Dać mu odejść?

Motor Lublin nie ma historii sprzedażowej. Dlatego ciężko będzie sprzedawać piłkarzy za dobre kwoty. A tej sytuacji nie poprawia odejście Bartosza Wolskiego do GKS-u Katowice za marne 100 tys. euro albo klauzula 1,5 mln w kontrakcie Filipa Lubereckiego. Z tego właśnie powodu Motor Lublin zrobiłby bardzo dobry interes sprzedając Ede nawet i za 5 mln. Dla przypomnienia — swego czasu wg sportowych mediów „głównego nurtu” w grze była kwota dosłownie dwukrotnie wyższa. Totalny kosmos.

Drugim powodem dlaczego warto sprzedać go do innego zespołu jest fakt, że ta saga najprawdopodobniej nigdy się nie skończy. A czy Motor nie będzie w stanie ściągnąć zawodnika na podobnym poziomie (nie potencjale)? Raczej będzie w stanie, chyba że na naszą planetę spadnie nieszczęście. Dlatego taki zawodnik powinien odejść nawet i dla „świętego spokoju”.

Jaki kierunek byłby dla niego najlepszy?

Realnie? Wypożyczenie do Puszczy Niepołomice. I tu nawet nie chodzi o jakieś wbijanie szpilek albo dyskredytowanie tego zawodnika. Bo nie ma kibica Motoru, który nie życzyłby mu powodzenia. Jednak może sezon w Puszczy na zapleczu Ekstraklasy w miejscu, gdzie presja jest praktycznie zerowa pomoże temu zawodnikowi rozwinąć skrzydła. Oczywiście inne tego typu kierunki także byłyby dobre. A Motor Lublin też nie ma zbytnio jak bawić się w jego rozwój, ponieważ obecnie nie ma podstaw sugerujących, że żółto-biało-niebiescy nie będą bili się o utrzymanie w przyszłym sezonie. Nie po tak dużej ilości zmian kadrowych. A gdyby serio Bright Ede musiał odejść za granicę, to jaki kierunek byłby najlepszy? I tu trzeba wskazać pięć krajów.

Po pierwsze Belgia albo Holandia. Poziom niższy, dobre szkolenie, a potencjalnemu nowemu klubowi będzie zależało, by w przyszłości sprzedać takiego piłkarza nawet i do jakiegoś „giganta”. Po drugie — Portugalia. Transfer do Sportingu, Porto czy Benfici to byłby strzał w 10 i pokazuje to transfer Oskara Pietuszewskiego. Choć z tego grona trochę trzeba odsunąć na bok Benficę, która wydaje się obecnie mało stabilna. A po czwarte — Francja. Najsłabsza liga z TOP5, a do tego stylowo najbardziej podpasowana pod Ede. W kontekście transferu zagranicznego warto unikać Niemcy. Owszem, myśl szkoleniowa naszych sąsiadów obecnie przejmuje futbol. I to mimo gorszej dyspozycji ich kadry narodowej. Bright Ede miałby tam szansę na rozwój, jednak wielu Polaków po prostu tam przepadło.